Jak z bandyty zrobić bohatera. Propaganda IPN i film Grzegorza Królikiewicza

Już w 2000 roku krakowski IPN zaplanował proces kreowania Józefa Kurasia na narodowego bohatera, czego bezpośrednim efektem był propagandowy film „A potem nazwali go bandytą”. Poznaj kulisy ustaleń między ówczesną dyrekcją instytutu a twórcami tej kontrowersyjnej produkcji. Znajdziesz tu merytoryczną krytykę filmu i stanowczą demaskację narracji IPN, którą przygotował Marek Zapała.

Ja, Marek Zapała, jako Prezes NŚZŻ AK w Krakowie – nigdy nie odniósłbym się do okoliczności powstania filmu „A potem nazwali go bandytą”, gdyby nie proces o odszkodowanie (w wysokości 14 milionów) dla syna „Ognia” Zbigniewa Kurasia oraz wywiad reżysera Grzegorza Królikiewicza „PIWNICA DUCHOWA 26 stycznia 2016 r.”, który rozpoczyna sentencja Georga Bernarda Shaw:

Piwnica Duchowa

Rozum głupca przetwarza: – filozofię w szaleństwo, – naukę w zabobon, – a sztukę w zarozumiałą pedanterię”1 „Polacy z historii uczynili obłęd …”  

Nie wiem, dlaczego ludzie, manipulując – pomawiają innych o manipulację.

W trakcie konsultacji przeprowadzonych podczas tworzenia w/w filmu fabularnego w 2001 roku (z uwagi na szereg manipulacji, półprawd – nie jest to film dokumentalny) – dyrektor krakowskiego IPN Janusz Kurtyka2 oraz reżyser Grzegorz Królikiewicz ustalili cel, który należy osiągnąć dzięki tworzonemu dziłu: nie pozwolić zamydlić całą sprawę bohatera „Ognia” – 0:46: Wywiad z reżyserem G. Królikiewiczem „Piwnica duchowa” kulisy powstania filmu.

Reżyser Grzegorz Królikiewicz prezentujący bez ogródek ustalenia budowania legendy „Ognia”. Zdjęcie z reportażu „Piwnica Duchowa”
Reżyser Grzegorz Królikiewicz prezentujący bez ogródek ustalenia budowania legendy „Ognia”. Zdjęcie z reportażu „Piwnica Duchowa"

Teraz gdy rozumiem powód powstania tego filmu, zmuszony jestem do odniesienia się do poruszonych w nim kwestii i przybliżyć zawiłości tego zagadnienia oraz wyjaśnić, na czym polega manipulacja nadzorowanego przez pracowników IPN reżysera.

Reżyser Grzegorz Królikiewicz
W PRL – bohaterem wskazywanym młodzieży za przykład był Kostka Napierski, który… okazał się szwedzkim szpiegiem.  Mam nadzieję, że nie popełnimy podobnego błędu…    
Mój punkt widzenia wynika z kilku zapomnianych artykułów, które potwierdzają stanowisko twórców legendy „Ognia”, że jeżeli cokolwiek wskazuje na ciemną stronę działalności Józefa Kurasia, to zdaniem IPN i sprzyjających mu ludzi – jest to zabieg propagandy komunistycznej…
Przypominam wszystkim, że propaganda, jaką stosował Gebels polegała na ciągłym podawaniu społeczeństwu niemieckiemu informacji potwierdzającej mityczne, wręcz boskie znaczenie działań „jedynego przywódcy Wolnych Niemiec Adolfa Hitlera”.

Coraz bardziej nachodzą mnie wątpliwości: czy są jakiekolwiek różnice w metodach działania tych dwóch jakże różnych a jakże podobnych ośrodkach informacji?

Artykuł o Królikiewiczu

Reżyser filmu został przedstawiony „żołnierzowi AK” Franciszkowi Hreśce, który przez całe życie konfabulował i posądzany był o działalność w licznych bandach złodziejskich zarówno podczas wojny z Niemcami jak i po wojnie. Ludzie byli zbulwersowani działaniami F. Hreśki, który nagle uaktywnił się po 1990r., jako patriota. Pisano do Związku AK listy o jego współpracy z bandą Frajbilików w Szaflarach. 

Sąd odmówił Franciszkowi Hreśce wypłaty odszkodowania uzasadniając decyzję faktem, że jego aresztowania związane były z kryminalnymi działaniami, a nie walką o niepodległy byt państwa.

W środowisku powojennych działaczy – „ogniowców” – podszywająch się pod AK (wymienić tu należy Tadeusza Figusa, Eugieniusza Konstantego, Franciszka Oremusa, Jerzego Widejkę, Jana Bachledę) – to właśnie Franciszek Hreśko odgrywał znacząca rolę w hołdowaniu działalności Kurasia, którego sam nie znał. To ta klika oszustów wystarała się o fałszywe dyplomy potwierdzające nadanie „Ogniowi” stopienia generała, order Virtuti Militari, stopień majora i na podstawie fałszywych informacji zainstalowała w kilku kościołach tablice upamiętniające go.

Franciszek Hreśko - grób

Komisja Weryfikacyjna w Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Nowym Targu odmówiła przyjęcia go do związku z uwagi na nie udokumentowaną i nie potwierdzoną służbę w AK  – mimo tego na swoim nagrobku polecił swojej rodzinie napisać na tablicy – „walka w AK.”

Nie orientujący się w całej sytuacji reżyser Królikiewicz „kupił kit”, jaki sprzedali mu ogniowcy i przedstawionego Hreśkę uważał za bohatera. Jednocześnie nie darzył sympatią rzeczywistych Akowców, o których tyle złego się nasłuchał. Stanowisko to poparł budujący mit M. Korkuć, dla którego wspomnienia i wiedza Akowców była i jest zagrożeniem. Dlatego takie jest, a nie inne spojrzenie „grzebiącego w sąsiekach” reżysera.

Tygodnik "Nasze Strony"
Pismo do dyrektora TVP w Łodzi

Przypisy:

  1. Reżyser nigdy nie poznał prawdy o kryminalnych dokonaniach „Ognia” i dlatego mógł bez końca filozofować i fantazjować. ↩︎
  2. Zastanawiający jest diametralny zwrot postrzegania roli J. Kurasia „Ognia” przez Janusza Kurtykę, który w 1995 r. jako redaktor naczelny „Zeszytów Historycznych WiN-u” wydał opracowanie profesora UJ Tomasza Biedronia „Konflikt „Ognia” z Armią Krajowa w świetle dokumentów 1.Pułku Strzelców Podhalańskich”. Opracowanie to jest kompleksowe i negatywnie ocenia działalność „Ognia”. Już wówczas M. Korkuć gromadził materiały do wydanej w 2002 r. książki Niepodległościowe oddziały …”, która jest całkowitym zaprzeczeniem w/w naukowego opracowania. Moim zdaniem punkt widzenia historii działalności „Ognia” prezentowany przez Macieja Korkucia został zaakceptowany przez jego zwierzchników A. Przewoźnika, R. Terleckiego i J. Kurtykę. Chęć zrobienia szybkiej kariery naukowej przez pracowników krakowskiego IPN, przyczyniła się do powstania wielu często nierzetelnych opracowań, dotyczących działalności oddziałów niepodległościowych. Są one niejako uzupełnieniem prac – twórczości dr. M. Korkucia. Żołnierze 1 PSP AK znający zagadnienie z autopsji zostali przez IPN zignorowani a ich dokonania pominięte lub uwarunkowane działaniem „Ognia”. ↩︎