Porucznik Armii Ludowej. Dlaczego żołnierze AK uważali „Ognia" za komunistę

1 grudnia 1944 roku Józef Kuraś złożył pisemne oświadczenie o podporządkowaniu swojego oddziału rządowi w Lublinie. Trzy miesiące później Komitet Centralny PPR kierował go do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Publikujemy osiem dokumentów - w tym własną publikację IPN, która wymienia go wśród kierowników nowotarskiego UB.

Spór o „Ognia” toczy się zwykle wokół lat 1945–1947 i pytania, czy jego oddział walczył o niepodległość, czy terroryzował Podhale. Ten tekst dotyczy okresu wcześniejszego: kilkunastu miesięcy między jesienią 1944 a wiosną 1945 roku. To wtedy zapadły rozstrzygnięcia, które sprawiły, że żołnierze Armii Krajowej widzieli w Józefie Kurasiu nie towarzysza broni, lecz człowieka pracującego dla komunistów.

Nie była to ocena wyprowadzona z domysłów. Wynikała z dokumentów, które w części publikujemy poniżej, a w części wydał sam Instytut Pamięci Narodowej.

Jesień 1944: wywiad AK melduje o „współczesnym Janosiku”

Zachowany meldunek wywiadu AK z terenu Paproci opisuje, jak wyglądała wtedy pozycja „Ognia” wśród miejscowej ludności i czym była podbudowana.

Meldunek wywiadu AK z terenu Paproci w sprawie „Ognia" — o przedstawianiu go jako wykonawcy rozkazów rządu w Lublinie i nawoływaniu do lojalności wobec władz komunistycznych
Meldunek w sprawie „Ognia” i Węglarza. Autor relacjonuje rozmowy przeprowadzone na terenie Paproci i sygnalizuje, że sprawa wymaga ostrożności.

Transkrypcja dokumentu

[5./ Sprawa Ogień – Węglarz:]

W sprawie Ognia przeprowadziłem na terenie Paproci rozmowy z p. N., Wrzosem, Górą, Iskrą i i[nnymi]. Wszyscy twierdzą, co mi się wydaje bardzo dziwne, że sprawa Ognia powinna być bardzo delikatnie załatwioną, ponieważ ten ma wielki mir w okolicznych wsiach i jest obecnie otoczony nimbem rozmaitych wieści i gadek patriotyczno-bohaterskich, jednym słowem współczesny Janosik. Atmosferę tę wokoło Ognia stwarzają jego poplecznicy a między innymi Dziadek /Polaczyk/ który przedstawia go jako wielkiego patriotę, wykonawcę rozkazów jedynie prawowitego rządu polskiego w Lublinie. Nawołuje do lojalności wobec władz komunistycznych, podporządkowanie się zarządzeniom okupantom sowieckim /w przyszłości/ a przedewszystkiem nawołuje do wstępowania w szeregi B.Ch. Równocześnie potępia działalność A.K. Proszę tą drogą jaknajszybciej wyznaczyć miejsce spotkania z Węglarzem /Bardzo pilne/

Meldujący rozmawiał z czterema osobami i wszystkie twierdziły – co uznał za bardzo dziwne – że sprawę „Ognia” należy załatwić delikatnie, ponieważ ma on wielki mir w okolicznych wsiach i jest otoczony nimbem opowieści patriotyczno-bohaterskich. Jednym słowem: współczesny Janosik.

Istotniejsze jest jednak to, kto tę atmosferę tworzył i w jakim celu. Według meldunku robili to poplecznicy „Ognia”, a wśród nich Bronisław Polaczyk „Dziadek” – ten sam, który dwa lata później weźmie udział w zamordowaniu nowotarskich Żydów. Polaczyk przedstawiał „Ognia” jako wielkiego patriotę i wykonawcę rozkazów jedynie prawowitego rządu polskiego w Lublinie. Nawoływał do lojalności wobec władz komunistycznych i do podporządkowania się przyszłym zarządzeniom okupanta sowieckiego, zachęcał do wstępowania w szeregi Batalionów Chłopskich i równocześnie potępiał działalność AK.

To jest sedno sprawy. Legenda „Ognia” nie powstała po jego śmierci ani w publikacjach z lat dwutysięcznych. Budowano ją już jesienią 1944 roku, przy czynnym udziale jego ludzi – i budowano ją jako legendę człowieka wiernego Lublinowi.

Co to znaczyło w języku Armii Krajowej

Żeby zrozumieć, jak akowcy odczytywali takie meldunki, trzeba znać obowiązującą ich wykładnię. Sformułował ją Komendant Główny AK gen. Leopold Okulicki w piśmie do Prezydenta RP z 9 grudnia 1944 roku – w załączniku „Wytyczne na okres zimowy 44/45″:

Nasz stosunek do AL, PAL i KS pozostaje niezmieniony. Nie prowadzimy z nimi otwartej walki zbrojnej, uważamy ich jednak nie za część polskich sił zbrojnych, lecz za agentów sowieckich.

gen. Leopold Okulicki, 9 grudnia 1944

Dla żołnierza AK stwierdzenie „X przeszedł do Armii Ludowej” nie było więc informacją o zmianie przydziału. Było stwierdzeniem, że X znalazł się po stronie uznawanej rozkazem za agenturę obcego państwa. Cała późniejsza ocena „Ognia” przez środowiska akowskie wynika z tego jednego zdania.

1 grudnia 1944: pisemne podporządkowanie się PKWN

Pod koniec 1944 roku na Podhale przybył oddział AL „Za wolną Ojczyznę” pod dowództwem por. „Zygfryda” – Bruna Skuteli, występującego także jako Izaak Gutman. Po zapoznaniu się z Manifestem Lipcowym PKWN i kilku rozmowach „Ogień” podporządkował mu swój oddział. Potwierdzali to obaj dowódcy oddziałów AL działających wówczas na Podhalu: por. „Tadek” i por. „Zygfryd”.

„Zygfryd” opisał to szczegółowo w wystąpieniu na sesji popularnonaukowej w Zakopanem 28–29 listopada 1970 roku. Według jego relacji 1 grudnia 1944 roku Kuraś złożył na jego ręce pisemne oświadczenie deklarujące poparcie dla programu PKWN i uznanie jego zwierzchnictwa, podporządkowując równocześnie swój oddział operacyjnie. „Zygfryd” niezwłocznie zameldował o tym szefowi Polskiego Sztabu Partyzanckiego płk. Prytyckiemu, po czym w gronie oficerów zdecydowano pozostawić Kurasiowi samodzielność w bezpośrednim dowodzeniu, wprowadzając jednolite kierownictwo, koordynację akcji i wymianę informacji. Od tej chwili stanowili jedno zgrupowanie.

Dalsza część relacji „Zygfryda” jest równie konkretna: „Ogień” solidnie przestrzegał umowy, meldował o akcjach i zdobytej broni, przekazywał informacje o ruchach Niemców, a jego zwiad i placówki wiejskie w Koninkach, Porębie Wielkiej, Rabce, Chabówce, Rdzawce i Kowańcu pozostawały do dyspozycji AL. Po zajęciu ziemi nowotarskiej w końcu stycznia 1945 roku „Ogień” ujawnił się — zachowując broń — i wraz ze swoimi ludźmi organizował w powiecie milicję obywatelską.

Że nie była to jednorazowa deklaracja, widać na dokumencie wystawionym niecałe trzy miesiące później.

Zaświadczenie na papierze firmowym „Oddział Partyz. A.L. por. »Ognia«", Kraków 23 lutego 1945 r., dla Stefanii Krik, podpisane „Ogień por." i potwierdzone przez zastępcę dowódcy batalionu AL, jednostka wojskowa 13588
Kraków, 23 lutego 1945 r. Zaświadczenie dla Stefanii Kruk o współpracy z oddziałem od 25 lipca 1943 do 25 stycznia 1945 r. Nagłówek: „Oddział Partyz. A.L. por. »Ognia«”. Podpis: „Ogień por.” Poniżej potwierdzenie zastępcy dowódcy batalionu AL, jednostka wojskowa 13588.

Transkrypcja dokumentu

[nagłówek:] Oddział Partyz[ancki]
A. L. por. „Ognia”

Kraków dnia 23. II. 45

Zaświadczenie

Niniejszym zaświadczam, że obywatelka Kruk Stefanja współpracowała z pow[yższym] Oddziałem przez czas od dnia 25. VII. 43 r. do dnia 25. I. 45 r. Przewoziła broń do Oddziału, dostarczała nam wszelkie wiadomości i wywiadu i tym samym okazała bardzo dużą pomoc.

D[owód]ca Oddziału
„Ogień” por.

Powyższe dane potwierdza
zastępca d[owód]cy Baonu A. L.
Jednostka Wojskowa 13588
[podpis nieczytelny] por.

Nagłówek tego pisma nie pozostawia miejsca na interpretację. Nie jest to dokument oddziału AK ani oddziału bezprzydziałowego. To papier firmowy oddziału partyzanckiego Armii Ludowej, a podpisujący go Kuraś tytułuje się porucznikiem – stopniem, którego, jak zobaczymy niżej, nie posiadał.

Marzec 1945: skierowanie z Komitetu Centralnego PPR

9 marca 1945 roku Wydział Personalny Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej wystawił pismo nr 54/45 do Wydziału Personalnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Kierowano w nim do dyspozycji resortu porucznika Józefa Kurasia, dowódcę plutonu oddziałów partyzanckich, z sugestią, by wykorzystać go w miejscu dotychczasowego zamieszkania — na terenie Nowego Targu. Pod pismem podpis: Z. Gomółkowa, kierująca Wydziałem Personalnym KC PPR.

Pismo Wydziału Personalnego KC Polskiej Partii Robotniczej nr 54/45 z 9 marca 1945 r. do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, kierujące porucznika Józefa Kurasia do dyspozycji resortu, podpisane przez Zofię Gomółkową
Warszawa, 9 marca 1945 r., nr 54/45. Wydział Personalny KC PPR kieruje por. Józefa Kurasia do dyspozycji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, wskazując Nowy Targ jako miejsce, gdzie należałoby go wykorzystać.

Transkrypcja dokumentu

[papier firmowy:] Polska Partia Robotnicza
KOMITET CENTRALNY

Warszawa, dn. 9. III. 45 r.
Nr. 54/45

Do
Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego
Wydział Personalny
w Miejscu

Kierujemy do waszej dyspozycji porucznika KURASIA Józefa dowódcę plutonu oddziałów partyzanckich.

Byłoby celowe wykorzystać go w miejscu starego zamieszkania jego na terenie NOWEGO TARGU.-

Wydział Personalny
KC. PPR.
Z. Gomółkowa

Dzień później, 10 marca 1945 roku, w Warszawie sporządzono podanie nr 254 o przyjęcie go do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa.

Podanie z 10 marca 1945 r. o przyjęcie por. Józefa Kurasia „Ognia" do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie
Warszawa, 10 marca 1945 r. Podanie nr 254 o przyjęcie por. Kurasia Józefa „Ognia” do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa. Obok numeru — przekreślona wcześniejsza numeracja 157.

Transkrypcja dokumentu

Podanie  254  [157 — przekreślone]

Proszę o przyjęcie por. Kurasia Józefa „Ognia” do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa.

Warszawa 10. III. 45 r.

[podpis:] Kuraś Józef
por.

Kolejność jest tu istotna: skierowanie z Komitetu Centralnego partii wyprzedza formalne podanie o dzień. Nie była to więc droga urzędowa zwykłego kandydata – decyzja zapadła po stronie partyjnej, a papiery porządkowano nazajutrz.

Ciąg zdarzeń jest zwarty i udokumentowany dzień po dniu: pozbawiony stanowiska komendanta powiatowego MO „Ogień” udaje się w marcu 1945 roku na skargę do władz centralnych w Lublinie i Warszawie, tam zweryfikowano mu stopień porucznika i skierowano do dyspozycji kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, a ten wyznaczył go na kierownika Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Nowym Targu.

Dokument, który wydał sam IPN

W tym miejscu narracja o „Ogniu” zwykle się urywa. Powtarza się w niej, że po powrocie do Nowego Targu stanowiska nie przyjął, urzędowania nie podjął, a przyczyny pozostają nieznane – i że właśnie wtedy nastąpiła jego przemiana.

Rozstrzygnięcie tej kwestii znajduje się w publikacji Instytutu Pamięci Narodowej.

Okładka publikacji IPN „Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza, tom I 1944–1956" pod redakcją naukową Krzysztofa Szwagrzyka
„Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza”, tom I: 1944–1956, redakcja naukowa Krzysztof Szwagrzyk. Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej.

W wykazie kierowników i szefów Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu, w drugim wierszu tabeli, figuruje: Kuraś Józef, s. Józefa, por., 23 III – 11 IV 1945.

Tabela z publikacji IPN „Aparat bezpieczeństwa w Polsce" — wykaz kierowników PUBP w Nowym Targu, z Józefem Kurasiem w stopniu porucznika na stanowisku od 23 marca do 11 kwietnia 1945 r.
Wykaz kierowników PUBP/PUdsBP w Nowym Targu według ustaleń IPN. Józef Kuraś wymieniony między dwiema kadencjami Stanisława Strzałki, w stopniu porucznika, na stanowisku od 23 marca do 11 kwietnia 1945 roku.

Instytut umieścił go zatem w oficjalnym wykazie kadry kierowniczej aparatu bezpieczeństwa PRL – obok Strzałki, Klosego, Trokały i Mańkowskiego. Nie w przypisie, nie z zastrzeżeniem, lecz jako jednego z kolejnych szefów urzędu, z podanym stopniem i zakresem dat.

Trudno jednocześnie utrzymywać, że Józef Kuraś nigdy nie objął stanowiska w UB, i wydawać publikację naukową, która wymienia go wśród kierowników tego urzędu. Jedno z tych dwóch stwierdzeń musi być nieprawdziwe, a oba pochodzą z tej samej instytucji.

Porucznik, którym nie był

Stopień porucznika przewija się przez wszystkie powyższe dokumenty: na papierze firmowym AL, w piśmie KC PPR, w podaniu do ministerstwa, w tabeli IPN. Armia Krajowa miała w tej sprawie stanowisko jednoznaczne i wyrażała je co najmniej dwukrotnie.

Meldunek Komendy Obwodu AK Nowy Targ z 1 lipca 1944 r. — Komenda Obwodu nie przyjęła „Ognia" i jego oddziału do organizacji, zaznaczając, że mianuje się on porucznikiem, będąc w stopniu kaprala
Meldunek z 1 lipca 1944 r. Komenda Obwodu AK Nowy Targ nie przyjęła „Ognia” wraz z oddziałem; Delegat Rządu był zawiadomiony, że „Ogień” trudni się bandytyzmem i nie należy go wcielać do organizacji.

Transkrypcja dokumentu

Lipiec
181144/Adj.3
1/VII – 1/I

Melduję że K.O. Nowy Targ nie podejmował Ognia wraz z oddziałem. Delegat Rządu był zawiadomiony że Ogień trudni się bandytyzmem i nie należy go wcielać do organizacji. D.R. zaprzysiągł Ognia wraz z oddziałem powierzając mu prowadzenie egzykutywy na terenie Nowego Targu. Zaznaczam że d[owód]ca Ogień mianuje się porucznikiem a jest w stopniu kaprala. Ogień kilkakrotnie był wzywany na odprawę K.O. ani razu się nie zgłosił. K.O. miał na celu aby Ognia powstrzymać od napadów rabunkowych a nie wcielenia do organizacji A.K.-

/-/ 1/VII

Meldunek z 1 lipca 1944 roku stwierdza, że Komenda Obwodu AK Nowy Targ nie podejmowała „Ognia” wraz z oddziałem, a Delegata Rządu zawiadomiono, że trudni się on bandytyzmem i nie należy go wcielać do organizacji. Delegat mimo to zaprzysiągł „Ognia” i powierzył mu prowadzenie egzekutywy na terenie Nowego Targu. Meldujący zaznacza, że dowódca „Ogień” mianuje się porucznikiem, a jest w stopniu kaprala, oraz że kilkakrotnie wzywany na odprawę Komendy Obwodu ani razu się nie zgłosił.

Trzy i pół miesiąca później sprawą zajął się komendant Inspektoratu AK Nowy Sącz.

Pismo komendanta Inspektoratu AK Nowy Sącz Adama Stabrawy „Borowego" z 21 października 1944 r. do Powiatowego Delegata Rządu Stanisława Guzka „Węglarza" — o posługiwaniu się przez „Ognia" firmą AK i o megalomańskiej mistyfikacji stopnia porucznika. Źródło: AP Kr, Zesp. 1 psp AK, t. 1, k. 156
21 października 1944 r. Pismo mjr. Adama Stabrawy „Borowego”, komendanta Inspektoratu AK Nowy Sącz (krypt. „Niwa”), do Powiatowego Delegata Rządu w Nowym Targu Stanisława Guzka „Węglarza”. Źródło: AP Kr, Zesp. 1 psp AK, t. 1, k. 156, oryginał, mps.

Stabrawa pytał, czy odpowiada prawdzie wiadomość o przyjęciu „Ognia” do służby w Straży Bezpieczeństwa powiatu, i odpowiadał na to sam: „Ogień” należy raczej do kategorii ludzi, którymi SB powinna się zająć, niż przyjmować ich w swoje szeregi, a w jego grupie znajduje się około pięciu bandytów, nie licząc mniejszych przestępców. Zachowanie „Ognia” i jego ludzi określił jako rodzaj działalności, który kiedyś zostanie nazwany ciemną plamą konspiracji.

Najważniejsze zdanie tego pisma dotyczy jednak szyldu. Stabrawa pisał, że najgorsze jest to, iż wszystko firmowane jest przez AK, ponieważ ludzie nie orientują się, że wybryków tych dopuszcza się banda niemająca z Armią Krajową nic wspólnego.

W sprawie stopnia Stabrawa był kategoryczny: awanse załatwia AK i wszystkie przechodzą przez Inspektorat, więc gdyby awans „Ognia” miał miejsce, musiałby o tym wiedzieć. Podawanie się przez „Ognia” za porucznika uznał za megalomańską mistyfikację.

Warto odnotować, że oba dokumenty AK podają różny stopień faktyczny: meldunek lipcowy mówi o kapralu, pismo Stabrawy o plutonowym. Rozbieżność dotyczy jednak wyłącznie tego, kim „Ogień” był – nie tego, kim nie był. W obu wypadkach chodzi o podoficera, a stopień oficerski, którym się posługiwał, nie pochodził od Armii Krajowej. Zweryfikowano mu go dopiero w marcu 1945 roku w Warszawie i Lublinie.

Mimo to pracownicy IPN w swoich opracowaniach akceptują i stosują stopień, do którego „Ogień” nie miał tytułu, a Prezydent Rzeczypospolitej, opierając się na opiniach Instytutu, odznacza osoby, które w ocenie środowiska żołnierzy AK na odznaczenia nie zasługują. Dotyczy to między innymi Kazimierza Paula „Skały”, zarejestrowanego od 1946 roku jako tajny współpracownik „Laska” – nazwisko to figuruje w zestawieniu tajnych współpracowników wywodzących się z oddziału „Ognia”.

Republika bez protokołów

Czas powojenny to czas wycieńczonej i słabej Polski, w której nowy rząd pod nadzorem Sowietów dopiero tworzył struktury państwa. Działaczom lojalnym podczas wojny i ściśle współpracującym z komunistami – z Armią Ludową i NKWD – władza proponowała intratne stanowiska. Wśród nich znalazł się porucznik Armii Ludowej Józef Kuraś „Ogień”, który przy wsparciu Sowietów tworzył na Podhalu posterunki milicji.

Posterunki te były słabo wyposażone – brakowało broni, ale brakowało też papieru, koniecznego do sporządzania zgłoszeń, raportów i protokołów. Początkowo, jeśli papier w ogóle był dostępny, pisano ręcznie1. Milicjanci, w większości ogniowcy, mieli za sobą kilka klas szkoły podstawowej i nie umieli czytelnie pisać.

Skutek był taki, że pokrzywdzeni nie mieli gdzie zgłaszać przestępstw. Nawet zgłoszone morderstwo czy kradzież najczęściej nigdzie nie zostawały odnotowane. Dlatego wielu badaczy tego okresu przyjmuje, że morderstw „Ognia” i ogniowców było znacznie więcej, niż się podaje – nie dlatego, że ktoś je ukrył, ale dlatego, że nigdy ich nie zapisano.

W takich warunkach „Ogień” czuł się bezkarny. Terroryzował okolicę, wydając samowolne wyroki śmierci – często bez wpisanego nazwiska2 — i kierując się uprzedzeniem, osobistą urazą albo złośliwym donosem. Nakładał kontrybucje na całe wioski. Mordował i grabił niewinnych Żydów oraz Słowaków. Likwidował ludzi, którzy po wojnie angażowali się w odbudowę handlu i rolnictwa3, i okradał powstające spółdzielnie.

Ludzie cierpieli biedę i wiedzieli, że nikt im nic nie da, więc brali inicjatywę we własne ręce. Nie podobało się to „królowi gór”, który szybko likwidował u nich przejawy zaradności. Handel mogli prowadzić wyłącznie ludzie z nim powiązani – to im dostarczał skradzione konie i bydło, a paserzy sprzedawali je, oddając „Ogniowi” należną część.

Utworzył własną republikę – z osobistym sądem4, wywiadem i melinami. Żeby utrzymać dyscyplinę, prowadził wśród podkomendnych stałą propagandę, wmawiając im, że walczą o nową Polskę bez komunistów. Przeszkolony funkcjonariusz UB wiedział, jak ważna jest wśród siedemnasto- i osiemnastoletnich chłopców idea patriotyzmu – i jak potrzebne są dyscyplina i strach, by utrzymać ich przy sobie w lesie. Likwidował każdego, kto chciał zdezerterować, nie wykonał rozkazu albo kogo się obawiał. Mordował także dowódców własnych kompanii5. Ludzie bali się go tak jak UB.

Do komisariatów wpływały zgłoszenia o kryminalnych działaniach jego i podległych mu ludzi, brano też pod uwagę ich postępowanie w czasie wojny z Niemcami. Widząc w tym zagrożenie, „Ogień” nie obawiał się sprzeciwu – wiedział, że większość posterunków MO opanowali jego ludzie, więc po ich odejściu posterunki po prostu przestawały działać.

Czego brakuje w aktach

Od lat zastanawiam się, co takiego fascynuje ludzi, którzy w postaci Józefa Kurasia widzą wręcz świętego. Co powoduje, że gloryfikują właśnie to, co w jego postępowaniu było bezwzględne, szalone i nieprzewidywalne. „Ogień” nie tolerował w oddziale ani w okolicy żadnego sprzeciwu ani krytyki – musiał mieć i czuć całkowitą władzę oraz przewagę nad słabszymi.

Uważam, że politycy różnych opcji od zawsze dążą do władzy bezgranicznej, bo wtedy można bezkarnie się bogacić, głosząc równocześnie hasła pełne patosu. Ludzi niepodzielających ich poglądów próbują zniszczyć przy pomocy organów państwa albo pomówień, podważając ich fachowość i uczciwość według sprawdzonego schematu: obmawiaj, pomawiaj – zawsze się coś przyklei.

W mojej ocenie Instytut Pamięci Narodowej – organ państwa powołany do ochrony prawdy historycznej, w tej sprawie reprezentowany przez dr. Macieja Korkucia – zajmuje się wszystkim, tylko nie tym, do czego został powołany. Sposób budowania legendy „Ognia” przez krakowski oddział Instytutu opisujemy szczegółowo w osobnym dziale.

Zdaniem środowiska żołnierzy Armii Krajowej pracownicy krakowskiego IPN nie liczą się z faktami, ignorują prawdę historyczną i realizują narzuconą im politykę historyczną, wykorzystując do tego podporządkowane państwu gazety i wydawnictwa, a osoby o odmiennym zdaniu tracą pracę i uznanie dla swojego dorobku naukowego.

Mając dostęp do akt sądowych o sygnaturze 69/21 w sprawie zadośćuczynienia w wysokości przeszło 14 milionów złotych dla syna „Ognia”, Zbigniewa Kurasia – zauważyłem, że pracownicy IPN nie dostarczają, wręcz pomijają akta spraw sądowych opisujących mordy i grabieże dokonane osobiście przez „Ognia” oraz z jego rozkazu. W przesłanej korespondencji najczęściej znajdowały się dokumenty nic nieznaczące, jak podanie Jana Halamy o przyjęcie do MO, w którym prosi o przyjęcie, bo chce przyjść z pomocą odzyskanej Ojczyźnie6. Kryminalnych dokonań „Ognia” i podległego mu oddziału nie ujawniono.

Jest natomiast wiele opracowań i opinii sporządzonych przez dr. Korkucia – często niedokończonych i fragmentarycznych – w których broni on stworzonego przez siebie mitu bohatera, choć w mojej ocenie nie znajduje to potwierdzenia w faktycznych zdarzeniach ani w dostępnych dokumentach.

Dlaczego to ma znaczenie dzisiaj

Żołnierze Armii Krajowej zgromadzili wystarczająco dużo dowodów na to, by społeczeństwu – a zwłaszcza młodzieży – nie dawać za wzór człowieka, którego charakteryzowała niestałość polityczna, zmienność poglądów, gwałtowność, bezwzględność, interesowność i brak empatii, i którego obciążają morderstwa niewinnych cywilów dokonane osobiście i na jego rozkaz.

Nie chodzi o to, by kogokolwiek wymazywać z historii. Chodzi o to, by porucznik Armii Ludowej skierowany do pracy przez Komitet Centralny PPR i wpisany przez IPN na listę kierowników Urzędu Bezpieczeństwa nie był przedstawiany jako wzór żołnierza walczącego o niepodległość. Tego nie da się wymazać ani zapomnieć.

Czytaj dalej

Przypisy:

  1. Notatka pisana ręcznie przez Jana Srala „Potrzaska” o działalności posterunku MO w Łapszach Niżnych i sporządzaniu przez MO dla NKWD list akowców przeznaczonych do aresztowania. ↩︎
  2. W posiadaniu redakcji znajdują się kopie takich wyroków. ↩︎
  3. Zob. zamordowani w Krościenku. ↩︎
  4. Zeznanie ogniowca Z. Paliwody o sądach „Ognia”. ↩︎
  5. Por. Marian Kubiak „Roman”, por. E. Religa „Łoś”, por. R. Ostaszewski „Rysiek”. ↩︎
  6. Podanie to mówi wiele o świadomości politycznej młodych ogniowców, przekonanych, że „Ogień” jest dowódcą AK, a prawdziwa Polska to Polska Ludowa z rządem w Lublinie. Karta 1307 akt sprawy. ↩︎