Morderstwa Żydów na Podhalu. Zbrodnie Ognia w Maniowach, Białce i Podczerwonem

„Zabijano ich dlatego, że byli Żydami”. Przeczytaj o masowych egzekucjach i morderstwach rabunkowych dokonywanych przez watahy Józefa Kurasia „Ognia”. Przedstawiamy dokumenty potwierdzające grabieże i zbrodnie, których historycy IPN do dziś nie potrafią uczciwie potępić.
Od Maniów po Białkę Tatrzańską i Podczerwone – na całym powojennym Podhalu z rąk ludzi „Ognia” ginęli ocaleni z Holocaustu Żydzi, uciekający przed narastającym prześladowaniem. Byli mordowani strzałami w tył głowy, a ich ciała grabiono z ukrytych dolarów, złota i ubrań. Te brutalne czystki etniczne, bezprawnie przypisywane przez Kurasia Armii Krajowej, do dziś są wybielane przez historyków IPN, którzy stawiają pomniki mordercom, całkowicie zapominając o godności ich ofiar.

Zamordowanie 4 osób narodowości żydowskiej w Maniowych 26 czerwca 1945 r.

Jak pisze Prof. J. Kwiek: „Na konto „Ognia” można zapisać także zamordowanie 26 czerwca 1945 r. w Maniowach 4 osób narodowości żydowskiej. B. Dereń pisze, że wykonawcami byli: Kazimierz Kuraś „Kruk”, Bogusław Szokalski „Herkules” i NN [Jan Goleniowski „Lew”, „Lech” MZ]), i że była to egzekucja. Opierając się na zeznaniu Władysława Kordeczki podaje, że zamordowani Żydzi byli członkami PPR współpracującymi z milicją, którzy zbierali informacje o partyzantach1. Można w to wątpić, choćby dlatego, że trudno wyobrazić sobie, aby UB, znając stosunek „Ognia” do Żydów, nakłonił te osoby do śledzenia partyzantów.

Warto w tym miejscu podać, iż zamordowana czwórka była urodzona i mieszkająca na Podhalu. Trzej z nich urodzili się w Czarnym Dunajcu (Leon Kuras, Barach Feihe, Kalman Minier), czwarty (Wilhelm Reich) w Odrowążu. Po wojnie mieszkali w Maniowach. Zastrzelono ich w domu Andrzeja Osłuchowskiego (lub Stachowskiego), przy czym dwóch w domu, a dwóch na podwórku. Dwie osoby zginęły od strzału w tył głowy, trzecia została zabita strzałem w czoło, a czwarta w skroń i w pierś2. Według raportu UB napastnicy zabrali Żydom walizki i pieniądze, a następnie zażądali, by Żydzi wyszli z nimi na zewnątrz. Gdy Żydzi nie wyrazili zgody, wówczas w mieszkaniu zastrzelono dwie osoby, a na zewnątrz kolejne dwie3.

Zamordowanie Żydów na drodze z Białki do Gronia 30 kwietnia 1946 r.

O tej zbrodni opowiada prof. J. Kwiek: „Zamordowanych zostało 7 osób narodowości żydowskiej, które zamierzały przekroczyć granicę z Czechosłowacją. Fragment południowej granicy stanowił jeden z trzech kanałów nielegalnej emigracji żydowskiej z Polski. Nie sposób jednoznacznie ustalić personalia zabitych-różne dokumenty podawały różne nazwiska. Według jednych źródeł napastnicy zrabowali pieniądze, biżuterię, 3 świnie, konia i wóz, na łączną kwotę 840 tys. złotych”. 

Fragment pracy dr K. Panz: „Charakteru manifestacyjnego nie miał pogrzeb kolejnych żydowskich ofiar, zabitych kilka dni później. Rankiem 30 kwietnia 1946 r. posterunek MO w Jurgowie doniósł PK MO w Nowym Targu:

[…] w nocy na 30 kwietnia 1946 zostało zamordowanych przez nieznanych sprawców 5 kobiet i 2 mężczyzn. Denaty leżą na drodze […] w połowie między Białką a Groniem. 1 denat leży w polu 50 metrów od drogi głównej. Trupy po części są zrabowane. Przy jednym z nich znaleziono bilet z datą 29 IV 46 Kraków–Zakopane. Denaty mają głowy skrwawione, a leżą twarzą do ziemi, tylko jeden denat twarzą do góry. Zabójstwo nastąpiło zastrzeleniem z broni automatycznej, gdyż znaleziono kilka niewypałów naboi z broni PPSz i 2 naboje w stanie dobrym. Proszę o dalsze zarządzenie. PS Denaty wypatrują wyznania mojżeszowego, a przypuszcza się, iż zabójstwa były na tle politycznym4.

Tej nocy do drzwi domu sołtysa wsi Groń około godz. 23 pukało czterech mężczyzn, wśród których jego żona rozpoznała niejakiego Władysława Skibę. Była sama w domu, toteż ich nie wpuściła. Powiedzieli, że pójdą spać do stodoły. Około 5 rano zapukali ponownie; tym razem nie było z nimi Skiby, a sołtys Kazimierz Rabiański, który zdążył już wrócić do domu, pozwolił im wejść:

[…] jednego wywnioskowałem, że jest wyznania mojżeszowego. Oświadczyli mi w rozmowie, że cudem uniknęli śmierci i poprosili mnie o wskazanie najbliższej drogi do stacji kolejowej w Szaflarach. W toku dalszej rozmowy jeden z nich oświadczył mi, że jest synem Kiessena z Nowego Targu z ulicy Ludźmierskiej5, a przy tem poprosił mnie o furmankę do stacji kolejowej w Szaflarach. Z powodu akcji siewnej furmankę odmówiłem. I wytłumaczyłem im i wskazałem drogę, a nawet służąca moja Aniela w tym czasie szła do Szaflar i ci osobnicy poszli z nią. […] tłumaczyli mi, że cudem uniknęli śmierci w ten sposób, że idąc szosą z Nowego Targu w kierunku Białki, przed nimi jechał wóz z kobietami z ich towarzystwa. Na drodze w Białce zostali zatrzymani przez jaki[ch]ś osobników nieznanych i słyszeli głosy: „zejść z wozu”, i krzyk. Na krzyk ten […] zbiegli. W czasie […] ucieczki słyszeli strzały. Po ich odejściu udałem się na miejsce czynu jako sołtys, chcąc się przekonać, czy […] w związku ze strzałami nie było trupów na terenie mojej gromady. Doszedłem do granicy Gronia-Białki, gdzie około pół kilometra [dalej] na terytorium gromady Białki widziałem kilka osób stojących, przyszedłem ku nim i widziałem siedem trupów. Widząc, że to nie jest na mojej gromadzie, powróciłem do domu6.

Brak dokumentów utrudniał identyfikację zamordowanych, podobnie jak strach bliskich ofiar przed konsekwencjami grożącymi za wywóz obcej waluty7. Ostatecznie ustalono, że 29 kwietnia 1946 r. zginęli: Blima Krebs, lat 32, Beila Gold, lat 43, Frida Salzberg, lat 48, Feiga Schwerdszarf, lat 48, Chaskel Świecznik, lat 308, oraz Sara Dornberg, lat 40, i jej czternastoletni syn Salomon. Z protokołu oględzin zwłok wynika, że wszyscy z wyjątkiem chłopca zginęli od strzału w głowę. Salomon zginął od dwóch strzałów w plecy – prawdopodobnie podczas próby ucieczki9.

W wypadku tego zabójstwa udało mi się znaleźć jedynie szczątkową dokumentację, która dotyczy głównie zwrotu pieniędzy i rzeczy znalezionych przy zabitych kobietach. Ciała ofiar zostały częściowo obrabowane – zarówno przez sprawców morderstwa, jak i miejscową ludność. Mieszkaniec Białki zeznał: Rano jak byłem pierwszy raz bez milicji, to u trupów brakowało 2 pary obuwia, a później jak poszedłem z Milicją, to za ten czas, jak byłem w domu, już ktoś ściągnął drugie 2 pary obuwia. Kto to zabrał, tego nie wiem10.

Leib Gold, mąż Blimy, oraz Józef Dornberg, mąż Sary i ojciec Salomona, starali się w 1947 r. o odzyskanie rzeczy znajdujących się w depozycie Prokuratury w Nowym Sączu. W przypadku Blimy Gold odzyskanie depozytu nie stanowiło większego problemu – wszystko trzymano w zalakowanej paczce: 25 sztuk monet złotych, 652 dolarów amerykańskich, 13 080 marek alianckich, 19 195 marek niemieckich, 105 złotych polskich oraz jedna broszka z żółtego metalu z 7 różowymi kamykami i 1 pokrwawiony bilet kolejowy z trasy Kraków–Zakopane11.

Józef Dornberg odzyskał należny mu depozyt dopiero w 1948 r., po wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie. W uzasadnieniu decyzji napisano:

Sporne pieniądze zostały odnalezione w butach Frydy Salzberg. Tymczasem powód domaga się ich wydania, twierdząc, że pieniądze te nie znaleziono w butach Frydy Salzberg, lecz w butach jego żony Sary. Przesłuchany powód […] przed okazaniem mu tych pieniędzy złożonych w depozycie dokładnie zeznał i określił nie tylko rodzaj tych pieniędzy, ale i które banknoty były mniej lub więcej zniszczone, w jakim stopniu i w jaki sposób były zniszczone. […] Tak np. powód przed okazaniem mu depozytu podał, że jeden banknot 100-dolarowy jest poplamiony czerwoną farbą, dwa banknoty po 10 dolarów są zniszczone, a jeden z nich dziurkowany od igły, ponieważ był zaszywany w ubraniu. Zeznania powoda potwierdził świadek Leib Gold, który zeznał, że w jego obecności żona powoda przed wyruszeniem w drogę zaszywała banknoty dolarowe w bluzce, a obecny przy tym powód oświadczył mu, że monety złote żona jego ukryła w obcasie butów. […] Z tych powodów należało uznać, że sporne pieniądze w chwili napadu znajdowały się w posiadaniu żony powoda Sary, a nie w posiadaniu Frydy Salzbergowej, która zresztą, jak zeznawał świadek, była biedną i powód darował jej jeden banknot 20-dolarowy przed wyruszeniem w drogę12”.

Pogrzeb siedmiu ofiar odbył się w Krakowie 2 maja 1946 r. o godz. 7 wieczorem13.                                                   

Od autorów: Posiadamy w swoich zbiorach wywiad video ze świadkiem tej tragedii, który zaprowadził nas na miejsce zbrodni, opowiedział dokładnie przebieg zdarzenia i wskazał ogniowców jako winnych tego morderstwa.

Morderstwa Żydów dokonanych przez „ogniowców” w Rabce, Porębie Wielkiej i innych miejscowościach na szerokim Podhalu –  w trakcie ustaleń.

Podczas poszukiwań dotarła do nas informacja, że na obrzeżach Nowego Targu, na przeciw Samorodów, po drugiej stronie rzeki Dunajca (jadąc w kierunku Waksmundu), zaraz po wojnie zamordowano 9-cioro żydowskich dzieci, które miały być przeprowadzone przez zieloną granicę. Mamy nadzieję, że wreszcie pracownicy krakowskiego IPN zajmują się wyjaśnianiem okoliczności tego i innych morderstw.

Zamordowanie przez ogniowców w Kościelisku 30 listopada 1945 r. NN Żyda i obrabowanie go z pierścionka i większej ilości garderoby. Sprawcami okazali się ogniowcy Lasak A, Lasak K, Murańka T, Skubel B i 11 innych.

Karta na czyn przestępczy dokonany

Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej KWMO  w Krakowie  – Karta na czyn przestępczy dokonany: banda „Ogień” rodzaj czynu rabunek i morderstwo.

Opis czynu: W październiku 1946 r.  w miejscowości Podczerwone pow. Nowy Targ banda „Ognia” dokonała napadu na 16 osób narodowości żydowskiej udających się do Czechosłowacji. Wszystkie osoby zostały zamordowane oraz zrabowano im: 2,5 kg złota, 7 złotych zegarków, kilkanaście złotych obrączek oraz większą ilość dolarów.

Wartość zarabowanych przedmiotów oszacowano na około 4 miliony złotych.

Karta na czyn przestępczy dokonany

Dziękujemy dr Karolinie Panz, która w swoich opracowaniach zdecydowanie sprzeciwiła się gloryfikowaniu „Ognia” i ogniowców – morderców bezbronnych cywili.

Jej prace przyczyniają się do zachowania w pamięci imion i nazwisk ich ofiar. Nie jest właściwym, aby budowanie „legendy bohaterskości „Ognia” i ogniowców wbrew faktom, odbywało się kosztem pamięci o ofiarach i zapomnieniu wyrządzonych im krzywd. Ofiary morderstw nie domagają się chwały – pragną wspomnienia – że byli, że żyli, że niestety trafili na ludzi, dla których życie innych nie miało wartości. Chcą nam przekazać, że naszym obowiązkiem jest zadbać o to, żeby takie tragedie nigdy już się nie powtórzyły. 

Cóż to za bohaterzy, którym do zaistnienia potrzebne jest poniżanie innych ludzi?                       

Polakom pochodzenia żydowskiego poświęciliśmy na tej stronie dużo miejsca, z uwagi na cierpienie, którego doznali oraz na fakt, że w społeczeństwie zrodziło się przekonanie, że to AK morduje Żydów.

Szalony w swoim postępowaniu J. Kuras „Ogień”, bezprawnie używał symboli AK (pieczęci i nazwy) na wystawianych wyrokach śmierci, wezwaniach i kontrybucjach. Rodziny ofiar nie orientując się, że AK została rozwiązana 18 stycznia 1945 r., przypisywały te morderstwa żołnierzom Armii Krajowej.

Naszym przodkom, żołnierzom AK bardzo zależało na wyjaśnieniu tego propagandowego kłamstwa, dlatego przez całe swoje życie poruszali tę kwestię i zdecydowanie odcinali się od działalności „Ognia” i ogniowców. 

Całej sprawie dodaje smaczku to, że na nagrobkach wielu ogniowców widnieje napis: żołnierz AK, lub żołnierz 1 PSP AK, a była to banda niemająca nic wspólnego z Armią Krajową.

My również nie chcemy, aby o nas mówiono, że jesteśmy potomkami morderców i złodziei.

Dowodzimy w sposób jednoznaczny, że chęć zrobienia kariery naukowej oraz nastawienie polityczne ma obecnie decydujące znaczenie w ocenie historii. Dawanie za wzór  postaci godnych potępienia przeczy wartościom, którymi powinien kierować się człowiek.  Projekt ten inicjował również Andrzej Przewoźnik. Wplątany w ten historyczny absurd został Prezydent Lech Kaczyński.

Po raz kolejny wzywamy historyków do oddzielenia żołnierzy wyklętych od przeklętych.

Oto przykład wyników badań dr Maciej Korkucia pracownika IPN, autora listy nazwisk zasłużonych ogniowców i wiarusów do wygrawerowania na tablicach pomnika w Zakopanem. Na jednej z tablic wyryto nazwisko Mariana Chracy „Giewont”. problem w tym, że Marian Chraca „Giewont” nigdy ogniowcem nie był – był żołnierzem 1 PSPAK i przez ogniowców – wiarusów bestialsko zamordowanym. Na tablicy obok widnieją nazwiska jego morderców.

W ekspertyzie do Sądu o unieważnienie wyroku dr M. Korkuć jako biegły- poświadczył nieprawdę – twierdząc, że Marian Chraca „Giewont” należał do PPR, był konfidentem niemieckim i konfidentem UB.

Na podstawie tej wadliwej ekspertyzy Sygn. akt II Ko 107/11 Sąd Okręgowy w Nowym Sączu Postanowieniem z dnia 28 czerwca 2013 r. unieważnił wydane w 1947 r. wyroki skazujące za morderstwo i uznał to i inne morderstwa wiarusów za przykład „walki o niepodległy byt państwa polskiego”.

Na kanale You Tube w serii „Wyklęci czy przeklęci” prezentujemy reportaż, w którym prosimy dr. Korkucia o sprostowanie kłamstwa i przywrócenie godności i honoru bohaterowi Marianowi Chracy „Giewont” żołnierzowi AK  z  Wróblówki. Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, ani też z tablicy nie wykreślono jego nazwiska. Urząd Miasta Zakopane, pomimo naszych pism nie zastosował się do Ustawy Lutowej i na pomniku w dalszym ciągu promuje nazwiska Ubeków i  PPR-owców.

Tablica pamiątkowa

Działalność „Ognia” i jego oddziałów jest zaprzeczeniem walki o niepodległy byt państwa polskiego.

Zakopiański pomnik gloryfikuje morderców i dlatego powinien zniknąć z przestrzeni publicznej.

Pomnik

Przypisy:

  1. B. Dereń, Józef Kuraś..,,op. cit.,s. 235. ↩︎
  2. AIPNKr., 0125/181, cz. 16, k. 487, Pismo komendanta powiatowego MO w Nowym Targu z 12.V.1945 r. ↩︎
  3. Ibidem, 056.1,t. 1, k. 11. Raport sytuacyjny nr 6. ↩︎
  4. AIPN Kr, 18/1365, Meldunek komendanta Posterunku MO w Jurgowie do KP MO w Nowym Targu, 30 IV 1946 r., k. 38. ↩︎
  5. Nie udało mi się odnaleźć więcej informacji na jego temat. ↩︎
  6. AIPN Kr, 18/1365, Zeznania Kazimierza Rabiańskiego, 6 V 1946 r., k. 47. ↩︎
  7. Ibidem, Zeznania Chaima Kalfusa, 28 V 1946 r., k. 58. ↩︎
  8. AIPN Kr, 06/1/16, Pismo Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego w Krakowie do WUBP w Krakowie, 4 V 1946 r., k. 72. ↩︎
  9. AIPN Kr, 18/1365, Protokół oględzin zwłok, 1 V 1946 r., k. 43. To jego ciało znaleziono w polu około 50 m od drogi (zob. ibidem, Meldunek komendanta Posterunku MO w Jurgowie do KP MO w Nowym Targu, 30 IV 1946 r., k. 38.). ↩︎
  10. Ibidem, Zeznania Jana Nowobilskiego, 8 V 1946 r., k. 53. ↩︎
  11. Ibidem, Pismo Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu do Kasy Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, 22 IV 1947 r., k. 89. ↩︎
  12. Ibidem, Wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie w sprawie nr I.C.588/48, 20 X 1948 r., k. 107–108. ↩︎
  13. AIPN Kr, 06/1/16, Pismo Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego w Krakowie do WUBP w Krakowie, 4 V 1946 r., k. 72. ↩︎