Rozkaz rozwiązania oddziałów 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej wszedł w życie 18 stycznia 1945 roku. Dwa tygodnie później, 2 lutego, na Podhalu ruszyła fala aresztowań. Tego samego dnia NKWD zabrało z domów co najmniej dwóch żołnierzy pułku: Franciszka Kietę „Limbę” z Buflaka i Władysława Zagardowicza „Kukułkę” z nowotarskiego Kowańca. Obaj trafili do tego samego łagru na Uralu.
Historia „Kukułki” ma jednak element, którego nie ma żadna inna znana nam relacja z tamtych aresztowań. Rok wcześniej Zagardowicz otrzymał w konspiracji rozkaz zlikwidowania Józefa Kurasia „Ognia”. Rozkazu nie wykonał i darował Kurasiowi życie. Do końca swoich dni uważał, że to była najgorsza decyzja, jaką podjął.
Publikujemy komplet dokumentów dotyczących jego sprawy: oświadczenie własne z 1990 roku, zaświadczenie Światowego Związku Żołnierzy AK z 1991 roku, oświadczenia dwóch świadków: współwięźnia z łagru i byłego zastępcy dowódcy pułku, oraz zapis wywiadu prasowego, którego udzielił pod koniec życia.
Kim był Władysław Zagardowicz „Kukułka”
Urodził się 9 sierpnia 1923 roku na Kowańcu w Nowym Targu, jako syn Andrzeja i Antoniny. Zmarł w tym samym miejscu 7 października 2003 roku.

Mając 19 lat zaczął pracować na poczcie w Nowym Targu i tam zetknął się z konspiracją. Pierwszym zadaniem, jakie otrzymał, było wykradanie listów adresowanych do gestapo i policji niemieckiej.
W listopadzie 1942 roku został zaprzysiężony przez por. Władysława Szczypkę „Lecha”, dowódcę jednego z pierwszych oddziałów partyzanckich na Podhalu. Przysięgę składał na polanie Sralówki pod Turbaczem. Po latach wspominał, że dla partyzantów szczególnie cenna była jego znajomość z rusznikarzem w Nowym Targu – za jego pośrednictwem oddziały przekazywały broń do naprawy.[1]
Służył w oddziale kpt. Juliana Zapały „Lamparta”. Gdy we wrześniu 1944 roku, w ramach przygotowań do akcji „Burza”, oddział przemianowano na IV batalion 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK, Zagardowicz został członkiem osobistej ochrony dowódcy pułku – mjr. Adama Stabrawy „Borowego”. Brał udział w wykonywaniu wyroków na konfidentach współpracujących z Niemcami.

Jego przebieg służby potwierdza zaświadczenie wystawione 15 sierpnia 1991 roku przez Zarząd Oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK w Nowym Targu. Dokument dodaje szczegóły, których nie ma w relacji samego Zagardowicza: funkcję wywiadowcy i sabotażysty, przynależność do egzekutywy oraz ranę odniesioną w bitwie ochotnickiej.[2]

Transkrypcja dokumentu — zaświadczenie ŚZŻAK z 15 sierpnia 1991 r.
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Okręg Małopolska, Inspektorat Nowy Sącz, Oddział Nowy Targ.
Zaświadczenie
Zaświadczamy, że Władysław Zegardowicz syn Andrzeja, ur. w Nowym Targu dnia 9 sierpnia 1923 r. był w czasie okupacji hitlerowskiej członkiem ZWZ – AK w Obwodzie Nowy Targ od początku 1942 roku do stycznia 1945 r. Pełnił funkcję wywiadowcy, sabotażysty, w 1944 r. był członkiem egzekutywy i ochrony Dowództwa Pułku. Ranny w czasie Bitwy Ochotnickiej.
W lutym 1945 r. został aresztowany przez UB i NKWD, więziony w Sanoku, wywieziony na Sybir. Po roku dokonał brawurowej ucieczki z Sybiru a po powrocie do Nowego Targu dalej musiał się ukrywać. Po kilku latach ukrywania się pracował w leśnictwie. Uprawnienia kombatanckie dawny ZBoWiD raczył mu przyznać dopiero w 1985 r. Obecnie schorowany jest emerytem, członkiem Światowego Związku Żołnierzy AK Oddziału w Nowym Targu.
Nowy Targ dnia 15 sierpnia 1991 r. Prezes Oddziału [podpis nieczytelny], Sekretarz Oddziału.
Zarejestrowano w Oddz. AK Nowy Targ pod Nr 92/91.
Drugie poświadczenie wystawił 14 sierpnia 1994 roku Włodzimierz Budarkiewicz „Podkowa”, były zastępca dowódcy 1 PSP AK. Poznał Zagardowicza osobiście w lipcu 1944 roku w osadzie Kudów pod Ochotnicą, gdzie kwaterował oddział „Lamparta”.[3]

Transkrypcja dokumentu — oświadczenie Włodzimierza Budarkiewicza z 14 sierpnia 1994 r.
Nowy Targ, 1994-08-14. Włodzimierz Budarkiewicz, Nowy Targ.
Oświadczenie
Niniejszym oświadczam, że Władysław Zagardowicz syn Andrzeja i Antoniny ur. 9 sierpnia 1923 r. w Nowym Targu brał udział w walkach partyzanckich z wrogiem w szeregach oddziału dowodzonego przez kpt. Juliana Zapałę ps. „Lampart”. Wymieniony oddział został przemianowany we wrześniu 1944 r. na IV batalion Pierwszego Pułku Strzelców Podhalańskich AK. Walczył nadal. Władysław Zagardowicz ps. „Kukułka” uczestniczył w licznych akcjach bojowych i dywersyjnych na terenie Podhala wykazując zdyscyplinowanie i odwagę. Osobiście zetknąłem się z wymienionym w lipcu 1944 r., w osadzie Kudów, w pobliżu wsi Ochotnica, gdzie wówczas oddział „Lamparta” kwaterował.
W drugiej połowie stycznia 1945 r., przed wkroczeniem na Podhale Armii Radzieckiej 1 PSP-AK został rozwiązany i wówczas Władysław Zagardowicz powrócił do Nowego Targu.
Dnia 2 lutego 1945 r. Władysław Zagardowicz został przez funkcjonarjuszy NKWD i UB aresztowany, doprowadzony do Urzędu Bezpieczeństwa, badany, po czym wywieziony do ZSRR.
Powrócił do Nowego Targu [dopisek odręczny: pod koniec roku] 1945 r. Rodzinie powiedział, że był wywieziony do łagru w miejscowości Bałanasz Swierdłowskiej obłaści na Uralu i tam pracował przy wyrębie lasu.
W tych warunkach zdając sobie sprawę, że długo nie wytrzyma zbiegł i szczęśliwie powrócił do Nowego Targu. Pełnego zdrowia nie odzyskał, korzystał często z pomocy lekarskiej i nadal z niej korzysta.
Włodzimierz Budarkiewicz ps. „Podkowa”, b. z-ca d-cy 1 PSP-AK, ppłk nie będący w czynnej służbie wojskowej. [podpis własnoręczny]
2 lutego 1945 roku. Aresztowanie na Kowańcu
Zaraz po przejściu frontu przez Podhale NKWD dokonywało wśród miejscowej ludności zsyłek na wzór carski: bez sądu, bez wyroku, bez możliwości obrony. Wszystkim żołnierzom Armii Krajowej groziło aresztowanie i to był powód, dla którego 1 PSP AK rozformował się 18 stycznia 1945 roku.
Dowodzony przez Józefa Kurasia „Ognia” oddział Batalionów Chłopskich poszedł wtedy w przeciwną stronę – przekształcił się w pierwszą milicję, której zadaniem było między innymi utrzymywanie porządku i współpraca z frontowymi oddziałami radzieckimi. Bezpieczeństwem w strefie przyfrontowej zajmowało się przede wszystkim NKWD. Dokumenty dotyczące tego okresu w życiorysie Kurasia zebraliśmy w tekście Porucznik Armii Ludowej. Dlaczego żołnierze AK uważali „Ognia” za komunistę.
Najważniejszym dokumentem w tej sprawie jest oświadczenie spisane przez samego Zagardowicza 23 sierpnia 1990 roku – tego samego dnia, w którym swoje oświadczenie składał Franciszek Kieta. Podpis poświadczył Zarząd Oddziału Związku Żołnierzy AK w Nowym Targu, dokument zarejestrowano w dzienniku podawczym pod pozycją 13/1990.

Transkrypcja dokumentu — oświadczenie z 23 sierpnia 1990 r.
Władysław Zegardowicz, zam. Nowy Targ-Kowaniec. Nowy Targ 23.08.1990 r.
Oświadczenie
Niniejszym oświadczam że w dniu 2 lutego 1945 roku zostałem aresztowany przez NKWD i wywieziony do łagrów sowieckich w ZSRR gdzie byłem uwięziony do 1947 roku.
W czasie mego aresztowania był obecny z patrolem NKWD Andrzej Gąsienica-Makowski ze Szlachtowej, który moim zdaniem doprowadził NKWD do mojego domu.
Andrzej Gąsienica-Makowski był wówczas milicjantem podległym Józefowi Kurasiowi „Ogniowi”, gdyż „Ogień” wówczas pełnił funkcję Komendanta powiatowego MO w Nowym Targu.
[podpis własnoręczny: Zagardowicz Władysław]
Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Zarząd Oddziału w Nowym Targu: Stwierdzamy własnoręczny podpis Władysława Zegardowicza. [podpis: Tadeusz Morawa]
Zarejestrowano w dzienniku podawczym ZŻAK Oddział Nowy Targ poz. nr 13/1990. [podpis] Sekretarz Zarządu Oddziału ŚZŻAK
Zwracamy uwagę na ostrożność sformułowania. Zagardowicz nie pisze, że Gąsienica-Makowski go wydał. Pisze, że był obecny przy aresztowaniu wraz z patrolem NKWD i że, jego zdaniem, to on doprowadził patrol pod właściwy dom. Rozróżnienie między faktem a własną oceną utrzymuje przez cały dokument.
Szerzej o samym aresztowaniu opowiedział w wywiadzie prasowym udzielonym kilka lat przed śmiercią.[4]
2 lutego 1945 r. zaaresztowali mnie. Przyjechali samochodem pod dom, był z nimi taki Gąsienica, pseudonim miał Janosik, przyszedł razem z NKWD mnie aresztować. „Janosik” był u „Ognia”, jak zeszli z gór.
Kiedy mnie zabrali, to moja mama poszła do Józka Kurasia, do „Ognia”, bo przecież znała go dobrze — oni przychodzili do naszego starego domu, bacówki w górach. Trzymała ich, jeść im dawała, mówi mu: „Józek, coś to z nim zrobił?” — odpowiedział jej „Ogień”: „Mógł być u mnie, co sobie narobił, to to ma”. I to był koniec rozmowy z Kurasiem. Bo on mnie prosił, żebym poszedł do niego, do Batalionów Chłopskich z AK, ale mówiłem, że nie chcę.
Najgorsze przesłuchania miałem w Sanoku i tam mnie bardzo przesłuchiwali i bili, wybili mi zęby. Cały czas chodziło im o naszego dowódcę, żebym zdradził „Borowego”. Pytali mnie, gdzie jest „Borowy”, „Lampart”, „Las” i inni akowcy. Przesłuchiwało mnie NKWD, Rosjanie, tylko tłumacz był polski.
Droga na Sybir. Nowy Sącz, Sanok, Bułanasz
Trasa transportu jest udokumentowana dwoma niezależnymi relacjami. Zagardowicz opisał ją tak: po trzech dniach od zatrzymania konwój wyruszył pieszo – Mszana Dolna, Limanowa, Nowy Sącz. „Przeszliśmy pewnie 90 kilometrów. Nie dało się uciec, bo była liczna i czujna eskorta NKWD”. Z Nowego Sącza samochodami do Sanoka, tam przesłuchania, a stamtąd pociągiem na Ural.
Tę samą trasę opisał niezależnie Gracjan Stratyński, żołnierz 7 kompanii III batalionu 1 PSP AK z powiatu gorlickiego, aresztowany przez NKWD 19 stycznia 1945 roku. Poznał Zagardowicza w więzieniu w Nowym Sączu i przez cały okres (w więzieniu, w transporcie i w łagrze) mieszkał razem z nim.[5]

Transkrypcja dokumentu — oświadczenie Gracjana Stratyńskiego
Bóg – Honor – Ojczyzna. Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Zarząd Oddziału w Nowym Targu.
Ja Gracjan Stratyński syn Edwarda i Marii, urodzony w Gorlicach 18 grudnia 1924 r., obecnie zamieszkały w Szczecinie.
Były żołnierz 7 komp. III bat. 1 PSP AK powiatu Gorlickiego. Aresztowany 19 stycznia 1945 r. przez NKWD. Oświadczam, że Władysław Zagardowicz mieszkaniec Nowego Targu, były żołnierz AK ps. „Kukułka” był aresztowany przez NKWD w 1945 r.
Oświadczam, że Władysława Zagardowicza poznałem w więzieniu w Nowym Sączu, skąd zostaliśmy zawiezieni do Sanoka a następnie pociągiem przewiezieni do miejscowości Bułanasz w obłasti Świerdłowskiej. Tam zostaliśmy ulokowani w Łagrze NKWD i zmuszani do pracy przy „lesorobkach”.
Przez cały okres w więzieniu w Nowym Sączu, w Transporcie i w Łagrze mieszkałem razem z Władysławem Zagardowiczem, którego zawsze uważałem za bardzo koleżeńskiego i przyjaznego ludziom. Po zwolnieniu mnie z obozu w sierpniu 1945 r. dalsze losy Władysława Zagardowicza były mi jak dotąd nieznane.
[podpis: Gracjan Stratyński]
Wyżej wymienione dane potwierdzam dowodem osobistym wydanym przez Prezydenta Miasta Szczecina oraz legitymacją wydaną przez Związek Więźniów Politycznych okresu Stalinowskiego w Szczecinie.
Sekretarz Zarządu Oddziału ŚZŻAK [podpis: Jan Marian Kacwin]: Stwierdzamy własnoręczne podpisy Gracjana Stratyńskiego. Przewodniczący Zarządu Oddziału [podpis].
Trzecie potwierdzenie pochodzi od Franciszka Kiety, który w oświadczeniu z 7 lutego 1991 roku napisał, że spotkał Zagardowicza w obozie po kilku dniach od własnego przybycia i że pracowali razem przy wyrębie lasu przez około rok.[6] Wśród wywiezionych żołnierzy 1 PSP AK byli także Z. Oleś, T. Boczoń i S. Kapłon.
Łagier. „Marzyłem tylko o jednym, żeby choć raz przed śmiercią sobie pojeść”
Zagardowicz trafił do łagru jako jeniec wojenny – bez sądu, bez obrony, bez wyroku.
Głód był tak straszny, że nie da się tego opowiedzieć. Spało się w barakach, ale palili, więc zimno nie było. We dnie trzeba było chodzić na roboty do lasu. Podałem zaraz, że jestem cieślą, to skierowano mnie do budowy toru pod wąskotorówkę. Ludzie strasznie marli z głodu. Jak przychodził czerwiec i pojawiała się trawa, to ludzie tę trawę zbierali i jedli. Mnie ratowało to, że na sosnach ponacinałem korę, puszki poprzywieszałem i zawsze przez noc dużo mi nakapało tej wody do picia. Bardzo pożywne. Marzyłem tylko o jednym, żeby choć raz przed śmiercią sobie pojeść i czuć się najedzonym, umierając.
W innym miejscu relacji podał liczby: „Jak mnie zaaresztowali, to ważyłem około 90 kilo, a jak wróciłem, to ważyłem 36 kilo. […] Było bardzo dobrze, jak umarło za dobę 60–70 ludzi”.
Ucieczka
Ucieczka zaczęła się od wywołania nazwisk na apelu. Zagardowicz był przekonany, że prowadzą go na rozstrzelanie – wcześniej w ten sam sposób wywoływano oficerów, którzy nie wracali. Zdjął buty ze zrzutu i oddał je koledze z partyzantki, Tadeuszowi Boczoniowi „Lotowi” z Gorlic.
Wyszliśmy za wał, do lasu nas prowadzili pod bronią. Mówię: „Staszek, tak śmierć i tak śmierć, trzeba coś robić ze sobą”. Odpowiedział: „Rację masz”. I od razu on i ja skoczyliśmy do strażników. Chyba Pan Bóg dopomógł, nie wiem, jak my ich zwinęli /zabili/. Broń wyrzucili i uciekliśmy. Niedaleko były kopalnie i żłoby, którymi wypuszczali wodę, szły przez las. Szliśmy tymi żłobami, żeby śladu nie zostawić. Dobrze, że to było lato, borówki rosły.
Do Polski wrócił ukryty w wagonie z drewnem opałowym doczepionym do transportu repatriacyjnego – jechali nim poznaniacy, Polacy wcieleni siłą do Wehrmachtu, którzy jako jeńcy wojenni trafili do łagrów i właśnie zostali zwolnieni. Podróż trwała miesiąc. „Gdzieś w październiku 1946 r. wróciłem do domu. To było od Boga szczęście”.
W kraju nie mógł ujawnić tożsamości. Pomogła mu przezorność z czasów okupacji: wyrabiając dokumenty u Niemców, celowo podał nazwisko z przekręconą literą – Zegardowicz zamiast Zagardowicz. Pod tym nazwiskiem był też na Syberii. Matka pomogła mu wyrobić papiery repatrianta z Niemiec. Ta zmiana litery przeszła do dokumentów związkowych i dlatego oświadczenie z 1990 roku oraz zaświadczenie z 1991 roku wystawiono na nazwisko „Zegardowicz”.
„Miałem rozkaz zlikwidować »Ognia«”
To najbardziej osobisty fragment relacji Zagardowicza i jednocześnie ten, do którego wracał najczęściej.

Miałem rozkaz zlikwidować „Ognia”. Wiedziałem, gdzie mogę go zastać, bo mój sąsiad nosił mu w góry chleb. Zaskoczyłem go, rozbroiłem i wtedy „Ogień” zaczął płakać i mówić: popatrz, Władek, przysięgę żeśmy składali. Niemcy spalili mu dom, ojca, żonę i dziecko – bardzo mnie prosił, żebym mu darował życie. Ja mu na to, że Józek, źle jest z tobą, bo jak cię nie zastrzelę, to mnie też grozi kara śmierci. Zapewniał mnie, że nikt się o tym nie dowie. Wbrew rozkazowi ulitowałem się, bo wiedziałem o jego tragedii.
Zaraz po wojnie odwdzięczył mi się za to tak, że posłał po mnie [Andrzeja Gąsienicę Makowskiego] „Janosika”, który powiedział mi: nie bój się, nic ci nie będzie, Józek chce z tobą porozmawiać. Mama mi wtedy mówiła: gdzie jedziesz, nie wiesz, jaki on? Nie czułem się zagrożony i wsiadłem z nimi do gazika. […] On ze mną nie rozmawiał. Nikt mnie nie przesłuchiwał, a w trzeci dzień szliśmy pod eskortą do Mszany Dolnej, a później do Limanowej.
Zdanie, które powtarzał do końca życia, brzmiało: „Gdybym zastrzelił Kurasia »Ognia«, to nie byłbym w piekle na Sybirze”. I drugie: „Nie mogę pogodzić się z tym, że ja nie wykonałem kary śmierci na »Ogniu«, a on w »rewanżu« wysłał mnie na Syberię”.
Powrót. Trzydzieści sześć kilogramów
O stanie, w jakim wrócił, opowiada relacja rodzinna przekazana nam przez lekarza Stanisława Rokickiego.[7] Zagardowicz ważył niecałe czterdzieści kilogramów i był wyniszczony do tego stopnia, że gdy zgłosił się po pomoc do szpitala, lekarze poprosili jego matkę, żeby zabrała go do domu, bo nic już nie da się zrobić. Wyleczył go ziołami znachor, który – bojąc się, że chory umrze w jego domu i sprowadzi na niego kłopoty – trzymał go w krzakach nad Dunajcem.
Później ukrywał się jeszcze kilka lat, potem pracował w leśnictwie. Uprawnienia kombatanckie ZBoWiD przyznał mu dopiero w 1985 roku – czterdzieści lat po aresztowaniu.
Według relacji rodziny nikomu niczego nie zazdrościł, a przed rzekomą własną egzekucją oddał koledze buty ze zrzutów i poszedł boso. Do końca powtarzał, że żałuje jednego: że nie wykonał wyroku.
Co „Kukułka” myślał o legendzie „Ognia”
Zagardowicz dożył początków publicznej gloryfikacji człowieka, którego oszczędził. Jego ocena była jednoznaczna i wielokrotnie ją powtarzał:
Za co „Ogniowi” stawiać pomnik? Za to, że z akowcami – Polakami – walczył po wojnie? Nie wiem, dlaczego ksiądz Tischner go wychwalał; chyba nie wiedział, co on robił z ludźmi. Jest dużo niesprawiedliwości w tym, co piszą o „Ogniu”.
Co do „Ognia”, to mam pytanie: co on zrobił dobrze? Nie walczył z Niemcami, unikał akowców, siedział blisko ruskich, bo się bał. Po wojnie walczył – tak – z Polakami, ale z takimi bezbronnymi zazwyczaj cywilami jak w Niedzicy, Kluszkowcach, Maniowych, Krempachach, Krościenku, Łapszach, Ostrowsku, Nowej Białej…
Przywoływał też zdanie, które według niego „Ogień” wypowiedział jeszcze w konspiracji, u „Zawiszy”, przed rozbiciem ziemianek pod Czerwonym Groniem: „My musimy być wolni – BCh czy AL, to będzie nasz Rząd”. Podajemy tę wypowiedź jako relację świadka; nie dysponujemy jej niezależnym potwierdzeniem.[8]
Jak sam mówił, nie mógł zrozumieć, komu zależy na gloryfikacji „Ognia”. Jego doświadczenie bezpośredniego świadka było całkowicie odmienne od tego, co o działalności Kurasia pisali późniejsi badacze.
Andrzej Gąsienica Makowski „Janosik”. Ten sam człowiek, dwa aresztowania
Postać wymieniona w oświadczeniu Zagardowicza z 1990 roku pojawia się także w dokumentacji sprawy Franciszka Kiety. Andrzej Gąsienica Makowski „Janosik” – ogniowiec i funkcjonariusz MO w Nowym Targu, zarejestrowany później jako tajny współpracownik o pseudonimie „Daniel”[9] – występuje w obu sprawach jako osoba obecna przy zatrzymaniu żołnierza 1 PSP AK.
Jak twierdził Zagardowicz, Gąsienica Makowski do wybuchu wojny w 1939 roku odbywał karę więzienia za zabójstwo swojego szwagra, mieszkańca Nowego Targu przy ulicy Kolejowej. Relacji tej nie potwierdza w naszych zbiorach żaden dokument sądowy; podajemy ją jako świadectwo osoby, która znała go osobiście.[10]
Bezsporne jest natomiast, że od czerwca 1940 roku był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, skąd zbiegł w 1944 roku. Wkrótce potem zasilił oddział Józefa Kurasia „Ognia”, a następnie – pod nadzorem NKWD – współtworzył z nim Milicję Obywatelską w Nowym Targu.

Po latach spotkali się przypadkiem na dworcu w Nowym Targu. Zagardowicz opisał to jednym zdaniem: „Jak mnie zobaczył, cisnął walizkę i zaczął uciekać, a ja za nim. Pies by go nie dogonił, tak uciekał”.
Tablica nagrobna kontra decyzja Komisji Weryfikacyjnej
Andrzej Gąsienica Makowski zmarł 26 października 1997 roku. Na jego tablicy nagrobnej wyliczono: żołnierz września, kurier tatrzański, emisariusz rządu na emigracji, więzień Oświęcimia, po ucieczce z obozu uczestnik walk z okupantem na Podhalu w szeregach 1 PSP AK, po wojnie wojewódzki prelegent szkolny.

Dwa lata przed jego śmiercią, 30 września 1995 roku, Komisja Weryfikacyjna przy Światowym Związku Żołnierzy AK — Oddział w Nowym Targu odmówiła uznania go za żołnierza Armii Krajowej, powołując się na brak podstaw i na opinię byłych żołnierzy IV batalionu 1 PSP AK. Pismo zwracające komplet złożonych dokumentów zachowało się w całości.[11]

Zestawienie obu dokumentów mówi samo za siebie: napis na tablicy głosi, że zmarły walczył w szeregach 1 PSP AK, a organizacja skupiająca żołnierzy tego pułku odmówiła mu weryfikacji. W naszej ocenie to przykład zjawiska szerszego niż jeden życiorys. Jako wojewódzki prelegent szkolny Gąsienica Makowski przez lata przekazywał podhalańskiej młodzieży własną wersję swojej biografii – tę samą, której Komisja Weryfikacyjna odmówiła potwierdzenia, i tę samą, która trafiła później do obiegu naukowego.
Czego brakuje w ustaleniach IPN
W dostępnych nam opracowaniach IPN poświęconych Józefowi Kurasiowi nie znaleźliśmy omówienia losów Władysława Zagardowicza „Kukułki”. Nie znaleźliśmy też odniesienia do jego oświadczenia z 23 sierpnia 1990 roku, mimo że dokument ten – wraz z oświadczeniem Franciszka Kiety z tego samego dnia – został przez żołnierzy 1 PSP AK przekazany do zbiorów instytutu.[12]
Śledztwo prokuratorskie w sprawie prześladowania żołnierzy AK przez funkcjonariuszy obcego państwa nie doprowadziło do wskazania osób odpowiedzialnych. Naszym zdaniem przyczyna jest prosta: wskazanie odpowiedzialnych oznaczałoby wymienienie nazwiska Józefa Kurasia, a to naruszyłoby spójność budowanej od dwóch dekad legendy.
Warto zestawić to z faktem, że na podstawie tych samych dokumentów Sąd Okręgowy w Nowym Sączu przyjął, że „Ogień” przyczynił się do prześladowania żołnierzy Armii Krajowej i ich zesłania na Syberię.[13] Ten sam materiał dowodowy prowadzi zatem sąd i instytut do odmiennych wniosków.
O tym, jak krakowski IPN traktował relacje żyjących jeszcze żołnierzy 1 PSP AK, piszemy szerzej w tekście Jak pracownicy krakowskiego IPN wprowadzali w błąd żołnierzy 1 PSP AK, a o konsekwencjach tej polityki dla wizerunku całej formacji – w artykule IPN szkodzi wizerunkowi Armii Krajowej.
Co z tego wynika
Władysław Zagardowicz „Kukułka” został wywieziony na Sybir wyłącznie dlatego, że był żołnierzem Armii Krajowej. Nie postawiono mu zarzutów, nie było procesu, nie zapadł żaden wyrok. Wrócił jako trzydziestosześciokilogramowy rekonwalescent i przez kilka kolejnych lat musiał się ukrywać we własnym kraju.
Jego sprawa różni się od innych jednym szczegółem, którego nie da się pominąć. Rok przed aresztowaniem miał w ręku życie Józefa Kurasia i wbrew rozkazowi tego życia nie odebrał. Uważamy, że dokumenty przedstawione w tym artykule – czytane razem z dokumentacją sprawy Franciszka Kiety – prowadzą do wniosku, że Józef Kuraś „Ogień” przyczynił się do aresztowania i zesłania żołnierzy Armii Krajowej na Syberię. Czyn tego rodzaju nie podlega przedawnieniu.
Na jego nagrobku na cmentarzu w Nowym Targu wyryto cztery określenia. Wszystkie są prawdziwe i wszystkie potwierdzone dokumentami, które publikujemy powyżej.

Dokumenty i fotografie publikowane w tym artykule pochodzą ze zbiorów autora oraz od rodziny Władysława Zagardowicza „Kukułki”. Jeżeli dysponują Państwo materiałami dotyczącymi losów żołnierzy 1 PSP AK aresztowanych w 1945 roku, prosimy o kontakt.
Przypisy
- Wspomnienia Władysława Zagardowicza „Kukułki”, wywiad prasowy pt. „Podhalanie na Syberii” z cyklu „Pięć minut z historią Podhala”. Wycinek w zbiorach autora. ↩
- Zaświadczenie Światowego Związku Żołnierzy AK, Okręg Małopolska, Inspektorat Nowy Sącz, Oddział Nowy Targ z 15 sierpnia 1991 r., zarejestrowane pod nr 92/91. Oryginał w zbiorach autora. ↩
- Oświadczenie Włodzimierza Budarkiewicza „Podkowy”, b. zastępcy dowódcy 1 PSP AK, z 14 sierpnia 1994 r. Oryginał w zbiorach autora. ↩
- Jw., przyp. 1. ↩
- Oświadczenie Gracjana Stratyńskiego, spisane na papierze firmowym Zarządu Oddziału ŚZŻAK w Nowym Targu. Oryginał w zbiorach autora. ↩
- Oświadczenie Franciszka Kiety „Limby” z 7 lutego 1991 r. Pełny tekst dokumentu publikujemy w artykule Franciszek Kieta „Limba” – żołnierz 1 PSP AK zesłany na Sybir po przesłuchaniu przez „Ognia”. ↩
- Relacja Stanisława Rokickiego. ↩
- Jw., przyp. 1. Wypowiedź przytaczana przez Władysława Zagardowicza z pamięci, kilkadziesiąt lat po zdarzeniu. ↩
- Rejestracja w charakterze tajnego współpracownika o pseudonimie „Daniel”. ↩
- Relacja Władysława Zagardowicza „Kukułki” (jw., przyp. 1). ↩
- Pismo Komisji Weryfikacyjnej przy ŚZŻAK – Oddział w Nowym Targu z 30 września 1995 r., L.dz. 84/95. ↩
- Dokumenty przekazane przez żołnierzy 1 PSP AK do zbiorów IPN w 1990 r. ↩
- Sąd Okręgowy w Nowym Sączu, sygn. akt II Ko 69/21. ↩