Tak tę zbrodnię opisuje wnuk zamordowanego – Marcin Ozorowski:
„Według przekazu babci, Janiny Ozorowskiej 28 stycznia 1946 r. jej mąż, a mój dziadek, jak zwykle udał się do pracy, lecz w tym dniu do domu już nie powrócił. Babcia na drugi dzień powiadomiła Milicję o zaginięciu męża. Milicja wszczęła poszukiwania, lecz one nie przyniosły żadnego rezultatu. Zwłoki Rudolfa odnaleziono dopiero na wiosnę, a z postępowania karnego przeciwko Władysławowi Kolasie ps. „Zemsta” i Janowi Zubkowi ps. „Jur” rodzina dowiedziała się, że mordercami byli partyzanci z oddziału Józefa Kurasia „Ognia”, którzy przybyli tamtego dnia po mąkę w ramach kontrybucji zarządzonej przez samozwańczego przywódcę.
Brutalny mord1 nie miał zapewne charakteru kryminalnego, ponieważ odnalezione zwłoki z poderżniętą szyją nie zostały okradzione ze skórzanych oficerek, złotego krzyżyka na łańcuszku i zegarka na ręku. Materiały dowodowe uzyskane po sądowych oględzinach nigdy później nie trafiły do rodziny. Sąd w postępowaniu karnym ustalił bestialskie morderstwo na Rudolfie Ozorowskim, a sprawcy zostali skazani na kary więzienia. Z przekazu babci Janiny Ozorowskiej, oskarżony był jeszcze jeden podejrzany, o ile się nie mylę o nazwisku Taborski. Również członek partyzanckiej bandy „Ognia”, którego zadaniem było zabezpieczanie miejsca przestępstwa. Człowiek ten został jednak uniewinniony.
Na rozprawie mordercy powoływali się na nieprawdziwe zarzuty wobec Rudolfa, które wielokrotnie były powielane w literaturze popularno-naukowej. Pierwszy to, to, że Ozorowski był Żydem przybyłym ze wschodnich rubieży II RP. Co nie było prawdą, albowiem był polskim obywatelem z narodowością również polską, zatrudnionym przez dr J. Spiesznego2. Drugim zarzutem był fakt, że tamtego dnia, w którym zamordowano mojego dziadka, miał spożywać alkohol. Dziadek był abstynentem i nawet w czasie uroczystości rodzinnych (z opowieści babci Janiny) nie zdarzało mu się spożywać alkoholu. Trzecim kłamstwem powielanym przez obrońców Kurasia były zarzuty o powiązaniach politycznych dziadka z komunistami, a wynikało zapewne wyłącznie z faktu przybycia jego rodziny z terenów ZSRR po przekształceniu granic Polski na mocy Traktatu Jałtańskiego. To oczywiście równie wierutna bzdura, gdyż był człowiekiem odznaczanym przez władze II RP za swój patriotyzm. Udzielał się społecznie, wzmacniając lokalną wspólnotę o wartości duchowe i patriotyczne3. Jego silne poszanowanie własności prywatnej i odpowiedzialność funkcji administratora młyna w Waksmundzie nie pozwoliły na grabież mąki i za to zapłacił najwyższą cenę. Cenę życia.
Z nieznanych powodów nie został też nigdy sporządzony akt zgonu w nowotarskim USC – brak adnotacji pod wskazaną datą i datami późniejszymi z 1946 r. w rejestrach urzędowych. Fakt śmierci Rudolfa Ozorowskiego został jedynie odnotowany w księgach Parafii Rzymsko-Katolickiej p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu (Wyciąg z księgi zmarłych, L. 515/98). Od 1946 r. ciało jego spoczywa na cmentarzu komunalnym w Nowym Targu. Babcia zaś pozostając z dwójką małoletnich dzieci i nie doczekawszy się na jakiekolwiek rekompensaty ze strony Państwa, była zdana na poniewierkę i mogła liczyć wyłącznie na pomoc najbliższej rodziny. Cała ta dramatyczna historia ma jednak jeszcze jeden aspekt, o którym nie dowiemy się z żadnego dokumentu. To aspekt psychologiczny, który mogę potwierdzi osobiście, po zachowaniu mojego ojca, Bolesława Ozorowskiego. Niestety ukraińskie doświadczenia, strach, pogarda, ksenofobia, niepewność i późniejsze morderstwo o charakterze politycznym Rudolfa, odcisnęło się tak głęboką traumą, że trudno było uzyskać od niego jakiekolwiek informacje o losach rodziny Ozorowskich i Jungów. Objawiało się to każdorazowym wyparciem tamtych czasów i ucieczką od przeżyć, które do końca dni tamtych dwóch pokoleń stanowiła dramatyczne rozdarcie ich życia i blizny, które nigdy nie miały prawa się zabliźnić. Ojciec zwątpił dodatkowo w sprawiedliwość państwa polskiego w momencie odsłonięcia pomnika Kurasia „Ognia” w Zakopanem. Dzisiaj można z ubolewaniem stwierdzić, że los uchronił ich przed kolejnym bólem i upokorzeniem w świetle propagowanej obecnie polityki nowej historii, z nowymi bohaterami, których przeszłość na siłę ktoś próbuje napisać w korzystnym świetle.
Syn Leona i Zofii. Urodzony w 1895 roku w Chodorowie (polskie miasto w woj. lwowskim, powiecie bóbreckim). Mąż Janiny z domu Jung. Do listopada 1945 roku zamieszkały w Chodorowie. Zawodowo technik budowlany z uprawnieniami projektanta architektonicznego. Narodowość polska. Wyznanie rzymsko-katolickie. Ojciec dwójki dzieci; syna Bolesława i córki Ireny.
Z przekazu słownego rodziny4 mój dziadek Rudolf był żołnierzem walczącym w Wojsku Polskim podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. We wrześniu 1939 r. był komendantem obrony cywilnej w Chodorowie5. Cudem uniknął wywózki na Sybir po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1939 r. W listopadzie 1945 r. wraz z rodziną opuszcza Chodorów, pozostawiając dom i nieruchomość6. Z uwagi na powiązania rodzinne ze strony babci Janiny udają się do Nowego Targu, gdzie praktykę stomatologiczną prowadził jej brat Henryk Jung7. Właścicielem tego Zakładu Dentystycznego był wówczas lekarz miejski, dr Józef Spieszny, który zatrudniał jeszcze Szymona Junga i technika dentystycznego Stanisława Feita (Schmaja). Dr Spieszny był także właścicielem młyna w Waksmundzie, gdzie po przybyciu do Nowego Targu został. zatrudniony w charakterze administratora Rudolf Ozorowski.
Powodem napaści i morderstwa mojego dziadka był fakt, że w tym dniu przywiózł pieniądze na wypłaty dla pracowników młyna.
Dziękuję Marku za informacje i co ważniejsze za konsekwentne stanowisko w dochodzeniu do prawdy i tej nierównej walki o przywrócenie godności wszystkim pomordowanym osobom cywilnym przez Kurasia „Ognia”.
To sprawa bezprecedensowa i oby przełomowa. Taką mam nadzieję.
Fragmenty wypowiedzi mecenas Anny Bufnal oraz syna „Ognia” Zbigniewa Kurasia w procesie o odszkodowanie z moim komentarzem.
„Trzy fragmenty zakłamanej i patologicznej tezy korkuciowej narracji:
Mecenas Bufnal: W mojej ocenie dr Korkuć w swojej ekspertyzie odnosił się do tych okoliczności. W jego opinii, nawet jeśli dochodziło do morderstw na ludności cywilnej, to nie miały one charakteru zbrodni pospolitej, ale niosły za sobą walkę o niepodległość – komentuje mec. Anna Bufnal, pełnomocnik Zbigniewa Kurasia.
Mój komentarz – …czego najlepszym przykładem jest zamordowanie mojego dziadka Rudolfa Ozorowskiego. Rzeczywiście – podcięcie gardła bezbronnej ofiary i wrzucenie trupa do przerębli niosły znamiona walki o niepodległość i nie miały charakteru zbrodni pospolitej. Kosmos!
Wypowiedź syna „ognia” Zbigniewa: Tato, mając 32 lata odszedł z honorem, ale zostawił mnie i mamę bez zabezpieczenia. Wychowała mnie tylko mama, a ja nie mogłem poznać swojego ojca. Za to, że byłem synem „Ognia” spotkały mnie na co dzień bardzo bolesne nieprzyjemności, o których proszę pozwolić mi nie mówić.
Mój komentarz – No, nic tylko zapłakać nad pojedynczym losem Zbigniewa Kurasia… ale co zatem zrobić z osieroconymi dziećmi, owdowiałymi matkami, samotnymi ojcami, całymi rodzinami pozbawionymi tożsamości w wyniku bestialskich i morderczych działań samego Kurasia „Ognia”? Jaką miarą te setki ludzkich okaleczeń przyjąć w przestrzeni społecznej lub psychologicznej?
Mecenas Anna Bufnal – Przypomniała, że niemal wszystkie wskazane jako świadkowie osoby, były już przesłuchiwane w ramach śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej. Przypomniała też, że właśnie IPN przygotował obszerną i bardzo szczegółową informację na potrzeby toczącego się postępowania, w której wszelkie wątki działalności oddziału „Błyskawica” zostały wyjaśnione i zinterpretowane przez doktora Macieja Korkucia, jednego z najlepszych specjalistów od spraw „ogniowej” partyzantki.
Mój komentarz – Rozumiem, że wcześniej IPN „przesłuchał moją babcię, mojego ojca, moją mamę, moją ciocię, moich wujków” przybyłych z Chodorowa do Nowego Targu. To rzeczywiście świadkowie, którzy mieliby coś do powiedzenia, ale jest jeden problem – ich już nie ma, a trauma tamtych dni nie pozwoliła im na odrzucenie tego życiowego brzemienia i zrozumienia bezsensowności śmierci swoich najbliższych do końca swoich dni. A żyli długo – średnio około 90 lat. Dlatego ta żałosna auto cenzurka prawno-naukowa i mistyfikacja w doborze dokumentów, ich analizy, wyborze osób, konfabulacji zdarzeń i dowolnej interpretacji historyków, dla których jedynym celem jest udowodnienie z góry założonej tezy, stała się procederem nikczemnym. Ludzi równie złych, jak piekło, które po sobie pozostawili i próbują teraz z wszystkich zrobić idiotów lub wrogów tej jedynie słusznej narracji o żołnierzach wyklętych, przeklętych, wrednych”.
Marcin Ozorowski
Nowy Targ, 18.01.2023 r.

Nasze podsumowanie:
Z akt sądowych wynika, że zbrodnia ta dokonana została za wiedzą J. Kurasia „Ognia”. Ustaliliśmy, że po zamordowaniu Ozorowskiego, sprawcy wrzucili jego zwłoki pod lód w przykopie (kanał doprowadzający wodę z rzeki Dunajec do młyna). Na wiosnę pracownicy młyna odkryli, że głowa Rudolfa Ozorowskiego zatrzymała się na kracie. Okoliczności morderstwa ze śledztwa w niektórych fragmentach odbiegają od przedstawionych. Mordercami okazali się ludzie należący do oddziału „Ognia”- Władysław Kolasa „Zemsta”, który po kilku latach, na skutek amnestii – wyszedł na wolność. Jan Zubek ps. „Jur” też długo nie posiedział, zwłaszcza, że był TW – tajnym informatorem UB ps. „Świerk”.
W swoim dzienniku „Ogień” napisał: 28.II. Ozorowski Rudolf -Waksmund- młyn wykonał – zemsta – chęć zysku (wyjaśniamy – zemsta to W. Kolasa, a chęcią zysku kierował się herszt bandy).
Przypisy:
- Zwłoki z podciętą szyją zostały przez oprawców wrzucone do przerębli na Dunajcu. Odnalezione i zidentyfikowane dopiero w kwietniu 1946 r. ↩︎
- Józef Kuraś „Ogień” wielokrotnie po 1945 r. na terenie Podhala dał się poznać jako antysemita. Jego postawa niechęci oraz wrogości wobec Żydów i osób pochodzenia żydowskiego, przejawiała się wyjątkową brutalnością, o czym świadczy ilość ofiar pochodzenia żydowskiego, na których wykonywano bezprawne wyroki śmierci, grupowe mordy i prześladowano ich rodziny. ↩︎
- Rudolf Ozorowski był członkiem Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Chodorowie (Koło „Gwiazda”). ↩︎
- Po wkroczeniu Sowietów do Chodorowa, moja babcia Janina Ozorowska w obawie o życie swojego męża a mojego dziadka i jego przeszłość żołnierską spaliła i zniszczyła wszystkie dokumenty oraz odznaczenia świadczące o udziale w walkach podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. na wschodniej flance pod zwierzchnictwem gen. Józefa Hallera. Znane są dzisiaj i potwierdzone w licznych opracowaniach historycznych sceny do jakich dochodziło po wkroczeniu Armii Czerwonej do Chodorowa, Złoczowa czy do Stryja. Wszędzie tam dokonywano rozstrzeliwań wziętych do niewoli żołnierzy Wojska Polskiego, mszcząc się w ten sposób za opór stawiany nowemu okupantowi. Przedstawiciele Armii Czerwonej łamali także postanowienia umów dotyczących złożenia broni, 22 września 1939 r. dowódca obrony Lwowa gen. Władysław Langner podpisał z dowództwem sowieckim kapitulację, przewidującą m.in. bezpieczny wymarsz żołnierzy wojska polskiego, oficerów i policji w kierunku granicy z Rumunią, po uprzednim złożeniu broni – umowę tę strona sowiecka złamała aresztując wszystkich po złożeniu broni i wywożąc w głąb ZSRR. Na domiar złego moja rodzina poddawana była psychicznym represjom ze strony rozszalałych i bezwzględnych banderowców. W Chodorowie, gdzie zamieszkiwali w swojej kamienicy przy ulicy Szewczenki, na odrzwiach domów zaczęły pojawiać się kartki z napisem „Wy będziecie następni” – moi dziadkowie nie czekając, aż ta groźba stanie się dla nich i ich dzieci wyrokiem podobnym do ludobójstwa na Wołyniu wyjechali w długą, trzytygodniową podróż w bydlęcych wagonach, w warunkach urągających wszelkim wymogom – do nowej Polski. ↩︎
- NKWD po zajęciu Chodorowa zlikwidowała całą dokumentację administracyjną i kościelną wywożąc ją w głąb ZSRR. ↩︎
- Według dokumentów wydanych przez Państwowy Urząd Repatriacyjny Wojewódzki Oddział w Krakowie, Nr 4 L.dz.2894/614/47 w dniu 27.06.1947 r. rodzina Janiny i Rudolfa Ozorowskich pozostawiła w Chodorowie dom mieszkalny jednopiętrowy wraz ze sklepem, o ogólnej powierzchni użytkowej pomieszczeń 120 m.kw. Na parceli 400 m.kw. znajdowały się również zabudowania gospodarcze. ↩︎
- Do Nowego Targu trafiło pięcioro z siedmiorga rodzeństwa ze strony babci J. Ozorowskiej – Olga po mężu Rayska, Maria po mężu Turkiewicz, Janina po mężu Ozorowska, Stanisław i Henryk Jungowie. Dwóch jeszcze braci babci, z uwagi na swój zawód (pracowali w największych cukrowniach Europy w Chodorowie) trafiło do Chybia na Śląsku. ↩︎