„…Słynne już ”powieszenie ciężarnej kobiety”. 10 grudnia 1945 roku w Waksmundzie ”Ogień” miał rzekomo powiesić ciężarną (w 9-tym miesiącu ciąży) „Katarzynę Kościelną” za to, że nazwała go ”bandytą”. Historię tę opisali zarówno Machejek, jak i Wałach. Ta historia to żywe wcielenie Radia Erewań.”
„…Prawdą jest, iż 12 października, a nie 10 grudnia powieszona zostaje na słupie telegraficznym Helena Luberda. Uczynił to Jan Goleniowski „Lech”, opłacony przez skłóconą z Luberdą rodzinę. Nie była kolaborantką, a kartka z napisem „Błyskawica” jak pisał Wałach przypięta była bezpodstawnie i bezprawnie. Za ten czyn „Lech” został z polecenia „Ognia” zlikwidowany wczesną wiosną 1946 r.„
Przypis w książce: „Mieszkająca w okolicy Cecylia Sowińska zeznała: Powiesili ją Jan Goleniowskiego ”Lech” i Jan Lenart ”Świerk”, którzy uczynili to na skutek donosu ze wsi. Bez wiedzy ”Ognia”. I obaj zostali zlikwidowani za bandytyzm uprawiany na konto „Ognia”. Miała podobno donosić na UB. Ale to był tylko jakiś przekaz, przez zazdrość. Miała to powiedzieć Antośka Byrdak, bo wcześniej mąż powieszonej miał chodzić do niej, ale się z nią nie ożenił. On tam chodził po wódkę, bo stale handlowała. Po śmierci [Heleny] mąż nadal chodził do Antośki. Czyli to zwykła kobieca zemsta była„1.
Zdarzenie to nie miało miejsca 10 grudnia, a 12 października, nie w Waksmundzie, a w Ostrowsku, zaś ofiara nie nazywała się Katarzyna Kościelna, a Helena Luberda. Co więcej – ”Ogień” nie miał z tym nic wspólnego. Ja tylko to skomentuję, że Goleniowskiego i Lenarta za ten mord ”Ogień” rozstrzelał…”.
Nie jest prawdę, że „Ogień” za ten czyn kogokolwiek rozstrzelał. Prawie wszystkie informacje podawane przez Derenia mijają się z prawdą i są manipulacją2.
Czy autor powyższych tego opisu B. Dereń ponosi odpowiedzialność za podawanie nieprawdy? Żadnej – a powinien.
Gdyby polskie Sądy zasądzały poważne kwoty za zniesławianie i podawanie do publicznej wiadomości niesprawdzonych informacji, to takie sytuacje pojawiałyby się sporadycznie.
Niestety procesy o oczernianie czy pomawianie trwają latami, a zasądzone kwoty nie pokrywają kosztów uczestnictwa w procesie. Niestety „publicyści” wiedząc o tym, niczym nie ryzykując, wtłaczają społeczeństwu „swoje prawdy”.
Opracowanie Derenia to ciągłe insynuacje w stosunku do ludzi o innych zapatrywaniach. Opracowanie, napisane na zamówienie, nie pozostawia suchej nitki na kimś, kto o „Ogniu” powiedziałby cokolwiek niepasującego do pospiesznie tworzonej o nim legendy. Podobnie postępują pracownicy krakowskiego IPN.

Ubowska zasada jest stosowana: oczernić, pomówić – coś się przylepi.
Jak wykazała nasza kwerenda – to bulwersujące morderstwo miało zgoła inny przebieg. Szczególnie przerażające jest to, że w każdej społeczności na świecie kobiety w ciąży są pod specjalną ochroną. Nawet funkcjonariusze UB, likwidując oddział ogniowców w Zakopanem (w Dolinie Chochołowskiej), wszystkich na miejscu zastrzelili, ale będącą w ciąży siostrę żony „Ognia” – Janinę Polaczyk (obecnie Kolasę) pozostawiono przy życiu. To nie do pomyślenia, że ubowcy potrafili się zachować w tym przypadku humanitarnie – po prostu po ludzku – a nie potrafił tego, walczący o niepodległy byt państwa, „Ogień i jego partyzanci.
Umniejszanie roli i ważności opisów dokonanych przez Stanisława Wałacha, a dotyczących działań Józefa Kurasia „Ognia”, jest błędem. Płk Stanisław Wałach3 był, tak jak „Ogień”, członkiem AL, a po wojnie – funkcjonariuszem UB na terenie Nowego Targu. Na podstawie swoich przeżyć, dokumentów archiwalnych, meldunków i relacji TW „S 21” oraz rozmowy z uczestnikami walk w tamtym czasie – napisał książkę „Był w Polsce czas …”. Po 80 latach okazuje się, że jeśli odłoży się na bok jego ideologiczne rozważania, to większość podawanych przez niego opisów zdarzeń pokrywa się z tym, co mówią ich świadkowie.
Stefania Kruk4, wówczas zakochana i wiernie podążająca za „Ogniem”, opowiadała o tym zdarzeniu5.
Oto fragment tej książki:
„…W czasie jednej z licznych libacji na cześć watażki w Ostrowsku, w domu jego szwagra, poderwał nagle „Ogień” swoje towarzystwo.
– Zaczekaj tu „Wanda”. Wrócimy za pół godziny – powiedział szybko i wybiegł na dwór.
Patrzała przez okno na niknącą wśród śnieżnych zasp wyniosłą postać górala. Za kwadrans przybiegł zdyszany któryś z jego przybocznych.
– Masz „Wanda”, agrafkę?
– Na cóż ci agrafka, co znowu będziesz spinał?
– Porucznik /MZ Ogień/ mnie przysłał. Dawaj zaraz.
Odpięła od swetra agrafkę i podała czekającemu. Wybiegł natychmiast. Po dziesięciu minutach wrócili wszyscy.
– „Wanda” […] wódki […] Lej, nie żałuj – krzyknął „Ogień” i rozsiadł się na ławie. Nalała pełną szklankę, wypił, zagryzł kiełbasą.
– Po co ci była potrzebna agrafka? – zapytała.
– Jakeś ciekawa, to idź i popatrz. Wisi tu, niedaleko – powiedział ze spokojem, ale oczy błyszczały mu jak u rozjuszonego zwierza.
– Co zrobiłeś? – spytała ze strachem.
– Idź i popatrz.
Narzuciła płaszcz, pchnęła drzwi i wybiegła na drogę. Szła pospiesznie przez wieś. Musi sprawdzić, bo jeżeli to morderstwo, to trzeba zawczasu uciekać. Lekkomyślnością byłoby zostać, a w góry iść nie miała najmniejszego zamiaru, nawet dla „Ognia”. Podniosła głowę, spojrzała wyżej. Dwadzieścia pięć metrów przed nią, obok drogi na słupie telegraficznym wisiała kobieta. Pod „Wandą” ugięły się nogi. Powieszona była w ciąży. Do kaftana miała przypiętą kartkę. Wyrok za współpracę z Niemcami.
Tak opisał Wałach powieszenie Heleny Luberdy w Ostrowsku. Ten oficer UB walczył z „Ogniem” i jeszcze po latach robił wszystko, aby go zniesławić. Nie stronił od pomówienia, od świadomego mijania się z prawdą, a czynił to w sposób odrażający.
Tę opowieść Wałacha powtórzył Adam Palmrich „Orwid”, cytowany wyżej Aleksander Batkiewicz, powtarza ją też wielu innych. „Orwid”, były dowódca placówki AK „Żuraw” w Zakopanem, niemieszkający na Podhalu po wojnie pisał, iż razem z Władysławem Zegardowiczem „Kukułką” przeprowadzili dochodzenia w tej sprawie. Stwierdzili, że 10 grudnia 1945 roku została powieszona przez „Ognia” Helena Luberda – Kościelny z domu Głodek, będąca w siódmym miesiącu ciąży. Przed powieszeniem Luberda miała być torturowana i przetrącono jej kręgosłup. Pisał też, że czworo mieszkańców Ostrowska miało potwierdzić, iż była to pomyłka, bo miano powiesić inną kobietę za kolaborację z Niemcami. Obok opisu tej sprawy cytował, chyba dla zrobienia większego wrażenia na czytelniku, notatki „Ognia”:
10 grudnia. Sowińska. Nowy Targ, PPR, śmierć. Buła, Krościenko, śmierć. Katarzyna, Waksmund, śmierć. Podejrzana. Brzuch jak stołek. Dwojaczki? Ludzie jak ślimaki. Lepiej niech zginie niewinny, a obóz nie może być zdradzony. Sumienie wolność. Nie dałem się sumieniu. Katarzyna na słupie telegraficznym. „lew” nie chciał wykonać. Kulka. Baba spotkał mnie na ulicy. Kaś mojego Jaśka zabił? Będziesz się żeniła drugi raz…”
Tyle o tym zdarzeniu napisał B. Dereń.
Dr. M. Korkuć podczas zeznań w Sądzie (dnia 27 marca 2026 r.) w sprawie o odszkodowanie, w wysokości 14 milionów, dla syna „Ognia” Zbigniewa zeznał: … „na samym początku badałem tę sprawę i nie odnalazłem żadnych dowodów na to, że powieszona była konfidentką niemiecką. Jeśli nie ma odnotowanego tego zdarzenia w notatniku, to po prostu go nie było”.
Szczególnie bulwersujące jest to, że w zależności od sytuacji – dr M. Korkuć w jednych opracowaniach i wypowiedziach podważa autentyczność „Dzienników „Ognia” (których jak twierdzi, było kilka), a w innych powołuje się na treści w nim zawarte.
Żołnierze Armii Krajowej ustalili, że Helena Luberda została przed śmiercią pobita i przetrącono jej kręgosłup – ten fakt potwierdził odnaleziony przez nas bezpośredni świadek tych zdarzeń – Roman Niemiec6.
Nie do przyjęcia jest bagatelizowanie tego zdarzenia przez sympatyków „Ognia”. Jeśli w trakcie badań ustalono, że Helena Luberda ani nie była konfidentem niemieckim, ani ubowskim – to jedynym powodem zamordowania jej i jej nienarodzonego dziecka było nazwanie przez nią „Ognia” bandytą!
Czy to jest powód do pozbawienia kogokolwiek życia? Jak można usprawiedliwiać taką zbrodnię? Czy to nie trąci hipokryzją, gdy jako naród oburzamy się na barbarzyństwo Niemców, UPA, Sowietów a akceptujemy i tolerujemy nieludzkie postępowanie „nadPolaków” takich jak „Ogień” i inni…
Następny paradoks to postępowanie księży. Wielu z nich, kiedy chodzi o „Ognia”, zapomina o podstawowych prawach chrześcijan. Ochrona życia poczętego w Polsce to zagadnienie prawne i etyczne, opierające się na konstytucyjnym prawie do życia (art. 38 Konstytucji RP) oraz ustawie z 1993 r., chroniącej życie w fazie prenatalnej. Prawodawstwo (art. 152-153 k.k.) uznaje płód za przedmiot ochrony. Czy więc powieszenie kobiety w 8 miesiącu ciąży to nie podwójne morderstwo? Gloryfikujący postępowanie „Ognia” księża Majchrzak, Łukaszczyk, Zązel i inni, są przeciwni aborcji, a akceptują powieszanie przez nich kobiety w wysokiej ciąży.
Zobacz również:
Próby wybielania zbrodni na Helenie Luberdzie
Zdrada, NKWD i terror. Jak „Ogień” zwalczał Armię Krajową i terroryzował Podhale
Przypisy:
- Zb. BD. J. Kuraś, rel. Zb.KG C. Sowińska, relacja nagrania na taśmie magnetofonowej przez Kazimierza Garbacza 11 listopada 1998 r. i udostępnienie autorowi. ↩︎
- Marek Zapała, Zamordowanie Heleny Luberdy przez oddział „Ognia”, Józef Kuraś „Ogień”: fakty przeciw mitom IPN, https://jozefkuras-ogien.plzamordowanie-heleny-luberdy-przez-oddzial-ognia/ [Dostęp: 08.05.2026] ↩︎
- S. Wałach, Byt w Polsce czas…, Kraków 1971, s. 158-159. ↩︎
- Kochanka i informatorka „Ognia”. Miała jego pełne zaufanie, a po jego śmierci zaufanie Wiarusów. Po aresztowaniu jej syna – Zbigniewa, podpisała współpracę z UB. W aktach znajdują się jej notatki i sporządzone doniesienia agenturalne pod pseudonimami „Wanda” i „J – 21”, które są rzeczowe. Przyczyniła się do aresztowania zarówno Potrzaska, jak i „Ognia”. ↩︎
- Fragment książki S. Wałach, Byt w Polsce czas…, Kraków 1971 r. Wznowienie 2014 r, s,288 ↩︎
- Nagranie video – Archiwum Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. ↩︎