Każdy z mieszkańców Ostrowska miał świadomość, że było to działanie sprzeczne z chrześcijańskimi wartościami i ludzkimi zachowaniami. Moralnie było to nie do przyjęcia. Opisane poniżej morderstwo spowodowało odsunięcie się społeczności góralskich od pseudo wyzwoleńczych działań „Ognia”.
Z zeznań Ireny Olszewskiej, kochanki i późniejszej żony Jana Kolasy „Powichra” wynika, że „Ogień” narzekał, że już go tak” chętnie” na wsiach nie witają. Coś się dokonało w postrzeganiu jego działalności. Chłopi może nie wszyscy są wykształceni, ale są bystrzy i od razu spostrzegli, że bezwzględne postępowanie „Ognia” w stosunku do mieszkańców Podhala jest niesprawiedliwe i wybiórcze. Wszyscy byli podejrzani i zagrożeni. Był nieobliczalny w swoich działaniach, więc ludzie bali się go.
Kuraś źle traktował kobiety. Potrafił swoją byłą dziewczynę Zofię Cesacz – „piękną Zosię”, z którą przed wojną romansował, siłą – przemocą zabrać w góry do swojego obozu od trójki maleńkich dzieci. Tam ją dwa tygodnie więził, znęcał się nad nią i wyrzucał jej, że odrzuciła jego zaloty. Po dwóch tygodniach przetrzymywania jej rozkazał swoim kompanom zbiorowo ją gwałcić, a następnie zastrzelić. Było to w październiku 1944 r. Zwłoki – kości Zosi odnaleziono dopiero na wiosnę. Ludzie pamiętali również, że „Ogień” przyczynił się do śmierci swojej sąsiadki 19-letniej Marysi Kopeć, która odmówiła mu współżycia. Sprowokował żołnierzy NKWD do aresztowania jej i przetrzymywania na posterunku NKWD w Ostrowsku. Tam przez dwa tygodnie dopuścili się na niej wielokrotnego gwałtu. Po uwolnieniu jej, po paru dniach zmarła w szpitalu w Nowym Targu.

Helena Luberda z domu Remiorz

Władysław Luberda
Zeznania świadka zdarzeń Romana Niemca z Ostrowska1:
PLIK video 20160906175734 /z gwary przetłumaczyli autorzy wydania/
Czas nagrania:
00:00 Helena Luberda z domu Głodek przydomek Remiorz – wyszła za mąż za Władysława Luberdę. Jej teść Józef Luberda był kościelnym, dlatego nazywali do nich do Kościelnego. Wujostwo miało 1,5 rocznego syna Leona. Ciocia Helena Luberda była w 8 miesiącu ciąży.
01:01 Wieczorem około godziny 20 przyszło do nas trzech partyzantów Ognia: Władysław Kolasa „Zemsta”, Jan Goleniowski „Lew” i jakiś „Wach” z Waksmunda /MZ Niemiec/. Ulice i obejścia były obstawione przez ogniowców i nie można było swobodnie się poruszać. Ja wtedy miałem 11 lat, mieszkałem i pomagałem w gospodarstwie dziadka Józefa – brata mojej mamy oraz wujka Władysława i cioci Heleny.
Partyzanci zapytali – czy Helena Luberda tu jest? – po twierdzącej odpowiedzi polecili jej ubrać się – wyjaśnili – idziemy do Gminy. Było to dla nas dziwne, bo urzędy o tej porze nie pracują. Prowadzili ją drogą na koniec wsi w stronę Łopusznej i tam w takiej wysokiej ciąży powiesili ją na słupie telegraficznym. Trzy razy im odpadła ze sznura przywiązanego do słupa. W końcu skręcili jej kark i powiesili. W dolną szczękę wbity miała hak, na którym wisiała.
To nie była partyzantka to byli bandziory desanty.
Dopiero rano, gdy ogniowcy rozeszli się, można było zwłoki ciotki Heleny Luberdy ściągnąć ze słupa. Dziecko jeszcze ruszało się w jej brzuchu. Może gdyby był jakiś doktor, to uratował, by to dziecko – ale nie było…
To nie była partyzantka to byli bandziory.
5,35 Prosiła ich bardzo, żeby jej darowali życie, że jest niewinna, że o niczym nie wie, że nigdzie nie chodzi, bo ma małe 1,5 roczne dziecko. Mówiła, zabierzcie wszystko – ale ich się nie dało uprosić – byli gorsi jak zwierzęta.
To było celowe działanie. Prześladowanie zaczęło się około dwóch tygodni wcześniej. Ogniowcy wszystkich trzech domowników bardzo pobili. Dziadka i ciężarną ciocię Helenę Luberdę pobili w domu. Kazali im rozebrać się i po gołym ciele bili pasami i batami. Helena była tak pobita, że trudno było poznać czy to człowiek. Parę dni później wujek Władek poszedł do sąsiada dogadać się, kiedy będą wozić gnój na jego pole. Wtedy na ogrodzie ogniowcy pobili go bardzo. Stracił z przodu wszystkie zęby, bo uderzyli go orczykiem w twarz. Miał wstrząs mózgu i chorował długo. Był smutny i obawiał się czegoś, dlatego zdobył broń.
Odgrażał się, że zastrzeli Goleniowskiego i innych, ale nie miał sumienia /MZ i odwagi / jej użyć i do końca życia nie mógł sobie tego wybaczyć. Za tą broń siedział w więzieniu 7 lat, bo Bezpieka wzięła go za ogniowca. Wszystkie obowiązki spadły na mnie i dziadka. Razem wychowywaliśmy 1,5 letniego chłopca Leona. Miałem wtedy 11 lat i nie rozumiałem tego, co się działo.
To nie była partyzantka, ludzie nazywali ich bandytami i desantami.
6,45 Ja opowiadałem ludziom o tym okropnym zdarzeniu. Nie wiedzieliśmy, dlaczego „Ogień” i ogniowcy i prześladują naszą rodzinę. Nikt nie przypuszczał, że prawdziwym powodem jest brak zgody dziadka, wujka i ciotki na zrobienie po ich polu prostej drogi do tartaku Łukaszczyka, który trzymał z ogniowcami.
Stworzono wiele wersji przyczyn powieszenia cioci Heleny Luberdy, które tworzyli przede wszystkim sami ogniowcy i ich poplecznicy. Jedną z nich, która najbardziej się przyjęła, była rzekoma pomyłka, spowodowana tym, że prawdopodobnie bardzo podobna do powieszonej Heleny również
8,26 Helena z domu Byrdak z Sobków przy zbieraniu borówek nagadała coś na „Ognia” i podsłuchali to wszędobylscy ogniowcy. „Ogień” za to kazał ją powiesić i partyzanci zamiast tej Heleny właściwej wprowadzeni w błąd przez rodzinę Byrdaków powiesili Helenę i w dodatku w wysokiej ciąży.
Inni kwitowali po latach, że na pewno donosiła do UB albo miała coś na sumieniu, bo bez winy by ją nie powiesili.
9,30 Jakim prawem Ogień mógł decydować kogo i kiedy powiesi, zastrzeli czy zamęczy? Dzisiaj po latach widzę, że takie zachowania są promowane i akceptowane. Podziwia się działanie bezwzględnych morderców, terrorystów, a ich ofiary piętnuje się i obwinia się ich za czyny, których, których nie popełnili. Robią to ludzie dla paru tytułów i paru groszy. Dlaczego?
22,00 Goleniowski Jan „Lew” od Młynarza był nieznośny i bezwzględny. Nie znał litości. Pół roku później Ogień go zastrzelił, ale nie za powieszenie ciężarnej Heleny Luberda, ale za to, że przestał go słuchać.
22,38 ogniowcy mieli listy ludzi, których mieli zabić i mówili o tym, po to by się ludzie bali.
24,50 Nie wiem, czy miała przywieszoną kartkę. Teść mój był grabarzem /Wojciech Proszek/ i dlatego teściowa i moja żona były przy odcinaniu ze słupa i haka powieszonej ciotki Kataryny Luberda.
25,35 Wszystkie plotki i donosy pisali ogniowcy – tak zacierali ślady po zabójstwach, kradzieżach, gwałtach. Wówczas nie można było dojść do tego, co kto, kiedy, jak i dlaczego zrobił. Jakim prawem Ogień wydał wyrok na kogokolwiek?
29,14 To nie była partyzantka, tylko banda z bandziorami. Całą noc trzeba było pilnować. Tu na słupie wisiała taka trawerza /metalowa metrowa szyna/. Ludzie pełnili nocną wartę i jak partyzanci szli, to ludzie dzwonili na tym kawałku żelaza /dawali sobie znać, że idzie zagrożenie/.
29,47 Bandziory idom – nikt nie powiedział, że partyzanci – ino bandziory – desant, desant.
30,05 Kobietę jak złapali, to wyobracali / zgwałcili / – no pewnie – gwałcili. Tu najwięcej krzywdy zrobili – to był tu taki Kolasa i Wach. Chłopy były wysokie – wielkie.
Zeznania naocznego świadka nie spodobało się pracownikom IPN, jak i wielbicielom „Ognia”.
W roku 2018 dr Maciej Korkuć udzielił wywiadu dla nowotarskiej telewizji. Prowadząca wywiad dziennikarka chciała uzyskać opinie na temat autorów reportażu z serii: Wyklęci czy przeklęci – Odcinek 1 – powieszenie ciężarnej w 8 miesiącu ciąży Heleny Luberdy, opublikowanego w serwisie YouTube. Dr Korkuć określił tychże autorów jako ludzi fanatycznych, źle nastawionych do działalności „Ognia”.
Twierdził, że wszystko to, co robią, jest akcją nienawiści. Podsumował, że:”taka produkcja nie spełnia brzegowych warunków produkcji dokumentalnej, taki pogląd trzeba zderzyć z innymi stronami, osobami, przedstawić tło historyczne itd. – to są zasady, którymi kierują się pracownicy krakowskiego IPN. Świadectwo – bezpośrednie relacja, oświadczenie nie ma najwyższej pozycji w hierarchii źródeł historycznych. Nie będzie publicznie komentował takich reportaży, ponieważ, byłoby to legitymizowanie tej produkcji”. Dywagował dalej:…” Takie produkcje są aktami nienawiści – a on – jest obiektywny, na co dowodem jest to, że pisał o Żydach z Krościenka”.
Dlaczego więc pracownik IPN, dr Maciej Korkuć, nie przeprowadził rzetelnych badań ze świadkami tych zdarzeń, tylko oparł się na niesprawdzonych opiniach członków rodzin zaangażowanych w budowanie legendy „Ognia”?
Dlaczego dr. M. Korkuć nie wspomina w swoich opracowaniach o tym wydarzeniu?
Jedno udało się nam ustalić i potwierdzić: dnia 27.03.2026 r.2 odbyło się przesłuchanie dr M. Korkucia jako świadka w procesie o odszkodowanie 14 milionów złotych dla syna „Ognia” – Zbigniewa Kurasia II Ko 69/21. Dr Korkuć zeznał, że na samym początku zajmowania się historią „Ognia” szczególnie wnikliwie badał tę kwestię i wykluczył, żeby powieszona w 8 miesiącu ciąży Katarzyna Luberda była konfidentką niemiecką.
Należy jednak w tym miejscu przywołać wypowiedź synowej Heleny Luberdy z 2018 r., która w wywiadzie video3 zdecydowanie stwierdziła, że nikt z IPN z nią nie rozmawiał, nikt się o nic nie dopytywał. Tak samo twierdził bezpośredni świadek tych wydarzeń Roman Niemiec.
Z niewiadomych przyczyn część historyków IPN gloryfikuje zbrodnicze postawy i działania takich band, bagatelizując niewygodne dla nich relacje świadków. Tym samym propagują zachowania ludzi zepsutych moralnie, dla których życie ludzkie nie miało żadnej wartości. Każdy mord ogniowców usprawiedliwiają domniemaną współpracą ofiar z Niemcami albo przynależnością do PPR lub współpracą z UB.
Stosując taką metodologię, można usprawiedliwić każdą zbrodnię. Komu więc tak bardzo zależy na promowaniu kryminalnych, bandyckich zachowań? Nasze ustalenia wskazały winnych tej okrutnej zbrodni, której w żaden sposób nie da się wytłumaczyć.
Co by się stało, gdybyśmy nie trafili do domu świadka Romana Niemca?
Przedstawiam KARTĘ nr 39, sporządzoną przez Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej w Krakowie. Każdy, kto interesuje się działalnością „Ognia” jak i AK ma dostęp do takich dokumentów:
Czyn dokonany był przez bandę „Ognia”.
Rodzaj czynu – morderstwo.
W dniu 12 października 1945 r. w Ostrowsku powiat Nowy Targ została uprowadzona z domu i powieszona na słupie telegraficznym ob. Luberda Helena, przy której znaleziono kartkę z napisem, że została powieszona za współpracę z Niemcami. Kartkę podpisał por. „Błyskawica”. Faktycznie miała ona spór o drogę, w który zainteresowani byli członkowie bandy Ognia mieszkający w tej wsi. Akta nr 3734/III. Kraków

Dokument ten potwierdza, że „Ogień” osobiście brał czynny udział w tym zdarzeniu. Wyrok śmierci na kartce podpisał porucznik „Błyskawica”, a wówczas jedynym porucznikiem wśród ogniowców był „Ogień”. Twierdzenie dr M. Korkucia, że, biorący udział w morderstwie, Jan Goleniowski „Lew” i Jan Lenart „Świerk” mogli wówczas nie być członkami bandy „Ognia” jest niedorzeczne.
W morderstwie tym brał również udział Władysław Kolasa „Zemsta”. Nieprawdą jest, że sprawcy tego czynu zostali przez dowódcę ukarani śmiercią, gdyż 30 grudnia 1945 r. J. Goleniowski „Lew”, Władysław Kolasa „Zemsta”, Jan Kolasa „Powicher” wraz z Józefem Kurasiem „Ogniem” brali udział w morderstwie 6 osób w Gronkowie. Uczestniczyli również między innymi w zabójstwie Słowaka w Łopusznej, jak też 5 Żydów na ulicy Waksmundzkiej w Nowym Targu.

Dom Luberdów w Ostrowsku, z którego ogniowcy uprowadzili będącą w 8 miesiącu ciąży Helenę Luberdę i powiesili ją za wsią na słupie telegraficznym.

Kontekst historyczny zbrodni w Ostrowsku
W każdej miejscowości „Ogień” miał „swoich” – zaufanych ludzi, którzy dostarczali mu informacji na temat mieszkańców: kto był w AK, czym się trudnił na co dzień, z czego się utrzymywał, czy zajmował się przemytem, jakie miał zapatrywania polityczne, kto był bogaty, kto miał córkę na wydaniu, kto „Ogniowi” sprzyjał, która rodzina była lub powinna być o cokolwiek podejrzewana itp.
Na podstawie takiego wywiadu „Ogień” wydawał polecenia ściągnięcia kontrybucji, zorganizowania napadów, grabieży, czy też przesyłał podpisane przez niego in blanco4 blankiety z wyrokami śmierci, co umożliwiło jego podwładnym dokonanie wielu kryminalnych przestępstw, w tym morderstw. Dysponuję kilkoma kopiami takich blankietów z wyrokami śmierci, na których nie ma nazwiska skazanej osoby. Taki blankiet – wyrok można było okazać każdemu. Jest bardzo prawdopodobne, że wielu ogniowców tę sposobność wykorzystywało do załatwiania osobistych porachunków. Odpowiedzialność za to spoczywa jednak na dowódcy, który tak nierozważnym postępowaniem wręcz prowokował do takich zachowań.
Nikt nie prowadził żadnych dochodzeń sądowych – osoba oczerniona nie miała możliwości wyjaśnienia czegokolwiek. Świadkowie zmuszeni byli „siedzieć cicho”, by nie narazić się na odwet ze strony ogniowców. Tak również było w przypadku zamordowanej w 8 miesiącu ciąży Heleny Luberdy.
Każdy mieszkaniec wsi wiedział, kto jest w bandzie „Ognia” i kto z nim współpracuje. Ogniowcy w większości ludźmi bardzo młodymi, którym podobała się przewaga siły, jaką uzyskiwali. Imponowało im, że nosili broń i należeli do zorganizowanej grupy, której dowódca twierdził, iż dowodzi oddziałem Armii Krajowej.
„Ogień” umieszczał na wyrokach śmierci symbole AK, gdyż chciał dodać ważności walce, którą prowadził. Chcąc utrzymać duży oddział, wykorzystywał dobre imię AK, nadając walce inny wymiar. Otwierało to przed ogniowcami wiele, dotąd zamkniętych, drzwi.
Po wojnie, podczas zeznań, wielu ogniowców było przekonanych, że walczyli w oddziale AK. Trudno się im dziwić, bowiem „Ogień” wyszkolony na miesięcznym kursie UB w Warszawie, wiedział, na czym polega propaganda i jak jest ważna zarówno w oddziale jak i też wśród ludności.
Uzbrojeni ogniowcy zastraszali mieszkańców i poruszali się po wioskach swobodnie, nie bojąc się słabo uzbrojonych i źle zorganizowanych oddziałów MO, UB czy KBW. Mieli rozeznanie, gdyż kilka miesięcy wcześniej służyli jako funkcjonariusze na posterunkach MO.
Mieszkańcy Podhala byli bezbronni, bezsilni i bezradni. Jeżeli w ich domach pojawiali się ogniowcy – było bardzo prawdopodobnym, że wkrótce pojawią się i ubowcy, a wówczas jedni i drudzy przesłuchiwali ich podejrzewając o współpracę. Często nie pomagały żadne wyjaśnienia i z biegiem czasu utrwaliło się przekonanie, że ludzie bali się „Ognia” jak UB.
Należy nadmienić, że zgłaszane wówczas, na posterunku MO, kryminalne przestępstwa często pozostawione były bez reakcji. Powody takiego postępowania były różne, ale najczęściej milicjanci, w większości ogniowcy, mieli ukończone zaledwie kilka klas szkoły podstawowej. Umieli się podpisywać, ale nie biegle pisać. Sporządzano sprawozdawcze protokoły, które pisane były ręcznie, brakowało papieru, a maszyna do pisania na komisariacie była rzadkością. Zdarzało się, że w trakcie składania zeznań na MO, zgłaszający rozpoznawał wśród funkcjonariuszy sprawców tych czynów lub wiedział, że tych czynów dopuścili się ich bliscy.
Przykładem takich działań jest rodzina przemytników ogniowców – Głodasików z Ostrowska. Milicjant i ogniowiec – Władysław Głodasik nadużywał swojego stanowiska w milicji do wyrównywania osobistych porachunków. Z akt wynika, że dopuszczał się samosądów na aresztowanych. Słał też anonimy z groźbami pozbawienia życia do ojca dziewczyny, która odrzuciła jego zaloty. Z tego powodu w późniejszym okresie prowadzone były wobec niego śledztwa.
Skrzywdzeni, po zgłoszeniu na posterunku MO przestępstwa kryminalnego, wracali do domów zastraszeni. Zyskiwali też piętno donosicieli. Każdy z nich wiedział, że „Ogień” parę miesięcy wcześniej nadzorował te jednostki, ma tam swoich ludzi i że takie postępowanie grozi im oraz ich rodzinom śmiercią lub odwetem.
Z biegiem czasu, z obawy o swoje życie, ludzie przestawali zgłaszać jakiekolwiek przestępstwa. Ogniowcy czuli się bezkarni, gdyż „Ogień” przyzwalał na dokonywanie napadów, grabieży czy też pobić oraz na wyrównywanie „sąsiedzkich porachunków”.
Zabójstwo 6 mieszkańców Ostrowska w sylwestra 1945/46, dokonane osobiście przez „Ognia”, miało na celu zastraszenie wszystkich przemytników z tego regionu. „Ogień” uważał się za jedyną władzę na tym terenie i działania przemytnicze dokonywane bez jego wiedzy uważał za przestępstwa.
Dowódcy poszczególnych grup mieli obowiązek odsyłać do obozu „Ognia” do 40% wartości uzyskanych dóbr materialnych z każdego, dokonanego napadu. Ogniowcy byli bezwzględni i żyjącym w nędzy ludziom konfiskowali wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Zabierali siłą ostatnią krowę, świnię, żywność czy też ubrania. „Ogień” starał się te działania kontrolować i skrupulatnie sprawdzał, czy przysyłane do niego kwoty odpowiadają rzeczywistym, pozyskanym od ludzi wartościom. Wymagał od poszczególnych dowódców, aby tych podwładnych, którzy nie wykonali rozkazów, bezwzględnie karać śmiercią.
W Ostrowsku, w domu Ludwika Łukaszczyka (gdzie mieścił się tartak), jak też w domu Jana Goleniowskiego „Lwa”, odbywały się spotkanie, narady i libacje „Ognia” wraz z jego oddziałem. Jak podaje w zeznaniach ogniowiec Franciszek Drożdż ”…Nadmieniam, że właściciel tartaku Łukaszczyk Ludwik z Ostrowska dawał własne swoje deski do budowy bunkrów bandzie „Ognia” oraz stale przychodzili do niego członkowie bandy „Ognia”, których częstował wódką”.
Nadmienić należy, że syn Ludwika Łukaszczyka – ksiądz Mieczysław Łukaszczyk – proboszcz parafii św. Katarzyny z Nowego Targu musiał o tym zdarzeniu wiedzieć. Gdy w 2007 r. Tygodnik Podhalański zarzucił mu działalność agenturalną pod pseudonimem TW „Turysta”, zrezygnował z aktywnego życia.
Prowodyrem tych zdarzeń był Jan Goleniowski „Lew” – sąsiad Luberdów. To w jego domu planowane oraz organizowane były poszczególne napady, które, oprócz zysku materialnego, miały na celu zastraszenie i zdyscyplinowanie wszystkich, którzy jeszcze stawiali jakikolwiek opór. To właśnie „Lew” z ogniowcami dotkliwie pobił męża Heleny – Władysława Luberdę i drewnianą pałką (orczykiem) wybił mu przednie zęby.
Leon Luberda, syn Heleny, wiedział, kto pobił jego dziadka i ojca oraz dlaczego ogniowcy powiesili jego mamę. Powodem prześladowania rodziny Luberdów był brak zgody na sprzedaż działki pod drogę właścicielowi tartaku – Ludwikowi Łukaszczykowi.
Paradoksem jest fakt, że w rejestrach UB Władysław Luberda widnieje jako ogniowiec5. Po pobiciu przez ogniowców długo nie mógł odzyskać zdrowia. Miał depresję, a ze strachu kupił pistolet, który nosił przy sobie dla obrony. Według zeznań jego rodziny – gdy ogniowcy wieszali jego żonę, Władysław schował się na pobliskim polu, ale nie odważył się użyć pistoletu, o co do końca życia miał do siebie pretensję. Jak zeznali świadkowie tego zdarzenia – po śmierci żony nie płakał, tylko wył. Ktoś na niego doniósł i za posiadanie broni oraz współpracę z „Ogniem” został skazany. Odsiedział w więzieniu 6 lat jako ogniowiec.



Autorzy publikacji pt.: Konflikt „Ognia” z AK” cz.3 oraz amatorskiego reportażu na You Tube z serii: Wyklęci czy przeklęci Odcinek 1 powieszenie ciężarnej w 8 miesiącu ciąży Heleny Luberdy:

Tadeusz Morawa

Marek Zapała
„Ogień” był wrogiem i dezerterem z AK.
Chcąc zdobyć pozorne uznanie, Kuraś wykorzystywał dobre imię AK i pieczętował jej insygniami wyroki śmierci. Dlatego też pokrzywdzone rodziny były przeświadczone, że to z rozkazu AK zginęli niewinni ludzie.
Historycy IPN rozpętali propagandę bohaterskich czynów ogniowców. Gloryfikując ich postawy i działania bagatelizują świadków oraz cierpienie ofiar, a także ich rodzin. Ukazują młodzieży bandyckie i bezwzględne wzorce zachowania – ludzi zepsutych moralnie, dla których życie człowieka nie miało żadnej wartości.
Każdy mord ogniowców usprawiedliwiany jest przez pracowników IPN domniemaną współpracę ich ofiar z Niemcami lub przynależnością do PPR, donoszeniem do UB, itp… W taki sposób można rozgrzeszyć i bagatelizować każdą zbrodnię. Historycy i publicyści po II wojnie światowej do dzisiaj powielają nieprawdziwe wersje stworzone i spreparowane przez ogniowców celem zatuszowania niechlubnej działalności J. Kurasia i jego ludzi.
Grożenie powieszeniem było nagminne wśród ogniowców. W domu Joanny Niemiec (z domu Proszek) przebywali nieproszeni partyzanci „Ognia”. Dom położony był na wzgórzu, przy drodze do obozu „Ognia” z którego widać było całą okolicę. Był to świetny punkt obserwacyjny. Przebywający w nim ogniowcy domagali się od gospodarzy jedzenia i ogrzania. Gospodyni buntowała się i sprzeciwiała, bo była straszna bieda i nie mogła wyżywić nawet swojej rodziny. Nie mogąc sobie poradzić krzyczała na ogniowców i wyzywała ich od darmozjadów – wówczas skrępowali jej ręce i zaprowadzili do drzewa – orzecha, chcąc ją powiesić na gałęzi. Domownicy byli przerażeni, bo wiedzieli, że są w stanie zrobić naprawdę wszystko. „Ogień” kazał wieszać ludzi, którymi gardził twierdząc, że szkoda na nich kuli. Joanna Niemiec, jako córka grabarza, brała udział w odcinaniu ciała powieszonej, na słupie telegraficznym, ciężarnej Heleny Luberdy.
Przypisy:
- Nagranie video – Archiwum Muzeum Tatrzańskiego Zakopane. ↩︎
- Według nagrania audio zeznań dr. M. Korkucia – rozprawa z dnia 27.03.2026 r. ↩︎
- Nagranie video – Archiwum Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. ↩︎
- Podpis in blanco to złożenie podpisu na niewypełnionym dokumencie, formularzu, wekslu lub czystej kartce. Oznacza to upoważnienie innej osoby do późniejszego uzupełnienia treści dokumentu według jej uznania (lub zgodnie z wcześniejszym ustnym porozumieniem). Jest to działanie obarczone dużym ryzykiem prawnym. ↩︎
- Podobnie jak wielu innych – np. Franciszek Zapała widnieje jako ogniowiec, a nigdy nim nie był. ↩︎