Zdrada, NKWD i terror. Jak „Ogień” zwalczał Armię Krajową i terroryzował Podhale

Poznaj historyczne tło działalności Józefa Kurasia „Ognia” – od służby dla sowieckiego NKWD i wydawania żołnierzy Armii Krajowej, po bratobójcze walki i krwawy terror, który pochłonął setki niewinnych ofiar cywilnych.
Zanim Józef Kuraś „Ogień” stworzył swoją własną, niezależną „Republikę”, przez prawie dwa lata służył Sowietom. To z jego inicjatywy sporządzano listy aresztowań żołnierzy Armii Krajowej, co idealnie wpisywało się w plan NKWD polegający na skłócaniu polskiego podziemia. Przeczytaj wprowadzenie do naszej dokumentacji i zobacz, jak naiwność, brak politycznego rozeznania i żądza władzy jednego człowieka doprowadziły do śmierci nawet półtora tysiąca cywilów.

Dzielenie i skłócanie społeczeństwa to główne wytyczne działania oddziałów NKWD na terenach nadzorowanych przez sowietów. To dlatego porucznik AL – Józef Kuraś „Ogień”, który służył dla sowietów prawie 2 lata, został przez nich wykorzystany do rozpracowania i zneutralizowania Armii Krajowej, jak i wszystkich sił politycznych, które mogły zagrozić tworzącemu się nowemu komunistycznemu ustrojowi państwa. Według ankiety personalnej por. Józef Kuraś skierowany był do pracy w kontrwywiadzie.

NKWD prześladowało żołnierzy Armii Krajowej, rozwiązanej w styczniu 1945 r. To na polecenie funkcjonariusza MO i UB – J. Kurasia „Ognia”, podlegli mu milicjanci, od stycznia do kwietnia 1945 r., sporządzali i przekazywali do NKWD listy członków AK do aresztowania.

Gdy „Ogień” zorientował się, że traci władzę, powrócił w góry i podjął walkę ze swoimi dotychczasowymi mocodawcami. Chciał odzyskać pełnię władzy, którą dysponował do tej pory. Walczył o swoją własną Republikę: wyobrażenie o bliżej nieokreślonej strukturze, w którym realizuje swoje polityczne – ludowo-komunistyczne przekonania. Jak napisał dr. M. Korkuć – „Ogień” walczył o Polskę Ludową z ludu…

Z czasem przyjaciele „Ognia” z komunistycznego oddziału Armii Ludowej, który jak twierdzi dr. Korkuć był ramieniem NKWD, czuli się przez Kurasia zdradzeni i całkowicie odwrócili się od niego. Podobnie postąpili ludowcy o zapatrywaniach komunistycznych, którzy czynnie uczestniczyli w tworzącym się, marionetkowym Rządzie Lubelskim i popierali Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Było to postrzegane jako zdrada.

„Ogień” nie orientował się w polityce, jaką w krajach wyzwalanych prowadzili Sowieci. Mieszkańcy Podhala początkowo sprzyjali „Ogniowi’, który odważył się przeciwstawić tworzącej się władzy, ale szybko zrozumieli, że taka forma oporu z góry skazana jest na niepowodzenie.

Na terenie Podhala stacjonowały dwie sowieckie dywizje, które każdy objaw buntu mogły natychmiast zdławić. Nie chodziło im o porządek, ale o doprowadzenie do bratobójczej walki. I tak też się stało. NKWD kolejny raz wykorzystało naiwność i brak politycznego rozeznania „Ognia” i umożliwiło mu prowadzenie tej bezsensownej, usłanej trupami, walki. Wśród ofiar konfliktu zdecydowana większość to polscy obywatele.

Do dziś nikt nie policzył ofiar cywilnych tego tragicznego czasu. Żołnierz 1 PSP AK Aleksander Batkiewicz (syn „Topola”), w liście do Ministra Onyszkiewicza z 1992 r. podaje, że cywilnych ofiar „Ognia” mogło być około półtora tysiąca. Wiele rodzin nadal nie wie, gdzie i dlaczego ich bliscy zostali zamordowani. Zaginęli i nikt nie potrafi wskazać miejsca ich pochówku. Co rusz dowiadujemy się o nowych ofiarach, o których dotąd nie mieliśmy pojęcia. Napadów, grabieży, zaginięć czy uprowadzeń pokrzywdzone rodziny nie zgłaszały na MO czy UB, bojąc się odwetu ze strony „Ognia”.

Najbardziej narażeni byli chłopi mieszkający na obrzeżach wiosek, bo tam najczęściej zaglądali ogniowcy oraz ubowcy. Jeśli w dzień funkcjonariusze UB dopytywali ich o „Ognia”, to zazwyczaj już w nocy ogniowcy pytali, czego chcieli ubowcy. Jedni i drudzy byli wobec nich nieufni: UB podejrzewało ich o współpracę z „Ogniem” a „Ogień” o współpracę z UB. Wystarczyła plotka lub pomówienie, aby członkowie takich rodzin, osoby cywilne i niewinne, były przesłuchiwane i zamęczene zarówno przez UB, jak i przez „Ognia”.

„Ogień”, chcąc utrzymać posłuch, postępował wobec ludzi bezwzględnie – wszędzie stosował terror. Do dzisiaj na Podhalu krąży przysłowie: Bali się go jak „Ognia”.

Poakowskie organizacje niepodległościowe takie jak NIE i WiN również prowadziły walkę konspiracyjną, ale bez broni. Nie miało najmniejszego sensu poświęcać życia wielu młodych ogniowców, dla sprawy bez przyszłości. To był inny wróg.

Major J. Zapała „Lampart”, po zamordowaniu przez „Ognia” jego brata – Franciszka Zapały „Niedźwiadka”, żołnierza AK, zdesperowany pisał odezwę do partyzantów:

 KOLEDZY OGNIOWCY, którzy walczyliście pod moimi rozkazami…Walka jest bezcelowa, nie walczycie bowiem już z niemieckim okupantem, ale z własnymi braćmi. Pamiętajcie o zastrzelonych braciach żołnierzach. Wiecie dobrze, że oddział wasz żyje wyłącznie z krzywdy ludzkiej, rabując u chłopów bydło, towary w spółdzielniach i artykuły pierwszej potrzeby przeznaczone dla ludzi…

Oszukują Was, a gdy otwierają się Wam oczy, że droga, po której idziecie, prowadzi Was na rozstrzelanie lub do więzienia, a rodziny wasze do wysiedlenia i ostatniej nędzy – „Ogień” i jego ludzie zabijają Was. Wiecie, ile wyroków było wykonanych na członkach oddziału porucznik „Rysiek”, porucznik „Roman”, starzy partyzanci z okresu okupacji zostali przez „Ognia” zamordowani …

W imieniu dobrej sprawy dla Polski wzywam Was wszystkich do ujawniania się. Bezpieczeństwo Wasze i waszych rodzin gwarantuję swoim słowem oficerskim …i niekaralność za działalność do chwili ujawnienia się.

„Lampart” Major

Nadzorowane i celowo utrzymywane bezprawie służyło do tego, by po kilku latach chaosu –  nowy, komunistyczny rząd uratował i wyzwolił mieszkańców Podhala od niepewności, krzywd, przestępstw i morderstw.  I tak też się stało.

Powoli społeczeństwo miało dość nieprzewidywalnego w działaniach „Ognia”. Nikomu nie służyło życie w ciągłym strachu i niepewności. Nikt nie mógł przewidzieć, co i kiedy go czeka, kto i o co go oskarży. Wszędzie panował lęk, bo brat zabijał brata, sąsiad donosił na sąsiada, a „Ogień” dawno już stracił poczucie rzeczywistości.

Ludzie, którzy doznali krzywdy od „Ognia”, przeklinali Armię Krajową, gdyż jej symbole widniały na wyrokach śmierci, które na zwłokach zamordowanych zostawiali ogniowcy. Dużo czasu upłynęło zanim udało się obywatelom polskim pochodzenia żydowskiego i słowackiego wyjaśnić, że „Ogień” podszywał się pod AK, był dezerterem i wrogiem oraz że AK nie ma nic wspólnego z morderstwami, których się dopuścił.