IPN szkodzi wizerunkowi Armii Krajowej

Mordowanie bezbronnych cywilów pod szyldem rozwiązanej Armii Krajowej sprawia, że to AK - nie jej dezerterzy - może uchodzić dziś za formację prześladującą Żydów i Słowaków. Pokazujemy dokumenty IPN, z których wynika, kto zabijał w Nowym Targu i dlaczego nigdy nie odpowiedział przed sądem.

Promowanie przez instytucje państwa – w tym przez Instytut Pamięci Narodowej – niepodległościowej legendy zbrojnych grup samozwańczych, takich jak oddział Józefa Kurasia „Ognia”, jest szkodliwe w trzech wymiarach naraz: moralnym, społecznym i wizerunkowym. Najdotkliwiej płaci za to Armia Krajowa – formacja, która z tymi grupami nie miała już nic wspólnego.

Wyroki śmierci od „Ognia” pozostawiano na zwłokach zamordowanych. Rodziny zamordowanych były przekonane, że ich bliskich morduje AK

Zbrodnie pod szyldem formacji, która już nie istniała

Armia Krajowa została rozwiązana rozkazem gen. Leopolda Okulickiego 19 stycznia 1945 roku. Wszystko, co po tej dacie działo się na Podhalu pod jej nazwą, było posługiwaniem się cudzym szyldem – czasem z pobudek politycznych, znacznie częściej po to, by nadać zwykłemu rabunkowi pozór wyroku.

Skutek jest dziś widoczny daleko poza Podhalem. Mordowanie bezbronnych cywilów pod szyldem rozwiązanej AK ugruntowuje w obiegu międzynarodowym przekonanie, że podziwiana po wojnie i stawiana za wzór Armia Krajowa prześladowała i mordowała ludność cywilną – w tym Żydów i Słowaków. Rachunek wystawiony przez kilkudziesięciu ludzi obciąża pamięć kilkuset tysięcy żołnierzy, którzy z tymi czynami nie mieli nic wspólnego.

Instytut Pamięci Narodowej, budując wizerunek „Ognia” jako niezłomnego bohatera, tego rozróżnienia nie stawia. Sposób, w jaki krakowski oddział IPN konstruował tę legendę, opisujemy szczegółowo w osobnym dziale. Tutaj interesuje nas cena, jaką za tę operację płaci Armia Krajowa.

Mord na nowotarskich Żydach – 20 kwietnia 1946 roku

20 kwietnia 1946 roku w Nowym Targu ludzie „Ognia” zamordowali pięciu obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Kulisy tej zbrodni i relacje naocznych świadków opisaliśmy wcześniej. Poniżej publikujemy ustalenia dotyczące sprawców.

W morderstwie nowotarskich Żydów brali udział:

  • Józef Kuraś „Ogień”
  • Kazimierz Kuraś „Kruk”
  • Józef Sulka „Zając”
  • Bogusław Szokalski „Herkules”
  • Kazimierz Budzyk „Gaduła”
  • Franciszek Drożdż „Szpak”
  • Stanisław Ludzia „Harnaś”
  • Ludwik Baliński „Tur”
  • Mieczysław Pyzowski „Żbik”
  • Jan Zubek „Jur”
  • Jan Batkiewicz „Śmigły”
  • Bronisław Polaczyk „Dziadek”

Cały oddział liczył wówczas około dwudziestu ludzi. Za ten czyn żaden z nich nigdy nie poniósł zasłużonej kary.

Co zeznał Mieczysław Pyzowski „Żbik”

Jednym z członków oddziału, którzy zatrzymali samochód, był Mieczysław Pyzowski „Żbik”. W listopadzie 1950 roku, przesłuchiwany przez organy bezpieczeństwa, zeznał, że oprócz niego w zabójstwie Żydów uczestniczyli m.in. Józef Kuraś „Ogień”, Józef Sulka „Zając”, Bogusław Szokalski „Herkules”, Kazimierz Budzyk „Gaduła”, Ludwik Baliński „Tur” i Jan Zubek „Jur”1.

To zeznanie ma szczególną wagę: nie pochodzi od ofiar ani od świadków postronnych, lecz od jednego ze sprawców, składającego wyjaśnienia przed aparatem, który – jak się okazało – miał wobec niego całkiem inne plany niż postawienie go przed sądem.

Dlaczego mordercy nigdy nie ponieśli kary

Odpowiedź znajduje się w archiwach samego IPN. Znaczna część ludzi „Ognia” po rozbiciu zgrupowania podjęła współpracę z organami bezpieczeństwa jako informatorzy i tajni współpracownicy. Zestawienie ich teczek personalnych z przebiegiem prowadzonych wobec nich postępowań prowadzi do jednoznacznego wniosku: śledztwa kierowano tak, by informatorzy mogli skorzystać z amnestii, albo po pewnym czasie umarzano je w całości. Tam, gdzie do procesu jednak doszło, zapadały wyroki rażąco nieadekwatne do popełnionych czynów.

Ten sam mechanizm ochrony zadziałał więc dwukrotnie. Najpierw komunistyczna bezpieka osłoniła morderców w zamian za donosy. Dziś ich czyny osłania polityka historyczna, która woli mówić o „walce o niepodległość” niż o zabijaniu bezbronnych.

Tajni współpracownicy z oddziału „Ognia” – wykaz akt IPN

Poniższe teczki personalne pochodzą z zasobu Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie [1945] 1983–1990 oraz z archiwum rzeszowskiego IPN. Każdy może je zamówić i sprawdzić samodzielnie.

Sygnatura IPNPseudonim agenturalnyOsoba
IPN Kr 009/6573, t. 2TW „Sport”Mieczysław Pyzowski „Żbik”, s. Jana, ur. 26.03.1924
IPN Kr 009/3269inf. „Halniak”Kazimierz Budzyk „Gaduła”, s. Franciszka, ur. 02.02.1925
IPN Kr 00100/373/Dinf. „Niewiarski”Józef Sulka „Zając”, s. Andrzeja, ur. 27.12.1923
IPN Kr 009/2565inf. „Świerk”Jan Zubek „Jur”, s. Franciszka, ur. 16.09.1923
IPN Kr 009/6377TW „Soliński”Eugeniusz Gabor, s. Jana, ur. 09.12.1926
IPN Rz 00138/107/JTW „Ptak”Eugeniusz Konstanty
Teczki personalne informatorów i tajnych współpracowników wywodzących się z oddziału Józefa Kurasia „Ognia”.

Trzej z wymienionych — Pyzowski, Budzyk, Sulka i Zubek — figurują jednocześnie na liście uczestników zbrodni z 20 kwietnia 1946 roku. To nie jest zbieg okoliczności, lecz opis pewnego układu: wiedza o zbrodni stała się walutą, którą płacono za bezkarność.

Czas rozdzielić patriotów od bandytów

Żołnierze Armii Krajowej za życia nie chcieli mieć z „Ogniem” i ogniowcami nic wspólnego. My, ich potomkowie, podtrzymujemy to stanowisko. Nie z niechęci do pamięci o powojennym podziemiu — lecz dlatego, że utożsamianie AK z ludźmi, którzy strzelali do bezbronnych i donosili na siebie nawzajem, jest krzywdą wyrządzaną tym, którzy walczyli uczciwie.

Przyszedł czas, aby rozdzielić patriotów od bandytów.

Dopóki instytucja państwowa powołana do badania najnowszej historii Polski będzie firmować jedną wygodną wersję wydarzeń, dopóty każdy kolejny odnaleziony dokument będzie uderzał nie w „Ognia”, lecz w dobre imię Armii Krajowej. Na tym właśnie polega szkoda, o której mowa w tytule.

Czytaj dalej

Przypisy:

  1. IPN Kr, sygn. 009/6573, t. 1, k. 26 – protokół przesłuchania Mieczysława Pyzowskiego z 8 XI 1950 r. Pijany Józef Kuraś „Ogień” był wówczas w jednej osobie dowódcą samozwańczego oddziału i jednoosobowym sądem swojej „Republiki”. Bezpodstawnie oskarżył 20-letnią Rozalię Waksmundzką o zdradę i współpracę z UB. Następnie sam próbował wykonać na niej „wyrok śmierci”. ↩︎