Przekłamania w filmie o „Ogniu”. Kwestia mordu na Żydach w Nowym Targu

W kwietniu 1946 roku w Nowym Targu oddział „Ognia” dokonał egzekucji na pięciu Żydach uciekających do Palestyny. Jak to tragiczne wydarzenie przedstawiono w filmie „A potem nazwali go bandytą”? Zestawiam fakty ustalone przez historyków i środowisko AK z kłamliwą narracją byłych partyzantów Kurasia. Pokazuję, w jaki sposób twórcy filmu zafałszowali historię, by wybielić wizerunek „Ognia”.

Na początku filmu reżyser przedstawia kulisy zamordowania pięciu niewinnych cywilów pochodzenia żydowskiego. Doszło do tego 20 kwietnia 1946 r., w Wielką Sobotę, w Nowym Targu na ulicy Waksmundzkiej. Ofiary chciały uciec przez zieloną granicę do Palestyny — przed grożącym im śmiercią „Ogniem”.

Co ustalili historycy

Morderstwo to zostało dogłębnie wyjaśnione na podstawie zachowanych dokumentów oraz relacji świadków. Zbadali je pracownicy naukowi — dr Karolina Panz i dr hab. Julian Kwiek — oraz badacze historii Podhala pochodzący z rodzin żołnierzy AK: Tadeusz Morawa i Marek Zapała. Kulisy tej zbrodni opisałem szczegółowo w osobnym tekście — tutaj zajmuję się wyłącznie tym, co zrobił z nią film.

Ustalono, że zbrodnia była zaplanowana. Przeprowadził ją 20 kwietnia 1946 r. między godziną 10 a 11 oddział „Ognia” liczący około 20 ludzi. Na ulicy Waksmundzkiej partyzanci zatrzymali samochód wiozący uciekających Żydów. Po ich rozpoznaniu „Ogień” rozkazał im zejść z samochodu i położyć się na poboczu drogi, jeden koło drugiego, twarzą do ziemi, w kierunku Rynku. Następnie osobiście dokonał egzekucji strzałem w tył głowy1.

Świadkiem tych wydarzeń był Władysław Mroszczak, mąż Marii Mroszczak. Słyszał kilka pojedynczych strzałów, a następnie naszedł na leżące na ziemi ciała ofiar. Wspominał, że nie było żadnej strzelaniny. Przerażeni i zdezorientowani ludzie pochowali się w domach. Samochód, którym Żydzi wieźli dobytek życia, oraz zwłoki przeszukano i okradziono.

Jednak po latach „ogniowego szaleństwa” okazało się, że ogniowcy wprowadzili w błąd konsultantów. Konsultanci wprowadzili w błąd reżysera, a reżyser — widza. Jedno wielkie kłamstwo.

Żaden z prezentowanych w filmie ogniowców nie był świadkiem tych wydarzeń. Ich zeznania to bezmyślne powtarzanie plotek. To budowanie narracji, która ma wytłumaczyć i usprawiedliwić fakt zamordowania i ograbienia ofiar. Każdy z wypowiadających się ogniowców podaje inne okoliczności i inną liczbę osób biorących udział w zajściu.

Jak to jest prezentowane w filmie?

Wypowiedzi „świadków”

W filmie dokumentalnym „A potem nazwali go bandytą” w reżyserii Grzegorza Królikiewicza przedstawieni partyzanci „Ognia” podają inne okoliczności i powody zamordowania w Nowym Targu pięciu Żydów chcących wyjechać do Palestyny.

Poniżej odtwarzam po kolei wypowiedzi występujących w filmie świadków. Cyframi oznaczono czas poszczególnych wypowiedzi.

Leszek Wasylkowski

Żołnierz AK i WiN Leszek Wasylkowski, prezes Koła ŚZŻ AK w Nowym Targu 23:13 — poszedł do lasu i twierdził, że walczy o Polskę bez komuny, przecież gdyby walczył o Polskę bez komuny, to by nie mordował chłopów, nie mordował by Żydów, którzy uciekali z Polski do Izraela

Ogniowiec Z. Paliwoda „Jur” 23:33 — pytam się ilu Żydów zostało zamordowanych przez „Ognia”?

Świadek M. Mroszczak 23:35 — My widzieli jak Żydów obrabowali, tych pięciu, co tam postrzelali (pokazuje do tyłu, w stronę Nowego Targu) na zakryntach

Ogniowiec Z. Paliwoda „Jur” 23:40 — Grupa ogniowców idzie do Nowego Targu i spotyka jakąś grupę — jest ciemno

Ogniowiec K. Paulo „Skała” 23:47 — Oni nie wiedzieli kto to jedzie, nikt nie wie, pod plandeką — takie tam

Ogniowiec Z. Paliwoda „Jur” 23:49 — wołają stój, kto idzie?

Ogniowiec Stanisław Sulka „Nosek” 23:50 — wyszedł panie gościu z auta i od razu zaczął strzelać

Ogniowiec K. Paulo „Skała” 23:56 — Posypała się seria z automatu z tego samochodu

Ogniowiec Z. Paliwoda „Jur” 24:00 — Ogniowiec zostaje zabity

Ogniowiec K. Paulo „Skała” 24:02 — okazało się, że to kilku Żydów i kilku funkcjonariuszy UB

Świadek M. Mroszczak 24:08 — a tam wieźli dobytek całego życia, jechali na Węgry te Żydy

Ogniowiec Z. Paliwoda „Jur” 24:14 — użyli od razu broni — efekt tego, no wszyscy zostali rostrzelani

Ogniowiec Stanisław Sulka „Nosek” 24:20 — nasi się nie pytali, zacyliście to mocie i… spokój

24:22 — na ekranie widnieje napis TVP Historia:

Ilu Żydów trzeba zamordować, by zostać bohaterem narodowym?

PREZYDIUM ZARZĄDU GŁÓWNEGO STOWARZYSZENIA ŻYDÓW KOMBATANTÓW I POSZKODOWANYCH W II WOJNIE ŚWIATOWEJ, Warszawa, 28 czerwca 1996 r.

Świadek M. Mroszczak 24:25 — mój mąż szedł z miasta to widzioł jak ci jeszcze nogami ruszali, buty pościągali z nich, nieśli tak se na ramieniu

Ogniowiec Z. Paliwoda „Jur” 24:36 — jeżeli zginął Żyd to nie dla tego, że był Żydem, tylko, że był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa i walczył i w walce zginął, w walce

Ogniowiec K. Paulo „Skała” 24:46 — ale wiadomo było kto był w tym czasie, kto rządził

Pozorna rzetelność zestawienia

Powyższe zestawienie sprawia na niezorientowanym widzu wrażenie rzetelnego. Przedstawia bowiem wypowiedzi dwóch przeciwstawnych sobie grup świadków.

Z jednej strony świadkami są byli partyzanci „Ognia”. Zmobilizowali ich i przedstawili reżyserowi konsultanci filmu: Kazimierz Garbacz, mieszkaniec Waksmundu, oraz Maciej Korkuć z krakowskiego IPN — fanatycy i twórcy mitu „Ognia”.

Z drugiej strony reżyser jako świadków przedstawia żołnierzy AK oraz Marię Mroszczak. Była ona siostrzenicą Rozalii Waksmundzkiej, postrzelonej przez „Ognia” i podejrzewanej przez ogniowców o donosy do UB oraz zdradę Jana Srala „Potrzaska”.

Widzowi nieznającemu tej historii trudno nie uznać tak zaprezentowanych wypowiedzi partyzantów „Ognia” za wiarygodne. Równie trudno uwierzyć, że prawdziwe i rzeczowe jest zeznanie Marii Mroszczak — wówczas 13-letniej dziewczynki, pochodzącej z domu rzekomych „donosicieli”.

Kłamliwa opowieść „Jura”

Kulisy tej zbrodni są już ustalone. Mimo to ogniowiec Zbigniew Paliwoda „Jur” ma własną opowieść i zeznaje przed kamerami:

Zbigniew Paliwoda „Jur”

23:33 — pytam się ilu Żydów zostało zamordowanych przez „Ognia”?

23:40 — Grupa ogniowców idzie do Nowego Targu i spotyka jakąś grupę — jest ciemno, wołają stój, kto idzie?

24:00 — Ogniowiec zostaje zabity

24:14 — użyli od razu broni — efekt tego, no wszyscy zostali rozstrzelani

24:36 — jeżeli zginął Żyd to nie dla tego, że był Żydem, tylko, że był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa i walczył i w walce zginął, w walce

Fantazje „Noska” i „Skały”

Do tego dochodzą fantazyjne opowieści kolejnych mitomanów — Stanisława Sulki „Noska” oraz Kazimierza Paulo „Skały”:

Stanisław Sulka „Nosek”
Kazimierz Paulo "Skała"

23:47 — Oni nie wiedzieli kto to jedzie, nikt nie wie, pod plandeką — takie tam

23:56 — Posypała się seria z automatu z tego samochodu

24:02 — okazało się, że to kilku Żydów i kilku funkcjonariuszy UB

24:20 — nasi się nie pytali, zacyliście to mocie i… spokój

Same sprzeczności z faktami. Zgadza się tylko jedno: fakt zamordowania pięciu niewinnych cywilów.

Jakie są przyczyny takich zachowań?

Ogniowcy w latach 90. poczuli „krew niepodległości”. Szybko zorientowali się, że odpowiednia narracja o walce „Ognia” może przynieść im chwałę i odszkodowania. Dlatego włączyli do swoich opowieści czynnik patriotyczny — nieodzowny do uznania ich działań za walkę o niepodległość Polski.

Kryminalne przestępstwa, których się dopuścili, zupełnie pomijali, albo — poprzez plotki i pomówienia — obwiniali o nie innych. Z morderców nagle stali się bohaterami. Pamięć o „Ogniu” zrównano z pamięcią o walce o niepodległy byt państwa polskiego, dlatego nie ustawali w propagandzie.

Dzięki polityce historycznej dr. M. Korkucia z IPN zmieniło się postrzeganie ich działań przez polskie społeczeństwo. Mówiono wyłącznie o likwidowaniu funkcjonariuszy zaangażowanych w tworzenie i promowanie komunizmu. Zupełnie pomijano i ukrywano morderstwa osób cywilnych, napady, gwałty i kontrybucje, jakich dokonał „Ogień” i jego oddział. W mediach istniał wówczas tylko jeden przekaz: bohater „Ogień” to ten, który miał odwagę sprzeciwić się komunistom i tępić Żydów, funkcjonariuszy UB oraz członków PPR.

Mieszkańcy Podhala oraz żołnierze AK nie dali się jednak nabrać na tę tanią propagandę. Znali działania ogniowców z autopsji. Dystans mieli do nich już od czasu wojny z Niemcami, gdyż tamci trudnili się bandytyzmem.

Przyjrzyjmy się manipulacjom zastosowanym w filmie

Że żadnego morderstwa nie było, bo to zaatakowani ogniowcy się bronili: 23:50 wyszedł panie gościu z auta i od razu zaczął strzelaćużyli od razu broni — efekt tego, no wszyscy zostali rozstrzelanizacyliście /Żydzi/ to mocie i… spokój.

Że szli grupą, było ciemno i spotkali grupę Żydów. Wypowiedź „Jura” zupełnie przeczy faktom — zeznaniom świadków i zeznaniom innych ogniowców. Według historyków i naszych ustaleń wydarzenia miały miejsce przed południem. Żydzi poruszali się wynajętym samochodem ciężarowym i siedzieli za kierowcą, na tzw. pace pod plandeką.

Że jeśli zginął Żyd, to dlatego, że był funkcjonariuszem UB i zginął w walce. To typowy sposób konfabulowania ogniowców i reżysera — i trafia on do widza. Oglądający zapamiętują, że to ogniowcy zostali zaatakowani przez UB i byli zmuszeni się bronić.

Że gdyby Żydzi nie zaczęli strzelać, nic by się nie wydarzyło. To usprawiedliwienie neutralizuje prawdziwe, kryminalne powody zabójstwa: antysemityzm oraz ograbienie zwłok z butów, odzieży, pieniędzy, kosztowności i dokumentów, które ofiary wiozły.

Przytoczony w filmie, wycięty fragment wypowiedzi świadka Marii Mroszczak koncentruje widza na ograbieniu ciał z butów, których wówczas brakowało. Pomija jednak fakt, że antysemita „Ogień” i jego ludzie zamordowali tych pięciu Żydów również w celach rabunkowych. To czyn kryminalny — naganny.

Czego reżyser nie pokazał

Morderstwo oraz ograbienie zwłok z pakunków, walizek i kosztowności2 widział Władysław Mroszczak, mąż Marii Mroszczak, ukryty w przydomowym ogródku. Był on sąsiadem brata „Ognia”, Wojciecha Kurasia, u którego przechowywano łupy oraz kontrybucje.

Reżyser posiadał wiedzę od tych samych świadków co my3. Mimo to — działając w porozumieniu ze swoimi dysponentami, doradcami i konsultantami, będącymi zarazem fanatykami dokonań „Ognia” — postanowił fakty te pominąć jako „mało istotne”.

Rzeczywistych świadków i ofiary tych wydarzeń przedstawił jako niewiarygodnych, znających tylko strzępy i fragmenty tej historii.

Grzegorz Królikiewicz twierdził w wywiadzie z 2016 r., że prawdziwej wiedzy szukał w góralskich „sąsiekach”. Najprawdopodobniej wskazywał mu je Kazimierz Garbacz — konsultant filmu wytypowany przez IPN. Garbacz wiedział, co o „Ogniu” myślą akowcy, więc poinformował reżysera o istnieniu środowiska AK, które „samo chce uzyskać poklask i chwałę”. Sugerował, że brak im orientacji w temacie, a przez osobiste porażki od zawsze mają do „Ognia” bezpodstawne uprzedzenia.

Akowcy — z uwagi na krytykę „Ognia” od lat marginalizowani i pomijani przez dr. Korkucia w ustalaniu zdarzeń — mieli złe doświadczenia z mediami. Przeczuwali, że ich opinia o działalności „Ognia” zostanie kolejny raz pominięta. Stąd pismo z dnia 16.04.2002 r.4

Tak też się stało. Dr Korkuć i reżyser zaczęli podważać rolę, jaką na Podhalu odegrali żołnierze AK — a tym samym dobre imię Armii Krajowej.

Cel filmu: budowanie legendy „Ognia”

Powstanie tego filmu było działaniem zamierzonym. Realizowało cel ustalony z dyrektorem IPN J. Kurtyką: budowanie legendy bohaterstwa „Ognia”. Kulisy tych ustaleń między dyrekcją krakowskiego IPN a twórcami filmu opisałem osobno.

Nie do przyjęcia jest, aby Żołnierz Wyklęty walczący o Niepodległy Byt Państwa Polskiego zabijał niewinnych Polaków — cywilów pochodzenia żydowskiego czy słowackiego. Dlatego w filmie ciągle przewija się motyw zabijania Żydów jako funkcjonariuszy UB, KBW, milicjantów czy PPR-owców. To bowiem uzyskało społeczną akceptację — rozgrzeszenie. Motyw mordowania niewinnych cywilów film całkowicie bagatelizuje.

W wywiadzie „Piwnica duchowa” reżyser podaje prawdziwe powody przedstawienia ofiar „Ognia” jako niewiarygodnych, zawziętych i wręcz współpracujących z wrogiem zdrajców. Stwierdza, że jakikolwiek pozew sądowy ofiar „Ognia” będzie przeszkodą w budowaniu jego legendy. Mówi, że jako prawnik jest przekonany o „ich” winie, ale nie ma na to dowodów — bo „one” i ich rodziny dowody „te” spaliły lub zniszczyły.

Z jego wypowiedzi wynika, że niejako został zmuszony przez ofiary „Ognia”, które nieustannie zaprzeczały wszelkim oskarżeniom ogniowców, by przedstawić je w taki sposób, aby widz wyciągnął spodziewane wnioski. Dowodem jest deklaracja reżysera: on wie, że kobiety te współpracowały z hitlerowcami i UB, tylko nie ma na to dowodów. Zapomniał, że Maria Mroszczak zd. Sral miała w 1947 r. 13 lat, a podczas wojny z Niemcami — od 6 do 11 lat. Ona też puszczała się z Niemcami i donosiła?

Maria Mroszczak - Świadek przemocy jaką stosował „Ogień”
Maria Mroszczak – świadek przemocy jaką stosował „Ogień”

Wynika z tego, że według reżysera lepiej poświęcić dobre imię nastoletniej Marysi, niż dopuścić do świadomości widza jakąkolwiek wątpliwość co do szlachetności bohaterskiego „Ognia”. Przerażające.

Wiarygodność świadków

O swoich przeżyciach opowiadali uczciwie i konsekwentnie — Rozalia Waksmundzka, Maria Mroszczak, Władysław Mroszczak, Stanisław Garbacz, Zofia Niemiec i inni mieszkańcy Waksmundu. Każde ich zeznanie, nawet oddalone od poprzedniego o kilka lat, jest z nim tożsame. Nie mylili zdarzeń ani dat.

Z kolei żadnego z wypowiadających się w filmie ogniowców przy zamordowaniu nowotarskich Żydów nie było. Ich zeznania są sprzeczne i wzajemnie się wykluczają. Dla reżysera są jednak „wiarygodne” — bo usprawiedliwiają działania morderców, czyli Żołnierzy Wyklętych.

Wielokrotnie podkreślaliśmy, że jesteśmy za ideą Żołnierzy Niezłomnych — Wyklętych. Pod warunkiem, że oddzieli się ziarno od plew.

Fakty: „Ogień” był antysemitą

Fakty są następujące. Józef Kuraś „Ogień” był antysemitą. Poprzez rozrzucane antysemickie ulotki i odezwy ostrzegał mieszkających w Nowym Targu Żydów, że „zginie każdy Żyd, pijawka polskiej krwi”. Pełną dokumentację jego antysemityzmu — z ulotkami i rozkazami — publikuję tutaj.

Ulotka napisana przez Ognia
Ulotka napisana przez Ognia

Mord był zaplanowany

Zamieszany w morderstwo był teść „Ognia”, Bronisław Polaczyk „Dziadek”5. Jeden z zamordowanych, Ludwik Hertz — spadkobierca jednego z najbogatszych Żydów na Podhalu — mieszkał naprzeciw jego kamienicy przy ulicy Sobieskiego w Nowym Targu.

Żydzi bali się „Ognia”. Chcąc ratować życie, musieli wyjechać z Polski. Każdy Polak był przekonany, że dysponowali kosztownościami, które musieli zabrać ze sobą i w razie konieczności spieniężyć. W kamienicy Bronisława Polaczyka zakwaterowali byli ubowcy oraz sekretarz PZPR Władysław Machejek. Mieszkał u niego również młody Żyd, który wraz z zamordowanym Hertzem miał wyjechać do Palestyny.

Polaczyk prawdopodobnie posiadał informacje o rozmieszczeniu i planowanych działaniach funkcjonariuszy UB i MO. Dlatego jego zięć „Ogień” nie obawiał się szybkiej reakcji służb ani obławy. Dobrze uzbrojony oddział nie czuł zagrożenia ze strony słabo uzbrojonych i źle zorganizowanych MO i UB.

Józef Kuraś „Ogień” w styczniu 1945 r. utworzył Milicję Obywatelską z ramienia sowieckiego NKWD. Po kursie UB w Warszawie pracował jako funkcjonariusz MO i UB w Nowym Targu. Dlatego tak dobrze orientował się w stanie organów państwa i w środowisku politycznym. Sowietom taki stan rzeczy odpowiadał. Ich celem było doprowadzenie do tego, by Polacy zaczęli sami na siebie donosić, wzajemnie się podejrzewać i zwalczać.

Żydzi nie byli uzbrojeni i nikt do ogniowców nie strzelał

Ogniowcy dokładnie spenetrowali przestrzeń ładunkową samochodu ciężarowego. Ograbili Żydów z dobytku wiezionego w pakunkach i walizkach. „Dokładnie” zrewidowali zwłoki, ściągnęli z nich buty oraz część odzieży. „Wszędzie fruwały papiery”, a związane za sznurówki buty ogniowcy nieśli przerzucone przez ramiona6.

Zdarzenie miało miejsce 20 kwietnia 1946 r. w godzinach przedpołudniowych. Nagie zwłoki Żydów zabrano z prowizorycznej kostnicy przy rzeźni na ulicy Bereki w Nowym Targu dopiero następnego dnia, rano 21 kwietnia 1946 r.

Brak interwencji UB i MO

Trudno w to uwierzyć, ale to ustaliliśmy: w dzień morderstwa nie było żadnej interwencji funkcjonariuszy UB ani MO.

Prawdopodobnie „Ogień” działał w porozumieniu z milicjantami i ubekami. Tego dnia wszedł bowiem do Nowego Targu z uzbrojonym po zęby oddziałem — ulicą Waksmundzką, za most na Dunajcu, w odległości około 300 metrów od Rynku. Gdy otrzymał informację o wyjeżdżających Żydach, zarządził natychmiastowy odwrót w stronę Waksmundu.

Świadkiem zamordowania pięciu niewinnych mieszkańców Nowego Targu — Polaków pochodzenia żydowskiego — na ulicy Waksmundzkiej był Władysław Mroszczak7.

Szwagierka „Ognia”, Janina Polaczyk „Stokrotka”, zeznała 1 lutego 1947 r. (AIPN Kr, 110/3481, t. 2, k. 122): „O morderstwach, które wykonał szwagier mój »Ogień« mi wiadomo: »Ogień« zamordował koło Nowego Targu 6 Żydów”.

Sprawę zabójstwa pięciu nowotarskich Żydów wyjaśniła dr Karolina Panz w swoich opracowaniach. Wyjaśniają ją także świadkowie występujący w reportażu z cyklu „Wyklęci czy przeklęci” na YouTube — odcinek 4: „Mord Żydów w Nowym Targu”.

Świadkowie grabieży

Świadkami ograbienia Żydów z kosztowności były również Zofia Niemcowa Waksmundzka8 oraz Maria Mroszczak zd. Sral. Opowiedziały, co wówczas widziały — utrwaliliśmy to na taśmach mono.

Kosztowności — m.in. złote pierścionki, perły i zegarki — przyniósł po morderstwie do domu swojej żony ogniowiec Franciszek Drożdż „Szpak”. Schowano je w „białej izbie”, w chustce pod poduszką. Siostra żony „Szpaka”, 13-letnia Julia, chciała zaimponować koleżankom i pochwaliła się tym zawiniątkiem9. Dla dziewczynek mających wówczas 13 i 16 lat, żyjących w biedzie — gdzie z powodu braku opału problemem było rozpalenie ognia w piecu — widok takich kosztowności był szokujący.

Po wielu latach od zdarzenia świadkowie opisują je identycznie i wiarygodnie10.

Skutki terroru „Ognia” dla Podhala

Wojna przedłużyła się o ponad dwa lata. Terrorystyczna działalność „Ognia” w wyimaginowanej „jego Republice” polegała na likwidowaniu jakiejkolwiek inicjatywy społecznej dotyczącej odbudowy zasobów żywieniowych Podhala11. Spowodowało to nasilające się negatywne nastawienie ludności do ogniowców.

Mieszkańcy Waksmundu byli ciągle ograbiani i terroryzowani — najpierw przez Niemców, później przez „Ognia”. Z jego powodu nachodziło ich też UB. W obawie o życie swoje i swoich rodzin zaprzestali jakichkolwiek działań rozwojowych. Doprowadziło to do dużego zubożenia społeczeństwa. Sterroryzowani waksmundzianie mieli dość pasożytniczego działania „Ognia”.

W skrytości buntowali się, ale też obawiali. Wiedzieli, że każdy sprzeciw, odmowa czy krytyka „Ognia” może narazić ich i ich rodziny na represje i śmierć. Zauważali — a nie było to trudne — że rodziny ogniowców radzą sobie finansowo nadzwyczaj dobrze. Wiązali to ze ściąganymi z zamożniejszych Polaków kontrybucjami12 i grabieżami13 oraz z dokonanymi przez nich morderstwami Żydów i Słowaków.

Rozdźwięk między dobrem wspólnym a dobrem ogniowców najlepiej pokazuje dokument wydany dwa dni przed śmiercią „Ognia”: rozkaz z dnia 19.02.1947 r., znaleziony w jego raportówce.

Mniemam, że IPN posiada z tej samej daty również listę 25 osób do zlikwidowania w Waksmundzie oraz listy osób do zlikwidowania w innych wioskach. Chyba że badacze — z przyczyn sobie wiadomych — dokumenty te pominęli, ukryli lub…

Krościenko i antysemickie ulotki

Przebieg masakry w Krościenku i zeznania świadków przedstawiam w osobnym artykule.

Jak pisze Łukasz Łoziński w opracowaniu „Kontrowersje wokół Józefa Kurasia »Ognia« i jego podkomendnych. Narracje historyków oraz mieszkańców Podhala”, znana jest zwłaszcza zbrodnia z Krościenka nad Dunajcem z 2 na 3 maja 1946 roku, kiedy żołnierze Kurasia otworzyli ogień do bezbronnej grupy, która zamierzała wyemigrować z Polski. Zamordowano trzynaście osób, w tym kobiety i dzieci, ponadto zrabowano ich mienie. W wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej Maciej Korkuć stwierdził, że na Kurasia spada odpowiedzialność za czyny podkomendnych, chyba że zostaliby ukarani — a na to nie ma dowodów (przeciwnie, przewodzący sprawcom Jan Batkiewicz »Śmigły« otrzymał jesienią 1946 roku awans na dowódcę 1. kompanii; Korkuć 2010a; por. Golik i Korkuć 2017, 19).

Zbrodnia z Krościenka to najbardziej tragiczne w skutkach, ale nie jedyne takie wystąpienie „Ogniowców”. Wyrazisty antysemityzm ulotek z podpisem „Ognia”, które kolportowano na Podhalu w 1946 roku, może wywoływać przypuszczenia, że ataki na Żydów znajdowały aprobatę u dowództwa… Korkuć przedstawiał odezwy jako wymierzone tylko przeciw Żydom popierającym komunizm, nie przeciw całemu narodowi, bronił więc „wyklętych” przed zarzutami o głoszenie nienawiści na tle etnicznym. „Ulotki podziemia nie zawierały haseł i stwierdzeń, które mogłyby być chociażby zbliżone do głównych haseł niemieckiej propagandy o charakterze rasistowskim” — podkreślał historyk (Korkuć 2015b, 467). W odezwach „Błyskawicy” znajdziemy jednak jawne groźby oraz emblematyczne dla nazistowskiej perswazji przykłady animalizacji (na przykład „psy niewierne”, „pluskwy żydowskie”, „pijawki nienasycone”) oraz etykietowania przez nawiązywanie do chorób zakaźnych — „tyfus plamisty”. Filip Musiał w tekście opublikowanym na łamach „Dziennika Polskiego” stwierdził jednak, że dokonane przez podkomendnych Kurasia morderstwa nie były „przede wszystkim przejawem niechęci” do Żydów, „lecz zawsze z żądzy zysku” (Musiał 2002).

Jeżeli profesor Filip Musiał pisze, że morderstwa Żydów wynikały „zawsze z żądzy zysku” — to w którym miejscu występowała walka „Ognia” o Niepodległy Byt Państwa Polskiego?

Pominięte morderstwa

A co z niewyjaśnionymi, pominiętymi morderstwami cywilów Żydów, dokonanymi przez ogniowców w Białce, Maniowach, Czerwiennem, Waksmundzie, Nowym Targu, Zakopanem, Krakowie i innych miejscowościach?

Rozkaz z 19 lutego 1947 r.

W dokumencie znalezionym w raportówce „Ognia”, prezentowanym w załączniku nr 1 z dnia 19 II 1947 r., „Ogień” przekazuje Powichrowi rozkazy dla dowódcy 2. kompanii: 8. Łoś Marii (Kulawa) Białka 100 000 zł. Konfiskata mienia — współpraca z Żydami.

Podsumowanie

Jakie są szanse na prawdę, skoro od momentu odzyskania wolności aparat państwa — kierując się wizją historyków przekonanych o sensie tworzenia legendy — wszystkie swoje działania podporządkowuje jednemu celowi: stworzeniu legendy bohaterskiego Józefa Kurasia „Ognia”? Działania te są niejednokrotnie zaprzeczeniem prawdy.

Dziś jesteśmy bogatsi o wiedzę, którą dostarczył nam sam reżyser Grzegorz Królikiewicz w wywiadzie z 2016 r. Z jego wypowiedzi wiemy, jaki cel postawili sobie twórcy i konsultanci tego filmu. W takiej sytuacji nie postrzegamy tego filmu jako dokumentalnego.

Charakterystyczne dla ogniowców było to, że po każdym mordzie wprowadzali społeczność w błąd. Siali plotki i pomówienia: donosił i już nie będzie; współpracował z gestapo albo z UB; był Żydem; doniósł; oni zaczęli; oni pierwsi strzelali do nas; chcieli nas otruć. To samo zrobiono i tym razem.

Do dzisiaj nie przeprowadzono rzetelnej naukowej kwerendy dotyczącej wojennej i powojennej działalności Józefa Kurasia „Ognia” i jego oddziału.

Przypisy:

  1. Zeznania biorących udział w tym morderstwie Franciszka Drożdża „Szpaka” oraz Stanisława Ludzi „Harnasia”, którzy potwierdzili, że J. Kuraś „Ogień” sam dokonał egzekucji uciekających Żydów. ↩︎
  2. Zeznanie wideo świadka Władysława Mroszczaka, Zofii Niemcowej, Marii Mroszczak, Rozalii Waksmundzkiej. ↩︎
  3. Rozalii Waksmundzkiej, Marii Mroszczak, Władysława Mroszczaka. ↩︎
  4. Pismo ŚZŻ AK do Dyrektora TVP SA, oddział w Łodzi. ↩︎
  5. Następnego dnia po morderstwie, 21 kwietnia 1946 r., odbył się ślub „Ognia” w Ostrowsku. Na wesele zapraszał butnie wszystkich — ubowców też. Wiedział, jakimi siłami dysponują UB i MO, i wiedział, że nie są w stanie nic mu zrobić. Wesele trwało kilka dni. W drugim dniu wesela, tj. 22 kwietnia 1946 r., „Ogień” zastrzelił swojego kamrata Jana Goleniowskiego „Lwa” za to, że ten zarzucił mu złe kierowanie bandą — informację tę podaje w zeznaniach żona Goleniowskiego. (Dr M. Korkuć pisze, że „Ogień” był sprawiedliwy i zaraz po powieszeniu będącej w 8. miesiącu ciąży Heleny Luberdowej zlikwidował w 1946 r. winnego tego czynu Goleniowskiego „Lwa”. To nieudana próba usprawiedliwiania haniebnego czynu i kłamstwo — Helena Luberdowa została powieszona 12.10.1945 r., a nie w 1946 r.) Na weselu zabity został również dezerter z UB Jan Wacławik, który wcześniej wypuścił z więzienia żonę „Ognia”, Czesławę Polaczyk, w której się podkochiwał. W dzień wesela ogniowcy okradli z produktów spożywczych i wódki właściciela sklepu „u Niemca” w Ostrowsku, Władysława Niemca. Protestujący został dotkliwie pobity i wkrótce zmarł w wyniku obrażeń. ↩︎
  6. Zeznania Władysława i Marii Mroszczaków oraz Rozalii Waksmundzkiej, późniejszej żony wozaka „Ognia” Władysława Waksmundzkiego. ↩︎
  7. Nagranie wideo z Władysławem Mroszczakiem, którego dom sąsiadował z domem brata „Ognia”, Wojciecha. ↩︎
  8. Nagranie audio dokonane w domu Wioli i Edwarda Waksmundzkich. ↩︎
  9. Julia żyje w Nowym Targu. ↩︎
  10. Posiadamy kilka nagranych zeznań Marii Mroszczak i Rozalii Waksmundzkiej. Pomimo upływu czasu i różnych okoliczności nagrań zeznania są tożsame i pokrywają się. ↩︎
  11. „Ogień” likwidował liderów powstających spółdzielni, którzy chcieli odtworzyć zasiew zbóż oraz populację bydła i trzody chlewnej — np. w Krościenku ogniowcy zamordowali z tego powodu kilka osób. ↩︎
  12. W domu Stanisława Drożdża „Przybłędy”, brata „Szpaka”, w Waksmundzie odbierane były kontrybucje nakładane przez „Ognia” oraz gromadzone artykuły spożywcze dla oddziału, które przewoził on do oddziału. ↩︎
  13. Przy nagraniu obecne były dzieci i wnuki pani Zofii Niemiec Waksmundzkiej, jak i inni mieszkańcy Waksmundu, którzy w każdej chwili mogą potwierdzić prawdziwość tych zeznań. ↩︎