Masakra w Krościenku. Nocna egzekucja 11 Żydów dokonana przez oddział „Ognia”

Miała to być ich droga do Palestyny. Zamiast tego 3 maja 1946 roku w Krościenku nad Dunajcem 11 Żydów wpadło w pułapkę oddziału Jana Batkiewicza „Śmigłego”, działającego z rozkazu Józefa Kurasia „Ognia”. Poznaj wstrząsające zeznania świadków tej zaplanowanej masakry.
Noc z 2 na 3 maja 1946 roku w Krościenku nad Dunajcem to jedna z najkrwawszych i najbardziej przemilczanych kart w powojennej historii Podhala. Z rozkazu Józefa Kurasia „Ognia”, bojówkarze Jana Batkiewicza „Śmigłego” urządzili zasadzkę na ciężarówkę wiozącą ocalałych z Holocaustu Żydów, rozstrzeliwując z zimną krwią 11 osób, a ich zwłoki bezczeszcząc w poszukiwaniu złota. Publikujemy wstrząsające zeznania świadków, akta prokuratorskie i wspomnienia żołnierzy Armii Krajowej, którzy nigdy nie pogodzili się z faktem, że ta bestialska zbrodnia do dziś bywa wybielana przez część historyków.

Pierwsze wzmianki o tej zbrodni pochodziły od mieszkańców Krościenka, żołnierzy AK i zarazem działaczy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Nowym Targu.                     

Pierwsze pisemne opracowania na temat tej masakry były oparte na zeznaniach świadków tych wydarzeń. Spisał je ksiądz dr Bronisław Krzan i opublikował w autorskim wydaniu pt. „Klejnot zagubiony w górach” Wydawnictwo Polskie Towarzystwo Teologiczne 1988 r. (Errata i uzupełnienie str. 263).

Oto fragment opracowania:

„Laon Lew, dyrektor departamentu energii elektrycznej, po wojnie, wiedział zapewne o masakrze swych współplemieńców 2/3 maja 1946 r. w Krościenku.

Grupa Żydów z Krakowa i okolicy, korzystając z umówionego auta K. Węglarza „Jałowiec” ze Szczawnicy, przyjechała w 2/3 maja 1946r. do Krościenka w celu przedostania tutaj przez „zieloną granicę” na Czechy, a następnie do Palestyny. Przerzut organizował J. Wąchała, partyzant, pseudonim „Łazik”, uznany przez „Ognia” za „bandziora” z powodu samowolnych poczynań. „Łazik” zatrzymał auto pod „kirkutem1”, a sam podjechał na motorze pod zaporę grywałdzką, gdzie mieli czekać umówieni przewodnicy. Tu natknął się  na „ogniowców” z oddziału „Śmigłego”, którzy odczytali mu wyrok śmierci, podpisany przez „Ognia”i „uziemili”2 go. Następnie podjechali pod kirkut i ostrzelali czekających na „Łazika” Żydów. 

W Państwowym Wydawnictwie Naukowym z 1987 r. figuruje imiennie 11 (jedenaście)  ofiar śmiertelnych; niektórym Żydom udało się zbiec. W ciemnościach nocy w ręce „lasowych” dostał się zapewne obfity łup (złoto, dolary). W notatniku „Ognia” po jego śmierci znaleziono następujący zapis: „Witaj majowa jutrzenko! W nocy samochód z Żydami, 12. Mieli być przeprowadzeni za granice 50.000. Przed Krościenkiem do rowów. Salda krzyczała: „Panie „Ogień” — taką pan nieładną demokrację robi” („Rano przeszedł huragan”, W. Machejek, dz. c. s. 433). Jeden, z rannych dowlókł się przez łąkę do domu J. Cięciela. Opatrzony z ran, opuszczając dom, miał powiedzieć: „Ja tego nie daruję”. Miał znaleźć się w rządzie Bieruta, gdzie już pracowała Żydówka M. Form z Krościenka”.

Świadkiem tych zdarzeń był Jana Kacwin przewodniczący Zarządu Koła ŚZŻ AK Nowy Targ.

Pracował on tej nocy w masarni, vis-à-vi miejsca napadu i morderstwa po drugiej stronie Dunajca, a mieszkał na ulicy Zdrojowej. W tym czasie czyścił flaki ze zwierząt w nurcie rzeki Dunajec. Był świadkiem napaści ogniowców na Żydów. Słyszał strzały, krzyki, jęki widział światła latarek. Zaniepokojony tymi wydarzeniami, przez lata gromadził wiedzę na ten temat od innych świadków.

Jan Marian Kacwin w czasie wojny współpracował z AK jako łącznik. Był juhasem i w jego bacówce odwiedzali go akowcy i kuzyni, którzy byli partyzantami kpt. J. Zapały „Lamparta”. Za posiadanie broni i podejrzenia o sprzyjanie „Ogniowi” został skazany na karę 6 lat więzienia. 

Po wojnie zaniepokojony terroryzmem i okrucieństwem J. Kurasia „Ognia” i jego ludzi zbierał dowody i gromadził dokumenty na temat mordowania niewinnych cywilnych osób przez ruch ogniowy. Będąc przewodniczącym związku żołnierzy AK, zgromadził sporo dokumentów oraz wiedzę na temat rzeczywistej roli „Ognia” w „odzyskiwaniu niepodległości” Polski.

Sprzeciwiał się gloryfikowaniu postawy „Ognia”, który dla niego był zdrajcą i mordercą niewinnych cywili. Opowiadał, że ogniowcy w celu znalezienia kosztowności (kamieni szlachetnych, złota, pieniędzy), sprawdzali pochwy zamordowanych żydówek.

W 50 rocznicę masakry, w Dzienniku Polskim – Dziennik Podhalański” z 14 V 2003 r.  opublikował artykuł pt.: „Rocznica masakry Żydów pod Krościenkiem”.

Prezentujemy fragmenty artykułu:

Artykuł prasowy

… „Od początku 1946 r. nasiliły się kontrole krościeńskich terenów przez bojówkę Jana Batkiewicza „Śmigłego”, czego następstwem było kilka morderstw. I tak w nocy 02 lutego 1946 roku zamordowano byłego przodownika Straży Granicznej Franciszka Kołodziejskiego, Prezesa Kółka Rolniczego w Krościenku. 24 lutego tegoż roku zginął Marian Kordeczka, rolnik, który powrócił z obozu koncentracyjnego.

Do najtragiczniejszego zamachu doszło w nocy z 2 na 3 maja 1946 roku. Bojówkarze „Śmigłego” na podstawie zdobytych informacji o wyjeździe z Krakowa Żydów, którzy planowali przez Czechosłowację udać się do Palestyny, zorganizowali na nich pod Krościenkiem zasadzkę. Pierwszą przygotowano na szosie z Nowego Sącza w rejonie Księżego Lasu pod osadą Wyr przed Krościenkiem. Drugą przy szosie z Nowego Targu w rejonie osady Pasternik – Tylka.

Według doniesień wywiadu „Ognia”, mieli to być ludzie, którzy przeżyli niemieckie obozy koncentracyjne i teraz chcieli opuścić Polskę i wyjechać ze swoim dobytkiem. Ich wyjazd zaplanowano pierwotnie trasą Kraków – Nowy Targ – CSR, lecz kilka minut przed odjazdem z placu św. Ducha w Krakowie kierowca samochodu ciężarowego Józef Zachwieja został wezwany do telefonu, aby jechał trasą Kraków – Nowy Sącz – Krościenko i dalej do osady Hałuszowa – zapora, przy której miał czekać na Żydów przewodnik. Miał on ich przeprowadzić górami na teren CSR. Zachwieja3 zastosował się do otrzymanych wskazówek.

Było ok. godziny 23. 2 maja 1946 r. szosą od Krościenka w kierunku Wyr i osady Łąkcica przejechała konna furmanka z cieślami, którzy po zakończeniu roboty wracali ze śpiewem do domu. W ciemnościach nie mogli widzieć czatujących „ogniowców”, ci zaś nie zatrzymali ich. Pół godziny później od strony Krościenka nadjechał na motocyklu Jan Wąchała „Łazik”, który pilotował Żydów i sprawdzał bezpieczeństwo na trasie przejazdu.

W ciemnościach nie zauważył nic groźnego, a bojówkarze przepuścili go spokojnie. W rejonie osady Pasternik [przy drodze po lewej stronie w kierunku Nowego Targu MZ] został zatrzymany przez drugą bojówkę. Wieść niesie, że rzekomo odczytano mu wyrok „Ognia” i rozstrzelano, a jego ciało oprawcy wrzucili pod mostek na pobliskim strumyku. Rano ludzie z osady Potok i Tylka idąc na nabożeństwo 3-majowe, widzieli ciało odwrócone twarzą do góry, o czym do dzisiaj wspominają.

Przed kilku laty będąc na uroczystościach partyzanckich w Szczawie, spotkałem najmłodszego z braci Wąchałów  Tadeusza. Opowiedział mi, że z Krościenka bezpieka dnia 3 maja 1946 r., samochodem zabrała ciało „Łazika” do Nowego Targu i dała znać rodzinie w Kamienicy. W obawie przed „ogniowcami” rodzina przewiozła je nocą konną furmanką górami do Kamienicy i na cmentarzu pochowała. Jan Wąchała „Łazik” w latach okupacji był żołnierzem AK (…). Z początkiem 1944 roku był w składzie patrolu AK, którego celem było ujęcie lub zastrzelenie dezertera z AK Józefa Kurasia „Ognia”. (…) Początkowo AK intensywnie poszukiwała „Ognia” jednak na skutek tego, że Kuraś był pod opieką polskiej komunistycznej organizacji wyrok odłożono na czas powojenny.

Niecałe 15 minut po „Łaziku” pod osadę Wyr nadjechał samochód ciężarowy z Żydami i został zatrzymany przez czatujących bojówkarzy. [Ja pracowałem w masarni za wodą – po drugiej stronie Dunajca i płukałem flaki w rzece -MZ]. Padł pierwszy strzał – być może na wiwat. W ciemności widać było błyski latarek i pokrzykiwania do Żydów, żeby wysiadali. Z przeciwległego brzegu Dunajca trudno mi było zliczyć wysiadających. Utarczki Żydów z napastnikami trwały około pół godziny po czym nastąpiły wystrzały pojedyncze, a nieco później serie z karabinu maszynowego. Słychać było jęki i krzyki mordowanych. Pojedyncze strzały powtórzyły się jeszcze. Jak się później dowiedziałem, niektórzy żywi Żydzi uciekli w ciemności w pobliskie zarośla, a samochód odjechał w stronę Krościenka. (…)

Nadciągał świt. W miejscu masakry i koło zastrzelonych krzątali się „ogniowcy”, przypuszczalnie szukając kosztowności, po czym odeszli w kierunku wzniesienia nad Krościenkiem.

Jednym najdłużej kontrolującym zwłoki (był dzień więc było widać) był mieszkaniec Krościenka, Stanisław Ćwiertniewicz „Długi” współpracownik „Śmigłego”, który ujawnił się w wyniku ogłoszonej amnestii w lutym 1947 r. „Długi” na widok zbliżających się „gapiów”, mieszkańców Starej Rzeki, dzisiaj ulica Lubań, zwiał w pobliskie wikliny – zapewnie ze zdobytymi kosztownościami. Kilku przybyłych gapiów po oglądnięciu miejsca zbrodni, nie zbliżając się do nich, ani też nie ruszając trupów, ze strachem odeszli do domów.

Rano na posterunek MO w Krościenku dojechał na rowerze funkcjonariusz milicji z Tylmanowej i powiadomił komendanta Benedykta Jachimka o zamordowanych.

Oto relacja Mieczysława Jachimka (ur. 1934), syna komendanta:

W tę noc słyszeliśmy strzały z rejonu Księżego Lasu. Nie było to szczególne wydarzenie, bo wielu mieszkańców w nocy strzelało w powietrze po przejściu frontu. Z ojcem jak zwykle poszedłem na posterunek. Funkcjonariusz z Tylmanowej zameldował o zastrzelonych ludziach pod Wyrem. Na miejsce zbrodni natychmiast poszedł mój ojciec, przybyły funkcjonariusz oraz jeszcze jeden, którego nie pamiętam. Ja również pobiegłem za nimi. Ojciec przystąpił do służbowych czynności w poszukiwaniu dokumentów. Widziałem na szosie na wpół rozebraną Żydówkę. Inni leżeli w przydrożnych rowach bądź w pobliżu drogi. Niektórzy byli w kalesonach, bez butów. Trupów było ok. 12, byli i ranni. Razem ponad 20 osób. W czasie oględzin miejsca, z pobliskiego lasu wyszedł młody Żydek i podbiegi do nas. Miał może 13 – 14 lat i powiedział do ojca: ja jestem taki mały i potrafiłem uciec w nocy do lasu i bandyci mnie nie zastrzelili (…) dlaczego mój starszy brat nie uciekł do lasu i dał się zastrzelić? – tego, ten młody chłopczyk nie mógł sobie wybaczyć.

Widok na wpół nagich, kobiet i mężczyzn, z których zdarto odzienie i buty, był odrażający, co świadczy o tym, że napastnicy szukali kosztowności, a co lepsze ubrania zrabowali. 13 rannych i ocalałych Żydów ojciec zabrał na posterunek (…). Jedna z mieszkanek Krościenka, prawdopodobnie Aniela Zborowska, opatrzyła rany postrzałowe. [Tato] dzwonił na posterunek do Nowym Targu, którego funkcjonariusze niebawem przyjechali. Zdrowych i rannych zabrali samochodem do Nowego Targu. W kilka dni później ojciec i funkcjonariusz MO i UB dokonali rewizji w domach dwóch podejrzanych o dokonanie masakry. Odnaleźli buty i ubrania pomordowanych. Samych sprawców nie zastano w domach. Po niedługim czasie od opisanego wydarzenia w Krościenku ojciec otrzymał od „Ognia” upomnienie, aby natychmiast opuścił Krościenko i wyjechał z tych terenów. Nie było to pierwsze upomnienie od „Ognia”. Wcześniejsze otrzymał końcem zimy 1945 r., gdy jechał z pieniędzmi do powiatu. W Waksmundzie zatrzymał go „Ogień”, zabierając mu broń i pieniądze. Na prośbę ojca zwrócił mu broń krótką, ale pieniądze zatrzymał”.

Należy w tym miejscu wspomnieć, że Benedykt Jachimek przed 1939 r. pracował w Straży Granicznej w Sromowcach Niżnych i brał udział w wojnie obronnej, przechodząc szlak bojowy od Sromowiec do wschodniej Ukrainy, skąd po rozbrojeniu go przez Niemców powrócił do domu. Być może ta opowieść przekazana „Ogniowi” spowodowała, że uniknął śmierci.

Po tych dwóch represyjnych upomnieniach Benedykt Jachimek obawiając się o swoje życie, opuścił Krościenko i wyjechał na Ziemie Odzyskane, skąd powrócił w kilka lat później po rozbiciu ugrupowania „Ognia” przez Władze Bezpieczeństwa. Po przybyciu na te tereny został zatrudniony w Urzędzie Niedzica- Golenbark jako komendant. Tu pracował do czasu przejścia na emeryturę.

W 2006 r. potwierdziła tę zbrodnię jeszcze żyjąca Anna Grzebak – Waligóra zam. w osadzie Żłobki nad Krościenkiem n/D. Oto jej relacja: W nocy z 2/3 maja 1946 r. ok godziny 1-2 nasz pies głośno szczekał i ujadał. Mój ojciec Maciej Grzebak zapalił lampę i wyszedł na pole. W pobliżu piwnicy w lesie stał wystraszony młodzieniec i prosił ojca, aby go ukrył, bo na szosie Nowy Sącz – Krościenko jest napad na przejeżdżających Żydów i jego rodzinę. Ojciec ukrył go w domu do świtu, a potem kazał mu zejść na miejsce napadu, a później na posterunek MO w Krościenku nad Dunajcem. (Koniec relacji)

Jak podaje PWN (Warszawa – Kraków, wyd. 1987) w masakrze Żydów w Krościenku za-mordowano 11 osób. Wśród zabitych był również mieszkaniec Krościenka Józef Geller, który wrócił z obozu koncentracyjnego. Nie zastawszy żony oraz dwojga małych dzieci, spał w mieszkaniu na słomie. Pewnej nocy napadli na niego „ogniowcy”, żądając wskazania miejsca, gdzie w 1940 roku Rada Żydowska Krościenka ukryła kosztowności Gminy Krościenko (złoto i dolary) oraz pozłacany lampion wiszący przy tubie ze świętymi księgami. Bity i nękany przez napastników nocą opuścił Krościenko i przyłączył się do wyjeżdżających do Palestyny. Jednak nie wyjechał, gdyż zginął w masakrze pod Krościenkiem.

Powyższy tekst opracował świadek tych zdarzeń Jan Marian Kacwin Prezes Zarządu Koła ŚZŻ AK NOWY TARG (Skróty pochodzą od redakcji).

Jan Marian Kacwin jest również autorem mapy miejsca zbrodni w Krościenku i miejsca zabicia Jana Wąchały „Łazika”, którą zaprezentujemy poniżej.

Lokalizacja masakry Żydów pod Krościenkiem n/D wykonał z autopsji mieszkający wówczas w Krościenku, przy ul: Zdrojowej.

  1. Miejsce zastrzelenia Jana Wąchały „Łazik” 2/3 maja 1946 r.
  2. Trasa ucieczki młodego Żydka z miejsca masakry do domu Macieja Grzebaka obecnie córki Anny Waligóry w osadzie Żłobki nad Krościenkiem n/D.
  3. Miejsce zastrzelenia Żydów 2/3 maja 1946 r. udających się p. Zieloną Granicę
Mapka Pienińskiego Parku Narodowego

List Przewodniczącego Koła ŚZŻAK w Nowym Targu J. Kacwina do Prezesa Oddziału ŚZŻAK w Krakowie por. mgr. Kazimierza Guzikowskiego. Porusza w nim prawdziwe powody zabicia Jana Wąchały „Łazika”.

List Przewodniczącego Koła ŚZŻAK w Nowym Targu J. Kacwina do Prezesa Oddziału ŚZŻAK

Poruszony w w/w opracowaniu dr. M. Korkucia wątek Jana Wąchały „Łazika”.

Jest prawdą, że Jan Wąchała „Łazik” podczas wojny dowodził patrolem egzekucyjnym, lecz w połowie 1944 r. został odsunięty od wykonywania wyroków przez dowódcę 1 PSP AK mjr A. Stabrawę „Borowego”. „Borowy” powziął informacje, że zachowanie „Łazika” podczas wykonywania rozkazów i zadań jest niewłaściwe, dlatego podjął decyzję o przeniesieniu kaprala Wąchały do drużyny aprowizacyjnej w 1 baonie. Decyzję tą „Łazik” przyjął i w pełni się jej podporządkował.

Na przełomie roku 1943/44 „Ogień” dopuścił się dezercji i niesubordynacji. Jednym z partyzantów AK, którzy byli wyznaczeni przez dowództwo do likwidacji „Ognia”, był Jan Wąchała „Łazik”. „Ogień” o tym wiedział i to był główny powód zemsty Kurasia, który wyroku uniknął tylko dlatego, że znalazł mocodawców wśród sowieckiego NKWD. Dowództwo 1 PSP AK nie chcąc zaogniać, już nadwyrężonych stosunków politycznych postanowiło wyciszyć sprawę „Ognia”. 

Ogniowcy dobrze wiedzieli, że muszą dbać o swój wizerunek „ludzi nieskazitelnych”, dlatego wszędzie rozsiewali plotki, że powodem zamordowania Wąchały było jego ujawnienie się w 1945 r. Obwiniali go również o morderstwo i ograbienie dwóch kupców jabłek – podejrzewanych o pochodzenie żydowskie, jak też o zamordowanie 2/3 maja 11 Żydów w Krościenku. Jest to dowód, na manipulacje, jakich dopuszczali się ogniowcy. Bezwzględni i bazduszni mordercy, obwiniali zamordowanego przez nich „Łazika” o popełnienie mordu, którego dopuścili się po jego śmierci.

Nie do przyjęcia jest stwierdzenie, że największy antysemita na Podhalu „Ogień” wydał wyrok śmierci na „Łazika” – jak pisze dr Korkuć i dr Golik – za zamordowanie 2 żydowskich kupców. Posługują się plotką, która ma potwierdzić sprawiedliwość i wysoką moralność „Ognia” – to jest kpina!!! Jak się ma to do faktu, że z rąk i rozkazu „Ognia” zginęło na Podhalu co najmniej kilkudziesięciu Żydów?

Ciągłe ukrywanie zbrodni „Ognia” przez pracowników krakowskiego IPN bardzo drażniło akowców, którzy czuli się zdradzeni przez polskie państwo. Instytucja IPN stworzona została do chronienia pamięci narodowej, a nie do tworzenia lub obalania  narodowych mitów.                                                

Oto przykład ich reakcji na działania D. Golika:

Reakcja IPN na działania D. Golika

Post scriptum: Prośby akowców do historyków IPN o zajęcie się mordem ogniowców w Krościenku zostały spełnione w szczególnych okolicznościach. Dr M. Korkuc nie mógł nie zareagować na prace dr Karoliny Panz na temat historii Żydów na Podhalu. Opracowanie dr Korkucia na temat mordu ogniowców w Krościenku z 2015 r., a zwłaszcza jego podsumowanie jest zaprzeczeniem jego dotychczasowych publikacji.

A tak naprawdę chodziło tu o odmowę „Łazika” podporządkowania się „Ogniowi”. Potwierdzają to zeznania przekazane przez Jana Batkiewicza „Śmigłego” który w sierpniu 1947 r. zeznał:

W międzyczasie nadjechał motocykl, któryśmy zatrzymali i po wylegitymowaniu okazało się, że na motorze jechał „Łazik” […]. Pseudo „Łazik” znałem poprzednio, gdyż on dostał wezwanie od „Ognia”, że ma się stawić do obozu, lecz nie wstawił się, więc miałem polecenie dostawić go do obozu, w ostatniej chwili w drodze do Krościenka dostaliśmy rozkaz od „Ognia”, że w razie spotkania „Łazika” ma być zastrzelony. Następnie ja dałem rozkaz, by dwóch poszło na bok zlikwidować „Łazika”- co też dwóch uczyniło.

Niepodporządkowanie się „Ogniowi” i prowadzenie przez rodzinę Łatanków z Ostrowska działalności polegającej na odpłatnym przerzucaniu Żydów przez granicę doprowadziło do zamordowania ich w noc sylwestrową 1945/1946r. osobiście przez „Ognia”.  I tutaj również ogniowcy i ich poplecznicy rozsiewali plotki o ich rzekomych kradzieżach szajce złodziei grasującej w Gronkowie. Przy okazji bardzo byśmy chcieli, aby dr D. Golik dogłębnie zbadał sprawę działalności członka szajki „Ognia” – Leopolda Głodasika, który za wiedzą „Ognia” – odpłatnie, przeprowadzał Żydów przez granicę. Podczas przekraczania rzeki Białki, niejednokrotnie wymuszał dodatkowe opłaty przytapiając ich i strasząc, że jak nie dopłacą to ich utopii – pozbawi życia4. Jest pewne, że bracia Głodasiki przyczynili się do tragicznej śmierci 6 mieszkańców Gronkowa.

Specjalista od pomawiania i oczerniania żołnierzy AK dr Dawid Golik pisze o „Łaziku”: „Prowadzili działalność rabunkową ukierunkowaną na pomnażanie prywatnych zasobów materialnych, nie stroniąc od zabójstw5”. Stwierdzenie dr. Golika sugeruje, że rabunków i zabójstw było więcej. Pytamy – jakich jeszcze rabunków i jakich morderstw dopuścił się Jan Wąchała „Łazik”?

Bardzo łatwo zrzucić winę za daną zbrodnię na kogoś, kto nie żyje. Jest prawdopodobne, że Bulanda i Kurnyta przyjęli taką linię obrony i całą winę za to morderstwo zrzucili na nieżyjącego już „Łazika”. Tak notorycznie robili ogniowcy – Batkiewicz, Pyzowski i inni, którzy jednym razem przyznawali się do popełnienia zarzucanych im czynów, a po kilku miesiącach zaprzeczali składanym przez siebie parę miesięcy wcześniej zeznaniom. W opracowaniu dr M. Korkucia pt.: „Zbrodnia pod Krościenkiem” jest bardzo dużo wątków, gdzie przesłuchiwani w sprawie tego morderstwa ogniowcy – wzajemnie się obwiniali.

Natomiast sugerowanie, przez dr. Dawida Golika, że: nie wiadomo, czy rzeczywiście ich przerzucał, czy też wyłudzał od nich pieniądze, a następnie zostawiał samych sobie na granicy lub likwidował6 – jest postępowaniem nagannym, krzywdzącym i niepopartym żadnymi faktami. Wręcz przeciwnie – „Łazik” bardzo wnikliwie przygotował tą akcję.  Miał do współpracy kilku pomocników, którzy dokładnie wycenili swoje usługi w przerzucie 26 Żydów przez zieloną granicę.  Wszystko było dobrze zorganizowane i ustalone czasowo, dlatego, będąc przed czasem, „Łazik” mógł zatrzymać się w domu w Kamienicy i zjeść obiad. Z zaufania, jakim darzyli „Łazika” Żydzi, wynika, że nie był to pierwszy jego przerzut. „Łazik” nie przewidział jednego, że wśród jego pomocników jest zdrajca – informator „Ognia”.  

Z pełną świadomością piszemy, że po mordzie Żydów w Krościenku adiutant Kurasia – Bogusław Szokalski „Herkules” zeznaje: Nie było wypadku, żeby jakiś Żyd za samo pochodzenie został zlikwidowany”.  Tę ewidentną nieprawdę potwierdza wielokrotnie inny ogniowiec: Zbigniew Paliwoda „Jur”.  Po latach podkomendni „Ognia” odrzucali oskarżenia o antysemityzm.

Fragmenty wnikliwego opracowania prof. Juliana Kwieka, opublikowanego w kwartalniku historii Żydów – Żydowski Instytut Historyczny   

Julian Kwiek AGH w Krakowie, grudzień 2013 nr 4(248)

 Zabójstwa ludności żydowskiej w Krakowskiem w latach 1945-1947. Fakty i mity

 […] Również możliwa jest w miarę dokładna rekonstrukcja wydarzeń w nocy z 2 na 3 maja 1946 r. pod Krościenkiem, gdzie zamordowano grupę przejeżdżających Żydów. Przez wiele lat okoliczności i przebieg wydarzeń nie były znane. W niektórych opracowaniach podawano różne wersje, na ogół niewiele mające wspólnego z rzeczywistością) Widoczne też było dążenie, aby sprawstwa czynu nie przypisywać oddziałowi „Ognia”. Wyjątkiem był świadek tego czynu – łącznik AK Jan Marian Kacwin, który jako sprawców czynu wskazywał na oddział „Śmigłego7” Niemniej i jego relacja budzi wiele wątpliwości.

Po zakończeniu wojny okolica Krościenka i Szczawnicy była terenem wykorzystywanym do nielegalnej emigracji Żydów z Polski. W Krakowie przez pewien czas znajdowała się siedziba Koordynacji Syjonistycznej zajmującej się organizowaniem nielegalnej emigracji. Tutaj tez na potrzeby emigrujących Żydów wyrabiano fałszywe paszporty greckie i austriackie. Nielegalni emigranci żydowscy przekraczali granicę, korzystając za opłatą z usług miejscowych przemytników.

Przemytem ludzi przez granicę zajmowali się między innymi Franciszek Kowalczyk i Gabryś „Bobek”. Z kolei dowozem osób do granicy trudnił się Kazimierz Węglarz ze Szczawnicy, który wraz z bratem Ludwikiem był właścicielem samochodu ciężarowego. Według jego zeznań wysłał on 2 maja do Krakowa swojego kierowcę po towar8. Kierowcą był Stanisław Zachwieja, ps. „Wiwer”. Zachwieja zeznając w 1953 r. – oświadczył, że do Krakowa udał się celem remontu samochodu i że wraz z nim pojechał Adolf Gabryś o przezwisku „Bobek”9. Ten ostatni zaś mówił, że Zachwieję spotkał w Krakowie na Małym Rynku.

Z pisma PUBP w Nowym Targu ze stycznia 1950 r. wynika, że Zachwieja zabrał ze Szczawnicy Gabrysia i Stanisława Steca10. Obecność Gabrysia w Krakowie nie budzi wątpliwości. Pewne jest, że – jak wynika z jego zeznań-miał on zamiar 2 maja wieczorem przyprowadzić pod Tylkę grupę Żydów11. Dalej przez granicę miał ich przeprowadzić Franciszek Kowalczyk12. Gabryś nie znalazł się w Krakowie przypadkowo. Dodać trzeba też, w kontekście dalszych wydarzeń, że K. Węglarz znał się też z „Łazikiem”, którego poznał w 1945 roku. W każdym razie na Małym Rynku w Krakowie Zachwieja rozmawiał na temat przewozu Żydów z trzema osobami. Jedną z nich na pewno był „Łazik”.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można zakładać, że w tej sprawie współpracowali ze sobą Węglarz, Zachwieja, „Łazik”, Kowalczyk i Gabryś. Nie udało się ustalić jaką rolę odegrał wspomniany wyżej St. Stec. Być może jego obecność była przypadkowa. Nic o nim nie wspominał kierowca samochodu ani przesłuchiwani partyzanci, z wyjątkiem Pyzowskiego, według którego partyzanci na miejscu zastali 2 osoby w szoferce.

Obecność 4 osób potwierdzały zeznania Marii Galler i Icka Holanda13. Powstaje jednak pytanie, dlaczego Stec nie został przesłuchany? Prowadzona w tym kierunku kwerenda archiwalna nie przeniosła efektów. 

Z zeznań kierowcy wynika, że przewiezienie grupy Żydów zaproponował mu „Łazik”. Po krótkim targu ustalono cenę przewozu 26 osób na kwotę 7-12 tys. złotych, Zabrano ich z ul. Stolarskiej w Krakowie. Z Krakowa wyjechano ok. godz. 16. Przy wyjeździe z Krakowa, w Borku Falęckim, „Łazik” załadował na samochód motocykl, następnie samochód pojechał w kierunku Nowego Sącza. Do Krościenka dojechano w godzinach wieczornych.

W czasie jazdy, „Łazik” zaproponował Gabrysiowi przerzucenie Żydów przez granicę, na co ten się zgodził. Uzgodniono, że Gabryś pokaże drogę do wsi Sromowce za kwotę 3000 złotych. Pojawiają się tutaj dwie wątpliwości. Po pierwsze, dlaczego Gabryś zgodził się na propozycję „Łazika”, skoro jak sam twierdził i co przyznawał Kowalczyk, obaj mieli dokonać przerzutu Żydów. Być może zmiana decyzji, Bobka” wynikała z korzystniejszej pod względem finansowym oferty, „Łazika”. W każdym razie Kowalczyk czekał w umówionym miejscu14.

l maja „Ogień” wysłał do Krościenka pięcioosobową grupę, do której na miejscu dołączyły dwie kolejne osoby. Skład osobowy tej grupy budzi pewne wątpliwości. B. Dereń opierając się na materiałach UB-pisał, że sprawcami napadu i mordu byli: J. Wąchała „Łazik”, Józef Ćwiertniewicz „Długi”, „Krzaczek” (NN), Stanisław Miętus „Ryś”, Mieczysław Pyzowski „Żbik”, Jan Batkiewicz „Śmigły”, Józef Dyda ,,Czarny”, Jan Jarosz „Len”, Czesław Kieres „Szary” i jedną osoba o nieustalonym nazwisku15. Autor wymienia więc 10 osób. Obecność „Łazika” podczas morderstwa należy wykluczyć z powodów, o których mowa będzie dalej, W zachowanej dokumentacji nigdzie nie pojawia się też Stanisław Miętus. Obecność Kieresa wykluczyli, w zeznaniach złożonych w 1951 r. Pyzowski i Batkiewiez. Pierwszy z nich powiedział wówczas, że pod Krościenkiem był inny „Szary”.

W efekcie tych zeznań Kieres został zwolniony z więzienia16. W dokumentach natomiast wymienia się następujące nazwiska: Mieczysław Pyzowski „Żbik”, Jan Jarosz „Len”, Dyda Józef „Czarny”, Czesław Kieres „Szary” i jak wyżej wspomniano – „Śmigły”. Na miejscu dołączyli do nich Józef Krzaczyk i Józef Ćwiertniewicz „Długi”, u którego się zatrzymano. Nie wiadomo czy wymieniony wcześniej Krzaczyk to nazwisko, czy też pseudonim („Krzaczek”). W każdym razie w akcie oskarżenia przeciwko Jaroszowi napisano, że w morderstwie brało udział 7 osób17. Podobnie zeznawał w 1950 r. Pyzowski18.

Czy rzeczywiście grupa ta przybyła do Krościenka celem wymordowania przejeżdżających Żydów? Wspomniany wcześniej biograf „Ognia” sugeruje, że czynu tego dopuściła się grupa podająca się za ludzi „Ognia”. W tym kontekście przytacza bez komentarza późniejszą relację Pyzowskiego. Podaje też informację, że po tym wydarzeniu „Ogień” wszczął śledztwo przeciwko „Łazikowi” i że ten ostatni został z jego rozkazu za to rozstrzelany. Odrzuca też twierdzenia UB, że sprawcy mordu byli ubrani w mundury wojskowe, twierdząc, że grupa „Śmigłego” nie miała, mundurów19.

Oba twierdzenia należy odrzucić jako nieprawdziwe, Ustaleniom B. Derenia przeczą zeznania „Śmigłego” Złożone w sierpniu 1947 roku. Batkiewicz zeznał, że dostał od „Ognia” rozkaz udania się do Krościenka, bo tom mają przyjechać Żydzi z zamiarem nielegalnego przekroczenia granicy „których ja mam zlikwidować”20, Z kolei w zeznaniu złożonym w 1953 r. mówił, że udał się wraz z grupą do Krościenka celem dotarcia do Ćwiertniewicza. Po przybyciu na miejsce Ćwiertniewicz poinformował go o tym, iż przez Krościenko ma przejeżdżać grupa Żydów i że on go o tym poinformuje21. Potwierdza to przypuszczenie, że rzeczywistym powodem obecności grupy w Krościenku był przyjazd grupy Żydów.

Nasuwa się pytanie, skąd „Ogień” wiedział o tym, że ma jechać grupa Żydów? Być może źródłem informacji był Ćwiertniewicz. Pewne światło rzucają zeznania Józefa Dydy złożone we wrześniu 1947 roku. Według nich Ćwiertniewicz miał „mieć wywiad” z Żydami jadącymi w samochodzie22. Prowadzący dochodzenie w tej sprawie w 1947 r. funkcjonariusze UB podejrzewali Zachwieję o kontakt z grupą „Śmigłego”. Przesłuchiwany na tę okoliczność „Śmigły” zaprzeczał tym przypuszczeniom23. Natomiast na przesłuchaniu w 1953 r. powiedział, że kontakt z kimś z oddziału „Ognia” utrzymywał Fr. Kowalczyk24. Nie można wykluczyć, że „Długi” mógł mieć kontakt z „Łazikiem” i od niego otrzymać informację o planowanym przerzucie Żydów. Mógł ją także otrzymać od kogoś z pozostałej trójki, tj. od Zachwieji, Gabrysia lub Steca. 

Co innego twierdził Józef Dyda, który zeznawał, iż celem wyprawy było zabranie motocykla znajdującego się u jednego z gospodarzy25.

Samochód wiozący grupę Żydów dotarł pod Krościenko ok. godz. 22 wieczorem. Tuż przed miasteczkiem Zachwieja zauważył rakiety świetlne. Według niego „Łazik” polecił mu zatrzymać samochód, a sam pojechał motocyklem do miasta celem zorientowania się w sytuacji26. W rzeczywistości motocyklem pojechał „Łazik” i Adolf Gabryś „Bobek”. Według Pyzowskiego o tym, że pod miastem zatrzymał się samochód, poinformował oczekujących partyzantów „Długi”27.

Z kolei Batkiewicz zeznawał, iż zauważyli oni samochód i dlatego wysłano „Długiego” celem zorientowania się28. Wysłany szybko wrócił oznajmiając, że w samochodzie znajdują się osoby cywilne. Mniej więcej w tym samym czasie zatrzymano motocykl jadący do miasta. „Śmigły” zeznawał w 1947 r., że tuż przed wymarszem do Krościenka otrzymał już rozkaz nakazujący mu zastrzelenie „Łazika” w przypadku jego spotkania29.

Po wylegitymowaniu, gdy okazało się, że jadącym jest „Łazik”, Batkiewicz wydał dwóm partyzantom rozkaz zastrzelenia go, co też uczyniono. Gabryś w swoim zeznaniu powiedział, że rzeczywiście jechał z „Łazikiem” i że po zatrzymaniu i wylegitymowaniu został przez jednego z zatrzymujących kopnięty i puszczony wolno.  Odchodząc z miejsca zdarzenia usłyszał po chwili serię z automatu. Odchodząc udał się w kierunku samochodu, gdzie „z pewnej odległości” obserwował strzelaninę a następnie uciekł do domu30.

Krościenko n/D

Krościenko nad Dunajcem

Z zeznań uczestników napadu wynika, że w kierunku samochodu udały się dwie grupy osób. W pierwszej na pewno był „Szary”, Krzaczek, „Długi” i „Czarny”. Potem, po rozstrzelaniu „Łazika”, doszedł Batkiewicz i dwójka pozostałych osób (najprawdopodobniej „Len” i „Żbik” – oni prawdopodobnie zastrzelili „Łazika”).

Istnieją znaczne rozbieżności co do tego, kto legitymował pasażerów. Jest to o tyle ważne, że pozwoliłoby dowiedzieć się, kto był dowódcą grupy. J. Dyda „Czarny” przesłuchiwany w marcu 1947 r. mówił, że pasażerów legitymował „Śmigły”31. Uratowany Lejb Wygoda zeznawał, że czynił to osobnik, którego tytułowano porucznikiem. Tą osobą był – jak zapamiętał Jakub Orenstein – szczupły, średniego wzrostu brunet z wąsikiem. Z kolei inni (J. Jarosz i M. Pyzowski), zeznawali w marcu 1953 r., że dokumenty sprawdzali „Śmigły” i „Szary”. Pasażerowie stali obok samochodu i kolejno podchodzili przed samochód celem okazania dokumentów w świetle reflektorów.

Podczas legitymowania pytano ich o broń i pieniądze. Niektórzy uratowani Żydzi zeznawali, że osoby sprawdzające dokumenty mówiły im, aby się nie bali, bo oni nie są bandytami. Jednemu z pasażerów zabrano 1200 zł. Na samochodzie pozostały bagaże i dwie kobiety z dzieckiem. Jedną z nich była Mira Galler z synem Józefem. Zachwieja, przesłuchiwany w tej sprawie zeznał, iż prosił, aby ich [Żydów J.K.] przepuszczono, za co został uderzony przez jednego z partyzantów tak, że wpadł do rowu. Bijący miał mu powiedzieć: „nie będziesz skurwysynie Żydów woził”32. Również „Śmigły” zrugał kierowcę za przewożenie Żydów. Kierowca całe zdarzenie przeczekał-leżąc w rowie.

Nie ma też jasności co do tego, kto wydał rozkaz otwarcia ognia. Niektórzy zeznawali, że „Szary”, inni, że „Śmigły”, a jeszcze inni, że obaj. Można założyć, że bardziej wiarygodne są zeznania złożone przez uczestników wkrótce po zdarzeniu. Zeznania składane później podczas procesu mogły być podyktowane przyjętą linią obrony. Pyzowski zarówno w 1947 r. jak i w 1950 r. zeznał, że rozkaz wydał „Śmigły”33, ale trzy lata później twierdził, że „Szary”34.

Trzy miesiące później zmienił po raz kolejny zdanie twierdząc, że obaj dowódcy wydali rozkaz35. Sam Batkiewicz wskazywał najpierw na siebie. W sierpniu 1947 r. powiedział, że po sprawdzeniu dokumentów „dałem rozkaz wystrzelać”36. Później jednak wskazywał na „Szarego”. Mojżesz Piniunski, jeden z uratowanych, powiedział, że rozkaz strzelania wydała jedna osoba PUBP w Nowym Targu powołując się na zeznania wspomnianego wcześniej St. Steca pisał do WUBP, że sygnałem do otwarcia ognia był jednorazowy gwizd”37.

Jest natomiast pewne, że strzelanina nie miała charakteru przypadkowego, co sugeruje jeden z historyków38. Powstaje zatem pytanie, czy strzelali wszyscy obecni? Tutaj też nie ma pewności, choć Pyzowski zeznaje strzelali wszyscy39. Wiadomo, że w tej grupie pistoletami maszynowymi dysponowali „Czarny” (J. Dyda) i „Len” (J. Jarosz). Według Batkiewicza „Szaty” po sprawdzeniu dokumentów podszedł do „Czarnego”, „coś mu powiedział po cichu” i ten zaczął strzelać40. Strzelał również Pyzowski „Żbik”, któremu w trakcie strzelania zacięła się broń. On sam nie zaprzeczał, twierdził natomiast, że puścił serię w górę. Wspomniany wcześniej przemytnik Fr. Kowalczyk zeznał w maju 1947 r., że mniej więcej po upływie tygodnia słyszał, jak partyzanci z grupy „Śmigłego” rozmawiali na temat mordu pod Krościenkiem i osobnik o pseudonimie „Żbik” twierdził, że „byłby wystrzelał wszystkich, gdyby nie to, że zaciął mu się automat”41.

Przebieg wydarzeń znany jest zarówno z zeznań uczestników mordu, jak i Żydów, którym udało się przeżyć. Wszystkie są mniej więcej zgodne co do przebiegu zdarzenia. Z zeznań można wnioskować, że część osób uciekła podczas strzelaniny. Jedynie Batkiewicz zeznał, że część Żydów zbiegła już momencie legitymowania. W momencie otwarcia ognia Jarosz wszedł na samochód, wyrzucił M. Galler wraz z synem. Szczęśliwie nie została trafiona. Ciężko ranny został jej dwunastoletni syn, którego dobito, gdyż-jak miał powiedzieć jeden z obecnych partyzantów — „za dużo stęka”.

Z kolei Izrael Galler, jeden z rannych, powołując się na słowa żony pisał, że gdy rozległy się strzały, „dwaj szoferzy skoczyli do auta, zastrzelili siedzącą kobietę, a następnie wywlekli żonę i synka42 Z zeznań Pyzowskiego wynika, że na samochód wszedł „Długi” i że to on strzelał do siedzących kobiet, a następnie do rannego chłopca, „który prosił go, aby nie zabijać go i jego mamusi”43

Niektórych rannych dobijano z broni krótkiej. Potwierdzają to relacje uratowanych oraz Zachwieji. Niektórych zamordowanych i rannych obrabowano. Pyzowski przyznał, że tak postąpiono w stosunku do 3-4 osób. Uratowana M. Galler tak zeznała: „Do mnie leżącej na ziemi przystąpił ten cywil [prawdopodobnie ten, który ją zrzucił z samochodu – J. K.] mówiąc: leż cicho – masz zegarek? – nie miałam więc mnie nie obrabował”44.

Na miejscu zginęło 11 osób. Byli to: Abram Wygoda, Dwojra Wygoda, Tema Holand, lat 45 i jej córka Rachela Holand, lat 18, Jakub Finkejsztajn, Abraham Wygoda, Rachela Piniunska, Izrael Flam, Józef Galler, Rachela Szapiro i Liba Szapiro. Kolejnych 7 osób zostało rannych, reszta zdążyła uciec.

Po zabiciu Żydów sprawcy rozkazali kierowcy zawieźć ich do Ostrowska zabierając ze sobą rzeczy i żywność znajdującą się na samochodzie. Na miejscu pozostał „Długi” i Krzaczyk, obaj byli mieszkańcami Krościenka. Oni też – wg Pyzowskiego – mieli o wydarzeniu poinformować okolicznych mieszkańców. Po odjeździe grupy na miejscu pojawiła się kobieta z małą dziewczynką oraz starszy mężczyzna „z wyglądu [brat MZ] gospodarza” z pobliskiego domu45. Osoby te przeszukiwały zwłoki pomordowanych, dokonując rabunku mienia. Kilka dni później milicja i UB dokonały rewizji w kilku domach, znajdując w nich buty i ubrania pomordowanych46.          

Czy rzeczywiście dowódcą był „Śmigły” czy też „Szary”? Biograf „Ognia” uważa, że „Śmigły” nie mógł dowodzić, gdyż dowódcą kompanii został kilka miesięcy później47. Tymczasem świadkowie żydowscy zapamiętali pseudonimy: „Szary”, „Śmigły” i „Len”. Jan Jarosz przyznawał, że wiosną 1945 r. został wcielony do grupy „Śmigłego”. Sam Batkiewicz zeznawał, że w grupie udającej się do Krościenka był „Szary”, ale to jemu „Ogień” wydał rozkazy. Jeśli więc „Szary” byłby dowódcą, to jemu, a nie „Śmigłemu” wydano by odpowiednie rozkazy.

Poza tym fakt kontrolowania przez niego dokumentów może wskazywać na jego funkcję dowódczą. Pyzowski „Żbik” przesłuchiwany w sierpniu 1947 r. zeznał, że w Krościenku „Długi” i J. Krzaczyk „powiadomili dowódcę oddziału „Śmigłego”, że przed Krościenkiem w odległości jednego kilometra stoi na szosie auto ciężarowe”48. Uratowana M. Galler zapamiętała, że partyzanci zwracali się właśnie do niego. W jej przekonaniu on był dowódcą grupy49. Stanisław Kuźniar „Królik”, partyzant „Ognia” słyszał, że pod Krościenkiem dowodził „Śmigły”50.

Całkowitej pewności jednak nie ma. Inny uratowany I. Holand zeznał, że partyzanci wołali na dowódcę „Szary”51. Nie można wykluczyć, że „Śmigły” był dowódcą grupy, która przyszła do Krościenka, natomiast na miejscu dowództwo nad całą grupą sprawował „Szary”. Dlaczego jednak „Śmigły” nigdzie nie stwierdził, iż na miejscu przekazał dowództwo „Szaremu”?

Nie sposób ustalić, kim był „Szary”. Zachowane dokumenty wskazują, że taki pseudonim nosił Czesław Kieres. Jego obecność należy jednak wykluczyć, gdyż do oddziału „Ognia” wstąpił później52. Pyzowski i Batkiewicz w 1953 r. zeznawali, że był tam wówczas inny „Szary”. Batkiewicz w swoim zeznaniu złożonym w 1953 r. powiedział, że taki pseudonim nosił Józef Krzak53. Taki zapis nazwiska jest prawdopodobnie błędem protokolanta.

Z innych dokumentów wynika, że w grupie był Józef Krzaczyk. Można przyjąć, że albo zeznający mylili nazwiska, albo w grupie był zarówno Krzaczyk, jak i Krzak. J. Jarosz pseudonim ten przypisał Krzaczykowi. Wiele wskazuje, że Krzaczyk pochodził z Krościenka [i może to być przezwisko rodowe – MZ]. Batkiewicz zeznał, że w Krościenku do ich grupy dołączył Ćwiertniewicz, „Długi” i J. Krzaczyk. Pyzowski w zeznaniach z 1950 r. stwierdził, że obecny w grapie „Szary” to Kieres Czesław54.

Możliwe jest też inne wyjaśnienie. Gdy Batkiewicz i Pyzowski składali zeznania, Krzaczyk już nie żył. Być może w ten sposób starali się przypisać winę nieżyjącej osobie, by chronić inną. Pojawia się jednak wątpliwość: dlaczego podawali jego nazwisko i jednocześnie twierdzili, że nie znają nazwiska „Szarego”. Jeśli przyjąć, że „Szary” był dowódcą grapy, jest mało prawdopodobne, by nie znano jego nazwiska. Pewne jest, że na miejscu była osoba o takim pseudonimie.

Niektórzy sprawcy mordu zostali aresztowani i ukarani. Na karę śmierci skazano J. Dydę ps. „Czarny”. Wyrok został wykonany w 1947 roku. J. Batkiewicz i M. Pyzowski zostali skazani na karę śmierci zamienioną na mocy amnestii z lutego 1947 r. na karę 15 lat więzienia. Obaj wyszli z więzienia w 1956 roku. J. Jarosz został skierowany przez WSR w Krakowie na leczenie. Z zamkniętego zakładu wyszedł w 1954roku.

Z zachowanych materiałów wynika jednoznacznie, że: 

  • „Ogień” wysłał oddział „Śmigłego” z zadaniem zastrzelenia grupy Żydów,
  • po sprawdzeniu dokumentów wiedziano, że mają do czynienia z nieuzbrojonymi osobami narodowości żydowskiej, 
  • wydano rozkaz otwarcia ognia. Nie można zatem twierdzić, że strzelanina miała charakter przypadkowy,  
  • dobijano rannych, 
  • niektórzy z zabitych zostali obrabowani przez samych sprawców i okoliczną ludność.

Wątpliwości budzi zapis z rzekomego dziennika „Ognia”. Według Władysława Machejka „Ogień” zapisał: „Witaj majowa jutrzenko! W nocy samochód z Żydami. Mieli być przeprowadzeni przez granicę. Przed Krościenkiem do rowów. Salci krzyczy: Panie Ogień, taką nieładną demokrację Pan robi. Ucięto język”55. Zachowana dokumentacja oględzin zwłok zamordowanych ani zeznania ocalonych Żydów nie potwierdzają tego faktu.

Natomiast Izrael Galler, jeden z uratowanych Żydów, w liście z 31 maja 1951 r. do Chaskiela Hendlera z Krakowa napisał, iż pod Krościenkiem „pewnej młodej dziewczynie, która będąc ciężko ranna i krzyczała, ucięto język”56. Można do tego mieć dużo wątpliwości. Po pierwsze dlatego, że autor listu znajdował się w tym czasie kilkadziesiąt metrów od miejsca zdarzenia. Istnieje więc uzasadnione podejrzenie, że w warunkach nocnych nie mógł widzieć dobrze całego zdarzenia.

Z drugiej strony nie można wykluczyć, że lekarz dokonujący oględzin zwłok przeoczył ten fakt. Powstaje jednak pytanie, skąd Galler o tym wiedział? Czy dziennik „Ognia” istniał? Nie ma pewności. Niektórzy jego autorstwo przypisują Machejkowi. Niemniej jednak w archiwach zachowały się odpisy dziennika „Ognia”. Żaden z nich o tym nie mówi. Według odpisu zapis pod datą 2 maja 1946 r. brzmi: „Krościenko, 12. Żydów, 3. ciężko rannych i 6 lekko rannych”57. I tylko tyle. Czy jest to wierna kopia dziennika? Wątpliwość budzi poprawne zapisanie słowa „Żyd”, gdyż w ulotkach nagminnie pisano je z małej litery.

Przywoływany wielokrotnie B. Dereń napisał, iż na miejscu napastnicy oddzielili kobiety od mężczyzn58. Żadne dokumenty, do których udało się dotrzeć, nie potwierdzają tego faktu. Twierdzi też, że miejsce napadu było dobrze dobrane tak, aby nikt nie mógł uciec bez woli napastników i pyta: „czy był to przypadek, czy celowo zostawiono świadków i których”?59. To sformułowanie poprzez swą absurdalność zwalnia od komentarza. Wymaga jednak sprostowania. Wszystko wskazuje na to, że miejsce zatrzymania się samochodu było przypadkowe. Było to pod tzw. Księżym Lasem.

Krościenki Kirkut Cmentarz Żydowski

Tak przedstawia na podstawie własnych ustaleń przebieg wydarzeń tragedii Żydów w Krościeńku n/D dr Karolina Panz:

Fragmenty:

Następnie po wylegitymowaniu wszystkich dałem rozkaz wystrzelać

[…Wynajęta ciężarówka należała do braci Węglarzów ze Szczawnicy, jej kierowcą był Stanisław Zachwieja60. Oprócz niego w szoferce znajdowali się Adolf Gabryś, Stanisław Stec61 (obaj ze Szczawnicy) i Jan Wąchała „Łazik”, który na rogatkach Krakowa kazał się zatrzymać i załadował na przyczepę swój motocykl62.

Wyruszyli o godz. 17 i kierowali się na Nowy Sącz, „celem uniknięcia spotkania się z bandami”63. Finkelstein miał przy sobie zaświadczenie, że jadą na dwutygodniowy wypoczynek do Krościenka64. Około godz. 19 zatrzymali się przed szynkiem w Mszanie Dolnej. Szofer oraz Gabryś i Stec poszli do karczmy. „Łazik” podjechał w tym czasie do domu w Zabrzeżu. Według zeznań jego żony Marii Wąchały: „Po zjedzeniu kolacji wyszedł z domu, mówiąc mi, że za 2 godziny wraca”65. Usłyszała jeszcze warkot jego odjeżdżającego motoru.

Ciężarówka zatrzymała się ponownie tuż przed Krościenkiem; szofer powiedział pasażerom, że mają być absolutnie cicho, bo inaczej mogą ściągnąć bandę, i że do Krościenka pozostało 6 km. W rzeczywistości znajdowali w odległości 1 km od tej wsi66. Na niebie pojawiły się race świetlne67. Gabryś z Wąchałą odjechali na motorze, by zbadać teren68. Stec poszedł rzekomo pytać o drogę, Zachwieja pozostał w szoferce69. Maria Galler zeznała następnego dnia:

Motocykl z tymi dwoma osobnikami nie wrócił, a cywil, ten, który wsiadł po drodze, ale nie wiem, gdzie, bo wsiadł do szoferki, wrócił. Ja twierdzę, że osobnik ten przyprowadził bandę, będąc między nimi. Banda ta osaczyła nas po około godzinnym postoju i usłyszałam pierwsze ich słowa: co to za ludzie jadą, trzeba ich legitymować, co przeprowadzali70.

Izrael Galler w zeznaniu z 4 maja 1945 r. stwierdził:

Kazali nam wysiąść z auta, mówiąc, że są bezpieką71, że chcą skontrolować dokumenty, i zapytywali się o broń, a gdy tej nie znaleźli, ustawili nas w szeregu i po krótkiej wymianie szeptów pomiędzy sobą […] otworzyli do nas ogień, jednocześnie z kilku stron, gdy byliśmy ustawieni w rowie. Słysząc strzały, zaczęłem uciekać, co robili też i drudzy. Uciekając, zostałem postrzelony w lewe przedramię72.

Jego córka, piętnastoletnia Rena, też próbowała uciekać: „ustawili nas w szeregu i po krótkiej chwili ze wszystkich stron równocześnie dali do nas ognia. Ja, widząc, że ludzie koło mnie padają, starałam się schronić […] między trupami, pomimo że byłam ranna w obie nogi”73. Marii i jej synowi Józefowi podczas legitymowania pozwolono zostać na ciężarówce:

Po kilku chwilach usłyszałam strzały, w tym momencie podeszło do auta dwóch osobników umundurowanych w mundury WP i broń automatyczną oraz ten cywil, który wyrzucił mnie wraz z moim synem z auta. Jeden z osobników umundurowanych strzelił do mego syna Józefa, trafiając go w głowę, mnie rzucili na ziemię, dwukrotnie do mnie strzelając, ale oba strzały chybiły74.

Mieczysław Pyzowski „Żbik” był w grupie osób strzelających do ludzi z szeregu. Po oddaniu 13 strzałów zaciął mu się automat75, wtedy to dostrzegł, „jak Ćwiertniewicz ps. «Długi», będący w samochodzie, strzelał do owych kobiet i dziecka, a następnie widziałem, jak «Długi» oddał strzały ze swego pistoletu do małego chłopczyka, który prosił się, aby nie zabijać go i jego mamusi”76. Po pierwszym strzale Józef jeszcze żył, jak zeznała Maria Galler: „Leżąc na ziemi, słyszałam, jak mówili między sobą o moim synu: ten mały dużo stęka, popraw mu i strzelił mu w głowę drugi raz”77. Sprawcy mordu chodzili wśród swych ofiar z latarkami i je dobijali. Rozpoczął się rabunek. Jedna z rannych, Regina Symel, zeznała:

Ocknęłam się, leżąc na ziemi, i słyszałam rozmowę osobników, którzy mówili, że który żyje, to trzeba dobijać […]. W rozmowach była mowa o poruczniku „Leniu” i „Szarym” oraz ściągać buty co lepsze, oraz portfele i dokumenty, co zaraz uczynili. W ten czas słyszałam jeszcze kilka strzałów, przypuszczam, że dobijali rannych. Mnie zabrali buty, zegarek, pierścionek, torbę z jedzeniem i około 500 zł78.

Maria Galler była przeszukiwana przez cywila, który wcześniej ściągnął ją z synem z ciężarówki, potem usłyszała, jak sprawcy mówią o „Śmigłym”, słyszała też, jak rozmawiali z szoferem Zachwieją: „szofer, coś ty się bał, nie bój się, chodź [zabieramy – słowo jest nieczytelne K.P.] się. Wszyscy wsiedli do auta, odjechali do Krościenka z naszymi rzeczami”79. Rena Galler zapamiętała:

Po odejściu bandytów zjawił się z wioski pobliskiej chłop lat około 60, wzrostu średniego, ubrany w ciemny garnitur, boso, w czapce na głowie, przystąpił do nas, pytając się, czy żyjemy i czy ma nas zastrzelić, i ściągał nam buty. Następnie mówił: milczeć, bo nas zastrzeli. Nadmieniam tutaj, że oprócz tego cywila został jeszcze jeden osobnik w mundurze, łaził po krzakach, świecił, czy ktoś się nie schował80.

Zabitemu Józefowi skradziono wtedy szkolną teczkę, w której pod tekturą były schowane dokumenty. Miał w niej również swoją kolekcję znaczków, kilka bezwartościowych monet zagranicznych, jedwabne koszulki, odzież i fotografie. Izraelowi zabrano lornetkę, instrumenty lekarskie, słuchawki, strzykawki, przedmioty modlitewne, dyplom lekarski, papierośnicę i trzewiki. Jego żonie złoty zegarek, pierścionek, trzy pary kolczyków, sukienki i kilka par butów81.

O świcie Maria poszła na plebanię w Krościenku, skąd ją przepędzono82. Potem pieszo przeszła do Nowego Targu83. Rannych wstępnie opatrzono na miejscu84, a kilkanaście godzin później trafili do szpitala w Nowym Targu. Byli wśród nich: piętnastoletnia Rena Galler z czterema ranami postrzałowymi w nogi85, czternastoletnia Chaja Holand z dwiema ranami postrzałowymi ręki86, szesnastoletnia Chaja Abramowicz z raną postrzałową klatki piersiowej i ramienia87, Izrael Galler (lat 49) – z raną klatki piersiowej i ramienia88 oraz Izrael Piniuński (lat 46), który 5 maja zmarł w nowotarskim szpitalu w wyniku odniesionych ran89. Dwa dni po zabójstwie, 4 maja 1946 r., referent służby śledczej PK MO w Nowym Targu Jan Fryźlewicz wniósł do Sądu Grodzkiego prośbę o „Dokonanie oględzin 12 zwłok znajdujących się w Nowym Targu przy ulicy Długiej w domu Komitetu Żydowskiego”90.

Do Nowego Targu przyjechał w tym celu osobiście prokurator Sądu Okręgowego w Nowym Sączu Roman Rynkiewicz i to on kierował dochodzeniem91. Izrael Holand rozpoznał ciało swej żony Temy (lat 44) i córki Racheli (lat 14). Obie zginęły od strzałów w głowę. Rachelę Piniuńską (lat 54) rozpoznał jej syn Mojżesz. Zmarła od upływu krwi po strzale w plecy. Leib Wygoda rozpoznał swoją matkę Dwojrę (lat 48), zmarłą z powodu krwotoku, i ojca Abrahama (lat 48), któremu strzelono w głowę92.

Dziesięcioletni Gerszon Flam zidentyfikował swojego brata Izraela (lat 19) – kula zmasakrowała mu czoło. Wśród zabitych zidentyfikowano jeszcze Rachelę (lat 19) i Libę (lat 49) Szapiro oraz Jakuba Finkelsteina (lat 27). Zwłoki dwóch mężczyzn pozostały niezidentyfikowane. Jednego z nich – Jana Wąchałę – rozpoznała dzień później jego żona. Ten niezidentyfikowany miał około 40 lat93. Maria Galler rozpoznała ciało swojego dwunastoletniego syna Józefa:

Z lewej strony u nasady nosa okrągła rana przedstawiająca się jako wlot kuli. […] Z lewej strony na dolnej wardze mała okrągła rana. W tyle za małżowiną uszu […] okrągła rana, w głębi tejże strzaskana kość czaszki94.

Rodzina Gallerów nad grobem dwunastoletniego Józefa. Kraków, 1946 r. (Archiwum USHMM)
Rodzina Gallerów nad grobem dwunastoletniego Józefa. Kraków, 1946 r. (Archiwum USHMM)

Strzał w okolicy lewego ucha spowodował „znaczne zniszczenia mózgu i śmierć”. Ocalali, ranni i zabici zostali zabrani z Nowego Targu dwiema ciężarówkami przez krakowski WKŻ 5 maja95. Tego samego dnia na cmentarzu żydowskim w Krakowie o godz. 18 odbył się pogrzeb dwunastu zamordowanych96.

Pod koniec czerwca 1946 r. Maria, Izrael i Rena Gallerowie znaleźli się w amerykańskiej strefie okupacyjnej w Niemczech w obozie DP w Ulm97. Dwa miesiące później zarejestrowano ich w obozie w Bensheim, przeznaczonym dla uchodźców żydowskich98.  To właśnie stamtąd w styczniu 1947 r. Izrael Galler wysłał swój pierwszy list skierowany do nowosądeckiego prokuratora, w którym pisał:

U nas za granicą krążyły pogłoski, że śledztwo zostało umorzone i cała sprawa poszła w zapomnienie. Jako ojciec zamordowanego Dawida Józefa lat 12-cie zwracam się do Pana z żądaniem i prośbą o podjęcie energicznego śledztwa celem ujęcia sprawców […]. Złożone przez nas swego czasu zeznania w milicji Krościeńskiej i Nowotarskiej wskazywały wyraźnie sprawców99.

List zakończył słowami: „Nie spocznę, dopóki sprawcy śmierci mojego syna nie zostaną wykryci i odpowiednio ukarani”100. Z zachowanych dokumentów wynika, że zagraniczne pogłoski i obawy Gallera były w pełni uzasadnione.

Posterunek MO w Nowym Targu otrzymał zlecenie od swych powiatowych zwierzchników, by sprawdzić Zachwieję (kierowcę ciężarówki), 7 maja 1946 r.101 .Już 6 czerwca 1946 r. wobec niewykrycia sprawców Prokuratura Sądu Okręgowego w Nowym Sączu postanowiła umorzyć dochodzenie102.

W uzasadnieniu napisano:

Nie wykryto sprawców napadu […], dochodzenie nie daje podstawy do przyjęcia, że ze sprawcami współdziałał Stanisław Zachwieja [przesłuchany 25 maja]. Tłumaczy się, że auto zatrzymał wskutek wystrzelonej rakiety, jaką zwykle posługują się partyzanci, i że został nawet przez nich pobity za to, że przewozi Żydów. M[ilicja] ob.[ywatelska] wystawia mu dobrą opinię103

Kopię listu Gallera wysłano do ministra sprawiedliwości, prokuratora Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz prokuratora Sądu Najwyższego w Warszawie. Prokuratura Sądu Apelacyjnego w Krakowie zwróciła się w marcu 1947 r. do prokuratora Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, aby w związku z pismem Izraela Gallera powiadomił ją o „wyniku dalszych dochodzeń w sprawie rabunku i masowego zabójstwa osób narodowości żydowskiej”104.

List napisany w obozie DP zawierał wiele informacji, w tym pseudonimy i nazwiska, podane Gallerowi jeszcze w nowotarskim szpitalu przez Franciszka Kowalczyka, który sam zajmował się przemytem. Przesłuchiwany w maju 1947 r. Kowalczyk zeznał:

Mniej więcej po tygodniu [od tamtych wydarzeń], gdy odprowadzałem na polecenie partyzantki grupy „Śmigłego” zabraną przez nich krowę, słyszałem między partyzantami rozmowę, z której wynikało, że to oni właśnie dokonali zabójstwa Żydów. Między partyzantami znajdował się jeden pseudonim „Żbik” z Nowego Targu, który opowiadał, że brał udział w zabójstwie Żydów i byłby wystrzelał wszystkich, gdyby nie to, że zaciął mu się automat105.

Wymienionego przez Kowalczyka Mieczysława Pyzowskiego „Żbika” przesłuchano dopiero trzy miesiące później. Od czasu ujawnienia w kwietniu 1947 r. mieszkał w Nowym Targu106. W swych zeznaniach Pyzowski podał nazwiska i pseudonimy osób biorących wraz z nim udział w morderstwie. Byli to: Jan Jarosz „Leń”, Józef Dyda „Czarny”, Józef Krzoczyk i Józef Ćwiertniewicz (wszyscy z Krościenka) oraz „Szary”, którego nazwiska nie pamiętał zarówno on, jak i inni przesłuchiwani. Ich dowódcą był Jan Batkiewicz „Śmigły”107.

Batkiewicza przesłuchano dwa dni po „Żbiku” na posterunku PK MO w Nowym Targu, gdzie mieszkał po ujawnieniu. Zeznał on między innymi:

Dnia 2.05.1946 r. dostałem rozkaz od „Ognia”: by iść do Krościenka, że tam mają przyjechać obywatele narodowości żydowskiej, którzy mają zamiar nielegalnie przekroczyć granice państwa polskiego do Czechosłowacji, których ja mam zlikwidować. […] Około godz. 22 zobaczyliśmy, że od strony Nowego Sącza nadjechał samochód, stanął i zgasił światło. […] wysłaliśmy zbadać, kto jedzie, „Długiego”, który natychmiast przyszedł i mówił, że w samochodzie są cywile, lecz kto, nie mówił. W międzyczasie nadjechał motocykl, kóryśmy zatrzymali i po wylegitymowaniu okazało się, że na motorze jechał „Łazik” […] dostaliśmy rozkaz od „Ognia”, że w razie spotkania „Łazika” ma być zastrzelony. Następnie ja dałem rozkaz, by dwóch poszło na bok zlikwidować „Łazika” […]. Po przyjściu do samochodu zapytałem się szofera, którego nazwiska nie znam, kogo wiezie, na co szofer odpowiedział, że wiezie letników na letnisko. Przystąpiliśmy do legitymowania i jak się okazało, byli to obywatele narodowości żydowskiej. Po wylegitymowaniu ustawiliśmy ich przy samochodzie. Widziałem, że część osób uciekła, lecz było ciemno, więc nie zatrzymywaliśmy ich. Następnie po wylegitymowaniu wszystkich dałem rozkaz wystrzelać. […] Po wydaniu rozkazu przeze mnie strzelali wszyscy do wymienionych obywateli narodowości żydowskiej. […] z RKM-u została wydana jedna seria, następnie zaciął się i reszta byli strzelali z PPSzy, a następnie dobijali z broni krótkiej. Dokumentów nie zabieraliśmy, tylko żywność, która znajdowała się na samochodzie, i części garderoby. Następnie zabraliśmy szofera […]. Załadowaliśmy na samochód i zabraliśmy [rzeczy] do obozu. W Ostrowsku wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do obozu108.[…]

Zeznania Batkiewicza i Pyzowskiego wykorzystano w sprawie przeciwko Józefowi Dydzie „Czarnemu”. Dyda decyzją Prokuratury Rejonowej w Krakowie z 16 września 1947 r. miał być pociągnięty do odpowiedzialności karnej m.in. za mord pod Krościenkiem109. Dyda w odpowiedzi na zarzuty zeznał:

Przyznaję, że brałem udział w zabraniu mienia ruchomego 26 obywatelom narodowości żydowskiej. Było to w maju 1946 r. Było nas 6, wszyscy uzbrojeni, Dowódca był „Śmiały” [„Śmigły” – K.P.]. Legitymowaliśmy owych obywateli, a potem inni do nich strzelali, ja nie strzelałem, bo miałem zepsutą broń. Ilu wtedy ludzi zastrzelono, nie wiem. Rzeczy, które były na aucie, zabraliśmy i pojechali do obozu, gdzie „Śmigły” oddał je „Ogniowi”110.

W wyroku na „Czarnego” jeden z 14 punktów brzmiał: „zabrał w celu przywłaszczenia na szkodę 26. osób narodowości żydowskiej mienie ruchome”111. Za czyn ten Dyda został skazany na karę śmierci, zmienioną na mocy amnestii na piętnaście lat więzienia112. Ostatecznie o wykonaniu na nim kary śmierci przesądziły inne zarzuty, m.in. o współuczestnictwo w zamordowaniu Mariana Makucha, komendanta MO w Krościenku. Wyrok wykonano 25 listopada 1947 r.113.

Pyzowski i Batkiewicz, choć w zeznaniach przyznali się do współudziału w zbrodni, pozostawali na wolności. W sierpniu 1947 r. aresztowano szofera – Stanisława Zachwieję i Adolfa Gabrysia – mężczyznę, który jechał w szoferce z Krakowa do Krościenka, a następnie pojechał wraz z Wąchałą na motorze sprawdzić teren114. 12 września 1947 r. umorzono śledztwo w ich sprawie115.

Gallerowie pisali kolejne listy, świadczące o ich determinacji w doprowadzeniu do osądzenia sprawców zbrodni pod Krościenkiem116. Odniosły one skutek dopiero w 1950 r.117 Jeden z listów Izrael Galler wysłał z Pardes Hanna w Izraelu. Pod pseudonimem „Ostry” opisał w nim historię pewnej rodziny z Krakowa, którzy są naszymi krewnymi. Przebywają tutaj od kilku lat. Przed wyjazdem z Polski spotkało ich straszne nieszczęście […]. Synek naszych krewnych, 12-letni chłopczyk […], skonał u nóg swej matki. Biedne dziecko, które przeżyło piekło hitlerowskie. […] Rodzina ta czuje się bardzo nieszczęśliwą – nie mogą pogodzić się z myślą, aby zbrodnia taka uszła bezkarnie. Wiadome im jest, że zbrodniarze ci znajdują się na wolności – zdrowi i zadowoleni. A oto ich nazwiska: Batkiewicz Jan, Pyzowski Mieczysław, Jarosz Jan, Karaś [Kieres] Czesław118, Zachwieja Stanisław, Gabryś Adolf119.

Nie wiadomo, dlaczego Galler napisał swój list w trzeciej osobie – po porównaniu listów z 1947 i 1950 r. widać, że stworzyła je jedna osoba120. Pod koniec września 1950 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa wystosowała pismo do wojskowego prokuratora rejonowego w Krakowie, wzywające do natychmiastowego osądzenia sprawców:

Jak wynika bowiem z […] akt sprawy [Dydy ps. „Czarnego”] Pyzowski i Batkiewicz, przesłuchani w charakterze podejrzanych przez wiceprokuratora Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, przyznali się do udziału w przedmiotowym napadzie i morderstwie i wyjawili szereg nazwisk i pseudonimów innych wspólników przestępstwa. Treść tych protokołów, uzupełnionych treścią oświadczeń złożonych w UBP, przez tych wszystkich, których podał ob. Galler w swojej prośbie […], odpowiadają prawdzie. Oświadczenia wskazują nadto, że wszyscy […] ujawnili się w 1947 r. przed Komisją Amnestyjną w PUBP w Nowym Targu i wyjawili […] cały szereg zbrodni […], lecz żaden z nich nie wyjawił udziału w napadzie i morderstwie pod Krościenkiem. O wykonaniu polecenia należy nas powiadomić. O sposobie załatwienia sprawy należy powiadomić również petenta Izraela Gallera121.

W październiku 1950 r. Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Krakowie nakazała PUBP w Nowym Targu aresztowanie Pyzowskiego, Kieresa, Jarosza i Batkiewicza. Ten ostatni został skreślony z listy, gdyż odbywał już karę dożywotniego więzienia. Wojskowa Prokuratura Rejonowa odnotowała: „Podejrzany Batkiewicz Jan odbywa karę dożywotniego więzienia we Wronkach, lecz wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie nie został on skazany za udział w morderstwie popełnionym pod Krościenkiem na obywatelach polskich narodowości żydowskiej”122.

Tymczasem wyrok na Batkiewicza wydano 12 marca 1948 r.123 – kilka miesięcy po zeznaniach, w których przyznał się do wydania rozkazu, by rozstrzelać cywilów. Jarosza „Lenia” nie udało się ująć. Kieresa „Szarego” uwolniono, gdyż okazało się, że wiosną 1946 r. nie był jeszcze członkiem oddziału „Śmigłego” i w zabójstwie brał udział innym mężczyzna o tym samym pseudonimie. W areszcie jesienią 1950 r. znalazł się tylko Mieczysław Pyzowski124.

Przesłuchiwany w 1951 r. Batkiewicz odwołał swe słowa z 1947 r. Dowodzenie, legitymowanie pasażerów i decyzję o rozstrzelaniu Żydów przypisał „Szaremu”, którego nazwiska „nie pamiętał”125. Pyzowski „strzelał w powietrze”126. Obaj zostali skazani w 1951 r. na karę śmierci, zamienioną na 15 lat więzienia127. Wyszli z więzienia na mocy amnestii w 1956 r.128 Pyzowski podjął współpracę z aparatem władzy jako TW „Sport”.

W jego charakterystyce napisano:

Na skutek wniesienia skargi obywateli narodowości żydowskiej, którym udało się zbiec w czasie napadu na nich w 1946 r. […], wymieniony kandydat wraz z innymi w 1950 r. zostaje aresztowany […], po krótkim czasie jednak zostaje zwolniony z więzienia i powraca do Nowego Targu […]. Kontakty utrzymuje bardzo bliskie z Batkiewiczem Janem, gdzie obydwaj często wyjeżdżają poza teren Nowego Targu, […] chodzą często na wycieczki w góry, są ze sobą bardzo blisko związani129.

Jana Jarosza „Lenia” aresztowano pod koniec listopada 1952 r.130. Był wtedy elektromonterem samochodowym, od 1949 r. należał do ZMP. Nie przyznał się do udziału w napadzie pod Krościenkiem131. We wrześniu 1953 r. został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym. Choroba rozpoczęła się jakiś czas po uwięzieniu, jej pierwsze objawy zaobserwowano w czasie przesłuchania 23 stycznia 1953 r. i w czasie rozprawy głównej w lipcu tego roku. Rozprawy nie zakończono132.

Tajemnicą pozostaje osoba Stanisława Steca, który jest wymieniany w piśmie skierowanym przez PUBP w Nowym Targu do krakowskiego WUBP. Można zeń wnosić, że Stec był jednym z cywilów, którzy jechali w szoferce ciężarówki. Z zeznań Marii Galler wynika, że to właśnie on miał sprowadzić ludzi „Śmigłego”, a potem ściągnąć ją i jej syna z ciężarówki. Pracownicy UB powoływali się na jego słowa w opisie wydarzeń, konkludując, że nie rozpoznał nikogo z bandytów133. Nie odnalazłam żadnego protokołu jego przesłuchań.

Karty rejestracyjne Izraela Gallera, Marii Galler i Reny Galler, DP Camp Bensheim.

Sprawa osądzenia sprawców morderstwa pod Krościenkiem miała ciąg dalszy. Postanowieniem Sądu Wojewódzkiego w Krakowie z 15 czerwca 1992 r. (obradującego pod przewodnictwem sędziego Zenona Martyniaka) orzeczono nieważność wyroku na Batkiewicza. W uzasadnieniu stwierdzono:

Nieżyjący już Jan Batkiewicz był członkiem tajnej organizacji „Błyskawica” i „Ogień”, która miała na celu doprowadzenie do niepodległego bytu Państwa Polskiego. […] Organizacja, do jakiej należał […], działała pod znakiem Armii Krajowej. Stąd też bezpodstawne oskarżenie Jana Batkiewicza o udział w zamordowaniu kilkunastu osób narodowości żydowskiej. Jan Batkiewicz nie przyznał się do popełnienia tego czynu i wyjaśnił, iż w masakrze tej nie brał udziału. Mając powyższe na uwadze, Sąd uznał, iż działalność Jana Batkiewicza była wynikiem dążenia do niepodległego bytu Państwa Polskiego134.

Najwyraźniej nikt ze składu sędziowskiego nie przeczytał zeznań Batkiewicza złożonych w 1947 r. Wzięli je natomiast pod uwagę sędziowie Sądu Wojewódzkiego w Krakowie, rozpatrujący (pod przewodnictwem sędziego Witolda Korycińskiego) wniosek Pyzowskiego. W 1996 r. odrzucili jego prośbę o unieważnienie wyroku:

Gdyby – w ślad za ustaleniami dokonanymi przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie – przyjąć, że Mieczysław Pyzowski działał w grupie, która dokonała masakry obywateli żydowskich, a potem uczestniczył w zabieraniu dobytku pomordowanych, jak też pozostałym przy życiu ludziom, to przypisane wnioskodawcy czyny były typowo kryminalne, odrażające, godzące w największe dobro, jakim jest życie ludzkie, i nie tylko nie służyły sprawie niepodległościowej, lecz wręcz jej szkodziły135.

Pyzowski odwołał się do Sądu Apelacyjnego, stwierdzając, że „nie poczuwa się do winy w zakresie zarzucanych mu czynów o współsprawstwo, w których został złośliwie pomówiony przez innego członka organizacji”136. Sąd Apelacyjny orzekł:

W pełni zasadnie stwierdza Sąd Wojewódzki, że działanie takie ma charakter typowo kryminalny. Tylko w tej płaszczyźnie można i należy je oceniać, przy jednoczesnym podkreśleniu, że wzbudza ono najwyższy stopień potępienia, zarówno w aspekcie prawnym, jak i etyczno-moralnym, i to z punktu widzenia powszechnie obowiązujących, ogólnoludzkich norm w cywilizowanym społeczeństwie137.

Arkusz personalny

Tymczasem w lutym 2012 r. Sąd Okręgowy w Krakowie (pod przewodnictwem sędziego Artura Szymańskiego), po rozpatrzeniu wniosku ministra sprawiedliwości o stwierdzenie nieważności wyroku w sprawie Dydy, orzekł:

Czyny, które zostały przypisane Józefowi Dyda, oceniane w innych warunkach historycznych i ustrojowych, byłyby dowodem jego patriotyzmu, podjętej walki o odzyskanie suwerenności kraju, dlatego należy stwierdzić, iż związane były z jego działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego138.

Trudno określić ten wywód inaczej niż jako kuriozalny.

Zabójstwa na Podhalu z przełomu kwietnia i maja 1946 r. nie przeszły bez echa. Komendant PK MO w Nowym Targu por. Stefan Banaszek 4 maja 1946 r. pisał do swych zwierzchników na szczeblu wojewódzkim, że liczba ofiar z ostatnich dni jest nawet „na stan powojenny bezwzględnie za wysoka”139. Surowo ocenił też pracę UB: „Organa bezpieczeństwa są zdezorientowane w swej pracy i trzęsą się z bojaźni przed bandytami, których musi być niemała liczba, kiedy w przeciągu jednego miesiąca dokonały aż tyle zbrodni”140. Odniósł się też do postawy miejscowej ludności, „która, jeśli nie sprzyja, to pobłaża wyczynom bandyckim”. Niemniej „ostatnie masowe trzy wypadki mordów dokonanych na Żydach ludność miejscowa odczuła z odrazą i potępia takie wyczyny band leśnych, gdyż tylko im można przypisać ostatnie wypadki”141.

Wydarzenia z Krościenka sprowokowały ostrą dyskusję na posiedzeniu CKŻP 9 maja 1946 r. Salomon Fiszgrund z Bundu twierdził, że współodpowiedzialni za śmierć są syjoniści organizujący nielegalną emigrację i że powinni ponieść konsekwencje. Mendel Kosower z Ichudu potępił te słowa z oburzeniem: „Nie można nikogo podejrzewać o lekkomyślność wysyłania ludzi na śmierć. Ludzie ci samorzutnie na własną rękę poszli ku granicy”142. Icchak Cukierman podkreślił, że już wcześniej wnosił, by Żydzi przenosili się do większych miejscowości, a Paweł Zelicki z PPR postulował, aby fakt zabicia na Podhalu 24 osób w ciągu dwóch tygodni rozgłosić wśród polskich Żydów. Tak czy inaczej wydarzenia z przełomu kwietnia i maja położyły kres jakimkolwiek staraniom odbudowy życia żydowskiego na Podhalu. Nie podejmowano również kolejnych prób ucieczki przez tę część granicy z Czechosłowacją.

                                                                         dr. Karolina Panz

Zaprzeczeniem wyżej zaprezentowanych ustaleń, opracowań i relacji bezpośrednich świadków są wyjaśnienia tego zdarzenia przez ludzi „Ognia”

Fanatyk działalności „Ognia” – wieloletni konsultant IPN – Kazimierz Garbacz, autor w książki pt.: „Byli chłopcy byli” relacje ludzi „Ognia” z 2009 r.”,  w rozdziale ZBRODNIA NA ŻYDACH w KROŚCIENKU przytacza:

To było w początkach maja 1946 roku – mówi Wojciech Orkisz z Krościenka. Miałem wtedy 12 lat, przybiegł do mnie kolega, starszy ode mnie, Marian Morawczyński – obecnie mieszka w Szczecinie, był żołnierzem zawodowym w randze pułkownika. Wcześnie rano, około 4-5tej nad ranem usłyszeliśmy strzały od strony Nowego Sącza, odległość około 1 km, przed Krościenkiem. Pobiegliśmy tam. Powtarzam: ja miałem niecałe 13 lat, kolega trzy lata starszy. Zobaczyliśmy sytuację dramatyczną. Była wtedy piękna pogoda. Na poboczu drogi był taki proch, niby puszek. Było wtedy bardzo gorąco, przez wiele dni. Proszę sobie wyobrazić, że w rowie leżało kilka osób w pozycjach takich, jakby uciekali. Między nimi była jedna Żydówka, taka trochę przy kości. Wiek tych ludzi wskazywał, że tam nie było starych Żydów. Myślę, że starszych niż 40 do 50 lat tam nie było. Byli mężczyźni i kobiety. Był tam jeden młody, około 20 lat siedział na skraju drogi i bardzo rozpaczał. Jedna z Żydówek w odległości około 100 metrów od pobliskiego domu żyła jeszcze, bardzo jęczała z boleści.

Ciekawe, że na rękach tych zamordowanych Żydów widzieliśmy pierścionki- złote, różnego rodzaju pierścionki, a więc nie mogło być mowy, jak to później komunistyczna propaganda głosiła, że to zrobili „Ogniowcy” i potem swoje ofiary rzekomo obrabowali.

Dla nas, młodych chłopców był to straszny szok, ale nigdy nie byliśmy w stanie przypisywać tego czynu partyzantom. Bo dla nas partyzanci, „Ogniowcy”, to byli świętością. Byli godni zaufania. Myśmy zapamiętali, widzieli masę różnego rodzaju scen. Ja, ze swoim kuzynem, który niestety już nie żyje, bo w wieku 17 lat zmarł, myśmy widzieli różnego rodzaju akcje. Bo właśnie u moich dziadków, na Stawach, a więc w odległości około kilometra od Krościenka w stronę Nowego Targu, tam oni (partyzanci) przebywali, bo dom był położony bardzo blisko lasu, bardzo gęstego. Tam był strumyk, rzeka, tam przebywali.

I myśmy wiedzieli o różnych akcjach partyzantów, przeciwko komunistom. Więc (sprawa Żydów) to była sprawca jakiejś grupy absolutnie nie powiązanej z „Ogniem”, która dopuściła się tej potwornej zbrodni. Myśmy bardzo to przeżywali. Później, kilka dni, łowiąc rękami ryby na rzece Krośniczance, w granicach kilometra od Krościenka w stronę Nowego Targu, zauważyłem leżące zwłoki właśnie w wodzie. Jak się okazało, był to jeden z tych, co biednych, nieszczęśliwych Żydów mieli napaść. Tak się o tym szeroko wtedy mówiło. Tak, to był chyba „Łazik” (Wąchała Jan). Wtedy to właśnie się mówiło, że wrogo nastawieni do „Ognia”, było ich bardzo mało, ale byli też tacy, którzy mieli powiązania z UB i oni wszystko robili, aby ich („Ogniowców”) zniesławić. I wszystko na nich składali.

Dla mnie oni („Ogniowcy”) byli postaciami bardzo pozytywnymi. Jak oni się zdawali, „Ogień” już wtedy nie żył, ale jak oni się zdawali (ujawniali), przypominam sobie do tej pory, jak „Śmigły” zdawał się, jak szumią w moich uszach strzały. Jak oni wspaniale żegnali góry, Pieniny. W rynku rozłożyli ckm-y, o ogłosili, że nie wolno chodzić po górach. Ostrzeliwali góry dookoła. Pieniny, Gorce, żegnając się. Zaufali wtedy tzw. władzy ludowej, ale skończyło się to tragicznie, bo wszyscy dostali bardzo długie wyroki. M.in. „Śmigły” dostał 15 lat, a niektórzy nawet zostali zamordowani. Dla mnie to było ogromne przeżycie. Dla mnie chłopcy z lasu, chłopcy od „Ognia”, to byli naprawdę świętością. Byli wielkimi bohaterami i chylę przed nimi czoło do tej pory.

Byłem szczęśliwy, że mogłem ich obserwować, jak np. w rynku, koło pomnika Jagiełły, który stoi do dziś, tam partyzanci „Ognia” zatrzymali autobus, kazali ludziom wysiąść, zrewidowali ich i u kilku ludzi znaleźli legitymacje partyjne.

Było ich takich trzech i kazali im na moich oczach, bo to było w dzień, zjeść te legitymacje partyjne. A potem, żeby pamiętali, to im kazali się na cembrowinie studni położyć i każdy swoją porcję kijów dostał.

Pamiętam masę takich szczegółów, na tzw. Stawach, a więc u rodziców mojego tatusia. Oni tam przebywali. Mieli nawet samochód „Willisa”, w którym często się bawiliśmy i wiedzieliśmy o każdej akcji. Bo, co prawda, mój brat, chociaż starszy ode mnie, on nie należał do partyzantki, ale wszyscy ludzie w Krościenku współpracowali z partyzantami, prawie wszyscy. W każdym domu można się było o tym przekonać. Jeszcze raz powtarzam: chylę czoło przed tymi chłopcami, jestem z nich dumny, masę tu było ich z Krościenka, jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę na ten temat cokolwiek powiedzieć.

W tym okresie, ja nie słyszałem, żeby to zrobili chłopcy „Ognia”. Absolutnie. Mówiło się, bo wtedy niestety, zdarzały się takie sytuacje, nawet były takie nazwiska i z Krościenka, nie będę tutaj wymieniał, że podszywając się pod chłopców „Ognia”, organizowali jakieś indywidualne swoje akcje. Okradali ludzi, no i jestem przekonany, że ta akcja, to nie była robota chłopców „Ognia”, tylko jakichś rabusiów, złodziei, bo ich inaczej nie można określić.

Może do tego dodałbym jeszcze to, że ogromnie przeżywaliśmy zdradę „Ognia” i proszę sobie wyobrazić, że wszyscy przeżywaliśmy tu dramaty, jak „Ogień” nie pozwolił się wziąć żywcem, tylko się postrzelił. Bo wyobrażam sobie, jakby się znęcali nad nim, bo wszystko się przypisywało „Ogniowi”.  No i byliśmy usatysfakcjonowani, że jeszcze wziął tych chłopców pod swoje skrzydełka „Śmigły”, Batkiewicz z Nowego Targu, bardzo przystojny chłopak.

 Teraz go widzę, jak stał na poboczu koło samochodu, jak się już zdawali do Nowego Targu. Miał taką piękną niemiecką szósteczkę i strzelał do góry, zmieniał magazynki i strzelał do góry, żegnając się z górami…

Oczywiście mogły się zdarzać jakieś nieprzyjemne incydenty, bo to przecież byli młodzi chłopcy, niedoświadczeni, ale proszę mi wierzyć, że ci chłopcy, jak schodzili z gór, to idąc czwórkami, potrafili śpiewać piękne, patriotyczne piosenki. Milicja siedziała zakratowana, żeby im granatu przez okno nie wrzucili. Siedzieli, jak mysz pod miotłą. Spokojnie, a chłopcy panoszyli się i słusznie, po całym Krościenku. Wszyscy ludzie byli dla nich przychylni. I to nam zostało zresztą do tej pory. Ja ogromny dramat przeżywałem, jak w okresie komunistycznym przezywało się ich „bandą Ognia”. Boże drogi. To nie była banda, to byli naprawdę ludzie w młodym wieku. Nie podobało im się to, co przyszło ze Wschodu, ta zaraza. Mnie, jako małemu chłopaczkowi, wydawało się, że Anders przyjedzie na białym koniu im się to też marzyło. Ale niestety. Władza komunistyczna była tak silna, że poradziła sobie i z nimi. Krew jednak nie poszła na marne. O czym świadczy działanie „Solidarności” i wreszcie komuna padła, dzięki Polakom, którzy doprowadzili do tego, że komuna padła na całym świecie. Wreszcie jesteśmy zaprzyjaźnieni z krajem, o którym wszyscy marzyli, bo Górale wyjeżdżali „za młakę” do Stanów Zjednoczonych, tam się dorabiali. Chwała za to chłopcom „Ognia”, że wpoili nam patriotyzm, tym, którzy polegli i tym, jak się dowiaduję, którzy jeszcze żyją.                                                                                                                                              

Czyli sumując, absolutnie pan nie słyszał, aby społeczeństwo za te zbrodnie obwiniałoOgnia”?                             

Absolutnie!           

Absolutnie jestem pewny.

Nie zdarzy się taki człowiek, który by o ten czyn obwiniał partyzantów „Ognia”.

 Wojciech Orkisz

Pytamy:                                                                                                                                                          

1. Jak czuje się autor książki „Byli chłopcy byli” Kazimierz Garbacz i autor rozdziału ZBRODNIA NA ŻYDACH w KROŚCIENKU Wojciech Orkisz, kiedy czyta wspomnienia świadków, opracowanie dr. Karoliny Panz „Historia nowotarskich Żydów” oraz opracowanie dr Macieja Korkucia z 2015 r.? Zbrodnia (Żydów MZ) pod Krościenkiem 2 / 3 maja 1946 r.  

 2. Czy nie paradoksem i butą ogniowców było obwinianie o zamordowanie Żydów w Krościenku Jana Wąchałę „Łazika” – zamordowanego przez ogniowców godzinę wcześniej?

3. Jak można zaprzeczać ograbieniu Żydów z kosztowności, pierścionków i wszystkich wartościowych rzeczy, które dowodzący oddziałem ogniowców Jan Batkiewicz „Śmigły” osobiście zaniósł „Ogniowi” do obozu? Głównym celem zamordowania Żydów w Krościenku było ograbienie ich. „Ogień” spodziewał się, że uciekający Żydzi przewożą ze sobą duże ilości kosztowności: złota, diamentów i dolarów. Według świadka tego zdarzenia – mieszkańca Krościenka Jana Kacwina – ogniowcy szukali kosztowności w pochwach zabitych kobiet, bo spodziewali się, że tam znajdą pieniądze (dolary) zwinięte w rulon, złoto lub drogocenne kamienie.              

Dr. Maciej Korkuć poprzez opublikowanie przed i w 2015 r. prezentowanych powyżej badań historycznych poczynionych zarówno przez prof. Juliana Kwieka UJ, jak i dr. Karolinę Panz nie miał innego wyjścia – musiał poczynić swoje ustalenia.

Poniżej prezentujemy fragmenty opracowania.

Zeszyty Historyczne WiN-u 42: 2015 ISSN 123-106X

Maciej Korkuć

Zbrodnia (Żydów) pod Krościenkiem 2/3 maja 1946 r.

[…] „Jednakowoż nie ma też żadnych śladów świadczących o tym, że śmierć pod Krościenkiem kilkunastu żydowskich cywili z rąk jego własnych podkomendnych „Ogień” uznał za problem. Nie zamierzał nikogo przywoływać do porządku, nie pociągnął też nikogo do odpowiedzialności. Sam Batkiewicz „Śmigły” po kilku miesiącach (jesienią 1946 r.) został wręcz awansowany na dowódcę jednej z kompanii.

Co wiemy o zbrodni?

Wysłani do Krościenka „ogniowcy”, niezależnie od tego, czy ich celem była próba pochwycenia i likwidacji „Łazika”, czy też dokonanie konfiskat lub jeszcze innych działań z dużą łatwością otworzyli ogień do niewinnych i bezbronnych żydowskich cywili. Może sprzyjała tej łatwości ostra antyżydowska propaganda samego „Ognia”, która zapewne przenosiła się na rozmowy między żołnierzami. Może dodatkowo połączyło się to z łatwością, z jaką w ogóle w tych czasach naciskano spust automatów. Nie ulega wątpliwości, że Batkiewicz „Śmigły”, który dał rozkaz otwarcia ognia, musiał czuć się bezpiecznie: nie spodziewał się żadnych nadzwyczajnych negatywnych konsekwencji z rąk dowódcy. I takie go nie spotkały po powrocie do obozu. Kuraś po prostu przyjął do wiadomości informację o zabitych, rannych i tych, którzy przeżyli. Ani nie oczekiwał zabijania wszystkich, ani też — wszystko na to wskazuje — nie widział nadzwyczajnego dramatu w tym, że kilkanaście osób zginęło.

Nie znajdują żadnego wiarygodnego potwierdzenia publikowane przez Derenia informacje o rzekomym śledztwie „Ognia” w sprawie zbrodni w Krościenku, wynikiem, którego miało być ustalenie, że odpowiedzialny za to był „Łazik”. I stąd niezwłoczne rozstrzelanie tegoż. Kiedy miałoby się to „śledztwo” odbyć, skoro Wąchała został zastrzelony wcześniej niż otwarto ogień do Żydów z ciężarówki? Nawet najbardziej elementarne zestawienie podstawowych faktów czyni tak podawane informacje absurdalnymi” […]

Zeszyty Historyczne WiN-u 42: 2015 ISSN 123-106X

„…Profesor Julian Kwiek143 wskazuje, że w czerwcu 1945 r. mniejszość żydowska w powiecie nowotarskim nie przekraczała 200 osób. W samym mieście 15 – 25 osób. Jego zdaniem już po zabójstwie Grassgrüna wśród nowotarskich Żydów wybuchła panika144… Zabójstwa, pod Krościenkiem i inne tego rodzaju przypadki, w których zginęli Żydzi, w połączeniu z kolportażem w kolejnych miesiącach agresywnych ulotek, w sposób oczywisty budowały poczucie zagrożenia i podsycały nastroje paniki.

O tym, co wydarzyło się w nocy z 2 na 3 V 1946 r., pisała żydowska prasa, m.in. pismo „Słowo Młodych”145. Według Kwieka zbrodnia ta wstrząsnęła środowiskiem żydowskim w Polsce i była przedmiotem dyskusji w centralnym Komitecie, czym uruchomiła też wzajemne oskarżenia pod adresem wyprawy. Jednocześnie CKŻP wydal ulotkę przestrzegającą przez przejazdami w tym rejonie w kierunku granicy. W „Biuletynie Żydowskiej Agencji Prasowej” pisano wprost, że w Krakowskiem prowadzona jest wyuzdana heca antysemicka i rozpowszechniane są różne ulotki – maszynopisy, które jawnie nawołują do kontynuowania morderstw na Żydach.

Jak przyznawał też ksiądz Józef Dewera, proboszcz z Waksmundu rodzinnej miejscowości Kurasia: „Ogień” był postrachem od początku dla Żydów i dlatego Żydzi nie osiedlili się w nowotarskim…”

[…] „Czy to wszystko cokolwiek zmienia w ocenie moralnej tych wydarzeń? Absolutnie nie. Pod Krościenkiem rozstrzelano niewinnych cywili. Niezależnie od tego, czy było to efektem wydawania tego rodzaju poleceń, czy jedynie przyzwolenia na tego typu „akcje”, świadczy o tym, że Józef Kuraś („Ogień”) jako dowódca niepodległościowej partyzantki był gotów zaakceptować działania, które w swoim czasie czytany przez niego „Głos Podhala” nazwał środkami walki niegodnymi kulturalnego narodu.

I nawet jeśli chodziło tylko o odstraszenie tego rodzaju praktykami potencjalnych przybyszów, to akceptacja takich wydarzeń jest ciężkim oskarżeniem i skazą na bilansie niepodległościowej przecież działalności „Ognia”. Omawiane wyżej działania należy więc uznać za ciemną stronę tej partyzantki” […]

Należy również pamiętać, że w roku 1946 pod zwierzchnictwem Kurasia znalazło się szereg jednostek partyzanckich, które nigdy nie podejmowały tego rodzaju akcji. Tym bardziej nie można rozciągać odpowiedzialności ani współodpowiedzialności za takie wydarzenia, jak te pod Krościenkiem, na inne oddziały i ich dowódców.

„…Natomiast „Ogień” jako dowódca zgrupowania odpowiadał za całość działań podejmowanych przez podkomendnych, które spotykały się z jego akceptacją (albo nie spotykały się z radykalnym przeciwdziałaniem i karami dyscyplinarnymi). Tym bardziej jeśli dotyczyło to wypełniania wydawanych przez niego rozkazów. Zarówno tych, które mogły być powodem do dumy partyzanckiego dowódcy, jak i takich, które w sposób jednoznaczny obciążają jego konto.  Zbrodnia na niewinnych cywilach pod Krościenkiem, podobnie jak każde tego typu wydarzenie, musi być uznawana za plamę na biografii partyzanckiego dowódcy”.

dr. Maciej Korkuć

Łącznie zastrzelonych zostało 12 osób, w tym sześć kobiet i jeden nieletni, wspomniany już chłopiec:

  1. Organizator wyjazdu Jakub Finkelsztein lat 27,
  2. Abraham Wygoda lat 50,
  3. Jego żona Dwojra Wygoda lat 50,
  4. Dawid Józef Galler lat 12,
  5. Izrael Flamm lat 20,
  6. Rachel Holand lat 18,
  7. Jej matka Tema Holand lat 45,
  8. Rachela Piniunska lat 54,
  9. Rachela Szapiro lat 19,
  10. Liba Szapiro lat 49,
  11. NN – najprawdopodobniej był to mieszkaniec Krościenka Józef Geller lat 41, w „dokumentach PCK” określony jako Mosze Schmulewitz,
  12. W wyniku ran postrzałowych Aizyk (Izaak) Piniunski lat 46 zmarł w szpitalu w Nowym Targu 5 V 1946 r.

Rannych było 5 osób:

  1. Rena Galler lat 15,
  2. Chaja Abramowicz lat 16,
  3. Haja Holand lat 14,
  4. Aizyk (Izaak) Piniunski lat 46,
  5. Izrael Galler lat 50

Przypisy:

  1. Cmentarz żydowski ↩︎
  2. Zamordowali ↩︎
  3. Józef Zachwieja był kierowcą a samochód był własnością Kazimierza Węglarza ze Szczawnicy ↩︎
  4. Głodasik został zlikwidowany przez żołnierzy 4 baonu AK „Lamparta”. ↩︎
  5. D. Golik, Rozwiązanie AK na Sądecczyźnie…, s. 82. ↩︎
  6. D. Golik, Rozwiązanie AK na Sądecczyźnie…, s. 83.o ↩︎
  7. J. M. Kacwin, Rocznica masakry Żydów pod Krościenkiem, „Dziennik Polski-Dziennik Podhalański” z 14 V 2003 ↩︎
  8. Żadne zachowane zeznanie osób zamieszanych w to wydarzenie nie potwierdza przewozu jakiegokolwiek towaru. ↩︎
  9. IPNKr., 110/5224, k. 27, Protokół przesłuchania Stanisława Zachwiei z 2 V 1946 r. ↩︎
  10. Ibidem. 009/6572^12, k. 29, Pismo PUBP w Nowym Targu do Naczelnika Wydz. III WUBP w Krakowie z 30.01.1950 r. ↩︎
  11. Tylka to miejscowość położona w pobliżu Krościenka. ↩︎
  12. AIPNKr., 110/1892, k. 158, Protokół przesłuchania Adolfa Gabrysia z 8 VIII 1947 r.; ibidem, k.152, Protokół przesłuchania Franciszka Kowalczyka z 19 V 1946 r. ↩︎
  13. Ibidem, k, 79, Protokół przesłuchania Marii Galler, k. 75; ibidem, Protokół przesłuchania Icka Holanda z 04.V. l946 r. ↩︎
  14. Ibidem, k. 152, Protokół przesłuchania Franciszka Kowalczyka z 19 V 1946 r. ↩︎
  15. Dereń, J, Kuraś,.., op. cit, s; 242-243. ↩︎
  16. APINKr. 110/4488 k. 12, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 5 III 1951 r. ↩︎
  17. Ibidem. 110/5224, k. 35, Akt oskarżenia przeciwko Jarosz Janowi. „Śmigły” zeznał H 19471, że nie znał prawdziwego nazwiska Krzaczka. Był to więc albo pseudonim albo przybrane (fałszywe) nazwisko. [albo rodzinny wiekowy przydomek-MZ]. ↩︎
  18. Ibidem, k. 21, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 29 XI 1950 r. ↩︎
  19. B. Dereń, Józef Kuraś …,op. cit. ,s i 243-244. ↩︎
  20. AIPNKr., 110/1892, k. 24, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza z 9 VIII 1947 r. ↩︎
  21. Ibidem, 110/5224 k. 29, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza z 10 III 1953 r. ↩︎
  22. Ibidem 110/1892, k. 48, Protokół przesłuchania Józefa Dydy z 13 IX 1947 r. Prowadzący dochodzenie w tej sprawie w 1947 r. funkcjonariusze UB podejrzewali Zachwieję o kontakt z grupą „Śmigłego”. Przesłuchiwany na tę okoliczność „Śmigły” zaprzeczał tym przypuszczeniom. ↩︎
  23. Ibidem, k. 25, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza z 9 VIII 1947 r. ↩︎
  24. Ibidem, 110/5224, k 24, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza z 23.1.1953 r. ↩︎
  25. Ibidem, 110/1892, k. 60, Protokół przesłuchania Józefa Dydy z 27 III 1947. Można to uznać za przyjętą linię obrony, gdyż sprawcy po zastrzeleniu „Łazika” pozostawili na miejscu motocykl, którym jechał. ↩︎
  26. Ibidem, 110/5224, k. 28, Protokół przesłuchania Stanisława Zachwiei z 3 V 1946 r. ↩︎
  27. Ibidem, k. 25, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 23 I 1953 r. ↩︎
  28. Ibidem, 110/1892, k. 24, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza z 9 VIII1947. Jest to o tyle istotne, że – jak zeznawał „Śmigły” – przyjazdu Żydów spodziewano się dnia następnego. ↩︎
  29. Ibidem, k. 25, Protokół przesłuchania Jan Batkiewicza z 9 VIII 1947. Z innych zeznań wynika, że „Ogień” wydał też rozkaz zabicia Wł. Bulandy za zabójstwo kupców żydowskich. Wyroku nie wykonano, gdyż Bulanda wiedział o broni zamelinowanej przez „Łazika”. Chciano najpierw tę broń odzyskać, a dopiero potem wykonać wyrok. Tak zeznał w 1948 r. Henryk Machała opierając się na wypowiedzi „Mściciela” (Mieczysław Wądolny). Patrz: AIPNKr., 110/3883, k. 2, Protokół przesłuchania Henryka Machały z 28 VII 1948 r. ↩︎
  30. Ibidem, 110/1892, k. 158, Protokół przesłuchania Adolfa Gabrysia z 8 VIII 1947 r. ↩︎
  31. Ibidem, k. 61, Protokół przesłuchania Józefa Dydy z 27 III 1947. Identyczne zeznania złożył w sierpniu 1947 r. i w listopadzie 1950 r. Mieczysław Pyzowski „Żbik”. ↩︎
  32. Ibidem, k. 126, Zapiski dochodzeń. ↩︎
  33. Ibidem, 110/5224, k. 21, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 29 XI1950; ibidem, 110/1892, k. 157, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 7 VIII1947. W zeznaniu z 7 VIII1947 powiedział: „po kontroli dokumentów gdy okazało się, że pasażerowie są narodowości żydowskiej „Śmigły” oświadczył nam to i wydał rozkaz otwarcia ognia, co uczyniliśmy”. ↩︎
  34. Ibidem, 110/5224, k. 26, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 231 1953. Ta zmiana zeznania mogła wynikać z tego, że „Szary” już nie żył. ↩︎
  35. Ibidem, k. 31, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 10 III 1953. Identyczne zeznanie złożył Jan Jarosz. ↩︎
  36. Ibidem, 110/1892, k. 169, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza z 9 VIII 1947 r. ↩︎
  37. Ibidem, 009/6S73, t. 2, k. 32, Pismo PUBP w Nowym Targu do Wydz. III WUBP w Krakowie z 20.01.1950 r. ↩︎
  38. Maciej Korkuć, Horror podmalowany, „Tygodnik Powszechny” z 27 III 2008. ↩︎
  39. AIPNKr., 110/5224, k. 21, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 29 XI1950 r. ↩︎
  40. Ibidem, 110/4488, k. 44, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza z 16.01.1950 r. ↩︎
  41. Ibidem, 110/1892, k. 152, Protokół przesłuchania Franciszka Kowalczyka z 19 V1947 r. ↩︎
  42. Ibidem, k. 141, List Izraela Gallera do Prokuratury z 291 1947 r. ↩︎
  43. Ibidem, 110/5224, k, 21, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 29 XI 19501., ibidem, 010/9338, k. 34-35, List M. Geller z 23.01.1951 ↩︎
  44. Ibidem,110/1892, k. 75, Protokół zeznania Marii Galler z 3 V 1946 r. ↩︎
  45. Ibidem, k. 141, List Izraela Gallera do Prokuratury z 2911947 ↩︎
  46. J. M. Kacwin, Rocznica masakr.,.,op. cii. ↩︎
  47. B. Dereń, Józef Kuraś…, op. cit., s. 243. ↩︎
  48. AIPNKr., 110/1892, k. 157, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego ↩︎
  49. Ibidem, k. 75, Protokół przesłuchania Marii Galler z 3 V 1946 r. ↩︎
  50. Ibidem, 110/4488, k. 45, Protokół przesłuchania Stanisław Kuźniara z 14 II 1951 r. ↩︎
  51. Ibidem,110/1892, k. 97, Protokół przesłuchania Icka Holanda z 4 V 1946 r. ↩︎
  52. Cz. Kieres zdezerterował z wojska w czerwcu 1946 roku. ↩︎
  53. Ibidem,110/5224, k. 24, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 23 I 1953 r. ↩︎
  54. Ibidem, k. 21, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 29 XI 1950 r. ↩︎
  55. Władysław Machejek, Rano przeszedł huragan, Kraków 1985, s. 423. ↩︎
  56. A lPNKr., 010/9414, k. 101, List I. Gallera. Można postawić hipotezę, że Machejek znał treść listu i wykorzystał to w książce. ↩︎
  57. AlPNKr., 06/1,1.143, k. 6, Odpis dziennika znalezionego w torbie polowej „Ognia”. ↩︎
  58. B. Dereń, Józef Kuraś. op. cit., s. 244. ↩︎
  59. Ibidem. ↩︎
  60. AIPN Kr, 110/1892, Zapiski dochodzeń, przesłuchanie Stanisława Zachwiei, 25 V 1946 r., k. 126. ↩︎
  61. Jego nazwisko pojawia się tylko w jednym dokumencie – raporcie PUBP wysłanym do WUBP w Krakowie w 1950 r. (AIPN Kr, 009/6573, Pismo PUBP w Nowym Targu do naczelnika Wydziału III WUBP w Krakowie, 30 I 1950 r., k. 32). Przywoływane są tam jego wypowiedzi, stąd wielce prawdopodobne, że faktycznie Stanisław Stec brał udział w tamtych wydarzeniach. ↩︎
  62. AIPN Kr, 110/1892, Protokół przesłuchania Stanisława Zachwiei ps. „Wiwer”, 8 VIII 1947 r., k. 157; AIPN Kr, 009/6573, Pismo PUBP w Nowym Targu do naczelnika Wydziału III WUBP w Krakowie, 30 I 1950 r., k.32. ↩︎
  63. AIPN Kr, 110/1892, Zapisek o przyjęciu ustnego zawiadomienia o przestępstwie, 3 V 1946 r., k. 74. ↩︎
  64. Ibidem, Protokół przesłuchania świadka Jakuba Orensteina, 4 V 1946 r., k. 98. ↩︎
  65. Ibidem, Protokół przesłuchania świadka Marii Wąchały, 4 V 1946 r., k. 116. ↩︎
  66. Ibidem, Protokół przesłuchania świadka Leiba Wygody, 5 V 1946 r., k. 100. Leib Wygoda, podobnie jak inne ofiary napadu, wyraźnie podkreślił tę rozbieżność. ↩︎
  67. Ibidem, Protokół przesłuchania Stanisława Zachwiei ps. „Wiwer”, 8 VIII 1947 r., k. 157. Były to race wystrzelone przez młodych chłopców, cywilów, z okazji święta 3 Maja (ibidem, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza, 9 VIII 1947 r., k. 24; AIPN Kr, 110/5224, Zeznania Mieczysława Pyzowskiego, 23 I 1953 r., k. 26). ↩︎
  68. AIPN Kr, 110/1892, Protokół przesłuchania Adolfa Gabrysia ps. „Bobek”, 8 VIII 1947 r., k. 158. ↩︎
  69. Ibidem, Protokół przesłuchania Marii Galler, 3 V 1946 r., k. 75. ↩︎
  70. Ibidem. ↩︎
  71. Czternastoletnia Chaja Holand zapamiętała, że napastnicy przy wysiadaniu z auta mówili, iż „krzywdy nam nie wyrządzą, że chciała nas napaść banda, ale oni do tego nie dopuszczą” (AIPN Kr, 110/1892, Protokół przesłuchania Chai Holand, 4 V 1946 r., k. 92). ↩︎
  72. Ibidem, Protokół przesłuchania Izraela Gallera, 4 V 1946 r., k. 90. ↩︎
  73. Ibidem, Protokół przesłuchania Reny Galler, 4 V 1946 r., k. 91. ↩︎
  74. Ibidem, Protokół przesłuchania Marii Galler, 3 V 1946 r., k. 75. ↩︎
  75. Ibidem, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego, 7 VIII 1947 r., k. 156. ↩︎
  76. AIPN Kr, 110/4488, Zeznania Mieczysława Pyzowskiego, 29 XI 1950 r., k. 41. ↩︎
  77. AIPN Kr, 110/1892, Protokół przesłuchania Marii Galler, 3 V 1946 r., k. 75. ↩︎
  78. Ibidem, Protokół przesłuchania Reginy Symel, 3 V 1946 r., k. 76. ↩︎
  79. Ibidem, Protokół przesłuchania Marii Galler, 3 V 1946 r., k. 75. ↩︎
  80. Ibidem, Protokół przesłuchania Reny Galler, 4 V 1946 r., k. 91. Mieczysław Pyzowski „Żbik” zeznał: „Ćwiertniewicz Józef ps. «Długi» i Krzaczyk (który prawdopodobnie nie żyje) pozostali w Krościenku i zawiadomili tamtejszą ludność o morderstwie i ludzie natychmiast się zbiegli, zabierając z trupów ubrania i inne rzeczy” (AIPN Kr, 110/4488, Zeznania Mieczysława Pyzowskiego, 29 XI 1950 r., k. 41). PUBP w Nowym Targu 3 maja przesłało do WUBP w Krakowie raport specjalny, w którym donoszono: „Po dokonanej egzekucji nastąpił rabunek majątku osób uległych masowej egzekucji. Zostało zrabowane kompletnie wszystko, co tylko pasażerowie posiadali” (AIPN Kr, 06/1/16, Raport specjalny PUBP w Nowym Targu, 3 V 1946 r., k. 74). Tymczasem w sprawozdaniu informacyjnym WiN za maj 1946 r. stwierdzono: „Dnia 3.5 pod Krościenkiem zostało zabitych 10 Żydów i 2 milicjantów. Przy jednej zmarłej potem w szpitalu w Nowym Targu żydówce znaleziono woreczek z brylantami. Wbrew temu, o czym prasa pisała, zabici nie byli obrabowani” (ANKr, WiN, 4, Sprawozdanie informacyjne za maj 1946 r. Teren krakowski, b.d., k. 106). ↩︎
  81. AIPN Kr, 110/1892, List Izraela Gallera, 29 I 1947 r., k. 142. ↩︎
  82. Ibidem, k. 141. ↩︎
  83. AIPN Kr, 110/1892, Protokół przesłuchania Marii Galler, 3 V 1946 r., k. 75. ↩︎
  84. Ibidem, Rachunek za przewiezienie dr. Wernera, 3 V 1946 r., k. 117. ↩︎
  85. Ibidem, Historia choroby Reny Galler wydana przez Szpital Powszechny w Nowym Targu, 3 V 1946 r., k. 104. ↩︎
  86. Ibidem, Historia choroby Chai Holand wydana przez Szpital Powszechny w Nowym Targu, 3 V 1946 r., k. 105. ↩︎
  87. Ibidem, Historia choroby Chai Abramowicz wydana przez Szpital Powszechny w Nowym Targu, 3 V 1946 r., k. 106. ↩︎
  88. Ibidem, Historia choroby Izraela Gallera wydana przez Szpital Powszechny w Nowym Targu, 3 V 1946 r., k. 106. ↩︎
  89. Ibidem, Stwierdzenie zgonu Izraela Piniuńskiego, 7 V 1946 r., k. 108. ↩︎
  90. Ibidem, Pismo PK MO w Nowym Targu do nowotarskiego Sądu Grodzkiego, 4 V 1946 r., k. 85. ↩︎
  91. Ibidem, Fonogram od prokuratora Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, 4 V 1946 r., k. 89. ↩︎
  92. Ibidem, Protokół oględzin zwłok sporządzony 4 V 1946 r. w obecności wiceprokuratora mgr. Romana Rękiewicza, lekarza biegłego sądowego dr. Józefa Spiesznego, komendanta PK MO por. Banaszka i protokolanta J. Strakosza, 4 V 1946 r., k. 93–96. ↩︎
  93. Na podstawie listy obywateli austriackich przypuszczam, że był to Mosze Szmulewicz, ur. w 1905 r. ↩︎
  94. Ibidem, Protokół oględzin zwłok, 4 V 1946 r., k. 94. ↩︎
  95. Ibidem, Sprawozdanie PK MO z przeprowadzanych dochodzeń, 16 V 1946 r., k. 119. ↩︎
  96. AŻIH, Żydowska Agencja Prasowa, Biuletyn 49/169, 8 V 1946 r., k. 10. ↩︎
  97. ITS Digital Archive, Bad Arolsen, 108086, Certyfikat pobytu Marii Galler. ↩︎
  98. Ibidem, Karty rejestracyjne Izraela Gallera, Marii Galler i Reny Galler, DP Camp Bensheim. ↩︎
  99. AIPN Kr, 110/1892, List Izraela Gallera, 29 I 1947 r., k. 140. ↩︎
  100. Ibidem, k. 142. ↩︎
  101. AIPN Kr, 110/1892, Pismo Sekcji Śledczej MO w Nowym Targu, 24 V 1946 r., k. 120. ↩︎
  102. Ibidem, Postanowienie o umorzeniu śledztwa, 6 VI 1946 r., k. 139. ↩︎
  103. Ibidem. ↩︎
  104. AIPN Kr, 110/1892, Pismo Prokuratury Sądu Apelacyjnego w Krakowie, 7 III 1947 r., k. 143. ↩︎
  105. Ibidem, Zeznania Franciszka Kowalczyka, 19 V 1947 r., k. 152. ↩︎
  106. Ibidem, Zapisek urzędowy wiceprokuratora Romana Rękiewicza, 7 VIII 1947 r., k. 159. ↩︎
  107. Ibidem, Protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego, 7 VIII 1947 r., k. 156. ↩︎
  108. Ibidem, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza, 9 VIII 1947 r., k. 24. ↩︎
  109. AIPN Kr, 110/1892, Postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej, 16 IX 1947 r., k. 169. ↩︎
  110. Ibidem, Protokół rozprawy głównej przeciwko Józefowi Dydzie, 9 X 1947 r., k. 185. ↩︎
  111. Ibidem, Wyrok w sprawie Józefa Dydy, 13 X 1947 r., k. 189. Jego zeznania o zaciętej pepeszy potwierdził Batkiewicz (ibidem, Protokół przesłuchania Jana Batkiewicza, 9 VIII 1947 r., k. 24). ↩︎
  112. Ibidem, Wyrok w sprawie Józefa Dydy, 13 X 1947 r., k. 190. ↩︎
  113. Ibidem, Protokół wykonania kary śmierci, 25 XI 1947 r., k. 207. ↩︎
  114. Ibidem, Postanowienie Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, 11 VIII 1947 r., k. 167. ↩︎
  115. Ibidem, Postanowienie o umorzeniu śledztwa, 12 IX 1947 r., k. 168. ↩︎
  116. Z pewnością było ich co najmniej kilka – o przesłanie akt Józefa Dydy „Czarnego” zwróciło się Ministerstwo Obrony Narodowej do szefa Wojskowego Sądu Rejonowego w lutym 1949 r.: „jednym z pokrzywdzonych w tej sprawie miał być Izrael Galler” (ibidem, Pismo MON Departament Służby Sprawiedliwości do szefa WSR w Krakowie, 5 II 1949 r., k. 224). W aktach sprawy przeciwko Janowi Batkiewiczowi i Mieczysławowi Pyzowskiemu jest wzmianka o liście z 10 II 1950 r.; nie udało mi się go odnaleźć (AIPN Kr, 110/4488, Pismo Naczelnej Prokuratury Wojskowej do wojskowego prokuratora rejonowego w Krakowie, 30 IX 1950 r., k. 5). W teczce TW ps. „Sport”, Mieczysława Pyzowskiego, zachował się wycinek z listu Marii Galler z 23 I 1951 r. (AIPN Kr, 009/6573, Wyciąg z listu Marii Galler, 23 I 1951 r., k. 10). ↩︎
  117. AIPN Kr, 009/6573, Charakterystyka kandydata, 14 XI 1958 r., k. 11. ↩︎
  118. Chodziło o Czesława Kieresa. Nie wiadomo, dlaczego ujął nazwisko Kieresa – w czasie napadu ofiary słyszały jego pseudonim „Szary”, chodziło jednak o inną osobę, gdyż Kieres dołączył do grupy „Śmigłego” w późniejszym czasie (AIPN Kr, 010/9414, Protokół przesłuchania Czesława Kieresa, 3 I 1951 r., k. 78; ibidem, Protokół przesłuchania Edwarda Czarneckiego, 31 XII 1953 r., k. 157). ↩︎
  119. Ibidem, List Izraela Gallera, 31 V 1950 r., k. 101. ↩︎
  120. W późniejszym liście opis wydarzeń zawiera szczegóły, które są naddane – Galler używa sformułowania „bandy NSZ”, wspomina o obcięciu języka u młodej dziewczyny. Tego faktu nie potwierdza protokół oględzin zwłok ofiar mordu pod Krościenkiem, a opis Salci, której ludzie „Ognia” mieli obciąć język, pojawia się w spreparowanym przez Władysława Machejka dzienniku „Ognia”. ↩︎
  121. AIPN Kr, 110/4488, Pismo Naczelnej Prokuratury Wojskowej do Prokuratury Rejonowej w Krakowie, 30 IX 1950 r., k. 5. W tym miejscu warto przywołać treść pisma, które Naczelna Prokuratura Wojskowa wystosowała do Wydziału Prawnego CKŻP rok wcześniej. Szef Wydziału Nadzoru Prokuratorskiego mjr Mieczysław Dytry pisał: „W odpowiedzi na pismo z dn 23.8.49 r. – komunikuję, że w sprawie poruszonej przez Ob. Gallera […] było przeprowadzone szczegółowe śledztwo. W wyniku śledztwa w tej sprawie, sprawcy napadu zostali osądzeni i skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie” (AŻIH, CKŻP, Wydział Prawny, 303/XVI/110, Pismo Naczelnej Prokuratury Wojskowej do Wydziału Prawnego CKŻP, 12 IX 1949 r., k. 4). Dziękuję Alinie Skibińskiej za użyczenie tego dokumentu. ↩︎
  122. AIPN Kr, 110/4488, Pismo Wojskowej Prokuratury Rejonowej do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, 12 XII 1950 r., k. 28. ↩︎
  123. Ibidem, Pismo Wojskowej Prokuratury Rejonowej do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, 7 XI 1950 r., k. 23. ↩︎
  124. AIPN Kr, 010/9414, Pismo WUBP w Nowym Targu do WPR w Krakowie, 16 XI 1950 r., k. 104. ↩︎
  125. Ibidem, Zeznania Jana Batkiewicza, 16 I 1951 r., k. 43–44. ↩︎
  126. Ibidem, Protokół rozprawy głównej, 18 IV 1951 r., k. 76–78. ↩︎
  127. Ibidem, Wyrok w sprawie Jana Batkiewicza i Mieczysława Pyzowskiego, 19 IV 1951 r., k. 80–81. ↩︎
  128. AIPN Kr, 009/6573, Raport o zezwolenie opracowania kandydata na werbunek w charakterze informatora, 14 XI 1958 r., k. 9. ↩︎
  129. Ibidem, Charakterystyka kandydata, 14 XI 1958 r., k. 11. ↩︎
  130. AIPN Kr, 110/5224, Nakaz uwięzienia, 27 XI 1952 r., k. 8. Z akt jego sprawy wynika, że w czasie ataków na sierocińce w Rabce był jednym z wartowników w placówce UB, która znajdowała się tuż obok zakładu dla dzieci żydowskich (ibidem, Zeznania Jana Jarosza, 26 XI 1952 r., k. 9). ↩︎
  131. Ibidem, Zeznania Jana Jarosza, 4 II 1953 r., k. 18. ↩︎
  132. Ibidem, Orzeczenie sądowo-psychiatryczne, 21 XII 1953 r., k. 84–86. ↩︎
  133. AIPN Kr, 009/6573, Pismo PUBP w Nowym Targu do naczelnika Wydziału III WUBP w Krakowie, 30 I 1950 r., k. 32. ↩︎
  134. AIPN Kr, 110/4488, Postanowienie Sądu Wojewódzkiego w Krakowie, 15 VI 1992 r., k. 234. ↩︎
  135. Ibidem, Postanowienie Sądu Wojewódzkiego w Krakowie, 19 III 1996 r., k. 213. ↩︎
  136. Ibidem, Postanowienie Sądu Apelacyjnego w Krakowie, 13 VI 1996 r., k. 215. ↩︎
  137. Ibidem, Postanowienie Sądu Wojewódzkiego w Krakowie, 19 III 1996 r., k. 215–216. ↩︎
  138. AIPN Kr, 110/1892, Uzasadnienie postanowienia Sądu Okręgowego w Krakowie, 8 II 2012 r., k. 259. ↩︎
  139. AIPN Kr, 140/592, Sprawozdanie z działalności Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Nowym Targu, 4 V 1946 r., b.p. ↩︎
  140. Ibidem, Sprawozdanie z działalności Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Nowym Targu, 4 V 1946 r., b.p. ↩︎
  141. Ibidem, Sprawozdanie z działalności Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Nowym Targu, 4 V 1946 r., b.p. ↩︎
  142. AŻIH, CKŻP, Wydział Prezydium i Sekretariat 303/I/15, Protokół posiedzenia Prezydium CKŻP, 9 V 1946 r., k. 18–19. ↩︎
  143. J. Kwiek, „Ogień” wobec mniejszości…,s. 244—246; B. Dereń, op. cit, s. 244. ↩︎
  144. J. Kwiek, Żydzi, Łemkowie…,s. 28; Idem, „Ogień”, s. 250 ↩︎
  145. Idem, Żyda. Łemkowie…,s. 28 ↩︎