Kłamstwo pod przysięgą na Krzyż to przekleństwo rzucone na siebie, swoje dzieci i wnuki – tak rozumieli to żołnierze 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej. 16 marca 1990 roku ośmiu z nich położyło rękę na Biblii w nowotarskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa i przysięgło, że ich relacja o Józefie Kurasiu „Ogniu” jest prawdą. Publikujemy pełną treść dokumentu „»Ogień« – watażka podhalański” wraz ze skanami maszynopisu i podpisami świadków.
Dlaczego akowcy sięgnęli po przysięgę
W 1990 roku, 45 lat po zakończeniu wojny, żołnierze Armii Krajowej z Podhala byli już ludźmi w podeszłym wieku. Tym bardziej bolało ich to, że niektórzy publicyści wciąż usprawiedliwiali bandycką działalność „Ognia”. Autorzy związani ze środowiskiem dawnych ogniowców, a także z krakowskim IPN, podawali w swoich opracowaniach nieprawdę i oczerniali akowców, którzy sprzeciwiali się gloryfikacji człowieka terroryzującego po wojnie ich samych i całe Podhale.
Kombatanci pisali sprostowania do artykułów, przesyłali prokuratorowi IPN dokumenty i wyjaśnienia, przekazali też listę osób skrzywdzonych przez „Ognia” i jego oddział. Jak te materiały potraktowano, opisuję w tekście Jak pracownicy krakowskiego IPN wprowadzali w błąd żołnierzy 1 PSP AK.
Polityka w „nowej Polsce” potrzebowała nowego bohatera. W mojej ocenie postanowiono, bez względu na koszty, zrobić bohatera narodowego z Józefa Kurasia, a największy udział mieli w tym Andrzej Przewoźnik, Ryszard Terlecki i Janusz Kurtyka. Szerzej piszę o tym w artykule Jak z bandyty zrobić bohatera.
Nowy Targ, 16 marca 1990 roku
Gdy sytuacja polityczna w kraju pozwoliła wreszcie otwarcie mówić o Armii Krajowej, kilku żołnierzy AK przyszło do kancelarii parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu. Chcieli przekazać swoją wiedzę o działalności Józefa Kurasia „Ognia”.
Ich dotychczasowe starania nie przynosiły skutku, dlatego zdecydowali się na krok ostateczny: przysięgę na Biblię i Krzyż Święty. W ten sposób chcieli potwierdzić, że dokument, który jako świadkowie tamtych zdarzeń sami spisali i podpisali – „»Ogień« – watażka podhalański” – zawiera prawdę.
Dla nas, chrześcijan, przysięga na Krzyż i Biblię jest jednym z najważniejszych aktów. Kto przysięga fałszywie, traci nadzieję na zbawienie wieczne, a kłamstwo w takiej chwili jest jak przekleństwo rzucone na siebie, swoje dzieci i wnuki. Nikt nie składa takiej przysięgi lekko.
Po wielu latach walki i licznych próbach powstrzymania kłamstw o „patriotyzmie” „Ognia” świadkowie tamtych wydarzeń, żołnierze 1 PSP AK, postanowili raz jeszcze zaapelować do pracowników krakowskiego IPN i do wszystkich chrześcijan o rzetelną, zgodną z faktami ocenę jego działalności. Liczyli, że ten akt powstrzyma dalszą gloryfikację „Ognia”.


W obecności proboszcza, ks. Franciszka Juraszka, i wikariusza, ks. mgr. Henryka Paśki, który przygotował krzyż, Ewangelię i świece, żołnierze kolejno podchodzili, kładli rękę na Biblii i przysięgali, że to, co zapisano w pozostawionym opracowaniu „»Ogień« – watażka podhalański”, jest prawdą.1
Dokument dotyczy zarówno okresu wojennego, jak i powojennego, kiedy „Ogień” mordował niewinnych cywilów na Podhalu, Spiszu i Orawie. Obecność księży nadała przysiędze rangę uroczystego aktu religijnego.
Przysięgę sporządzono w ośmiu egzemplarzach: oryginał i siedem kopii, po jednym dla każdego uczestnika. Ostatnią stronę każdego egzemplarza podpisano odręcznie. Oryginał pozostał w kancelarii parafialnej i po latach został z niej skradziony.
Film „Tako prawda”
W tym samym roku, po powrocie z Kanady kolegi Leszka Batkiewicza „Leszka”, sygnatariusze nagrali na podstawie przysięgi film „Tako prawda” w reżyserii Ewy Skórczyńskiej. Na tym materiale oparliśmy odcinek 6b naszej serii „Wyklęci czy przeklęci” – „Przysięga na Krzyż. Współpraca »Ognia« z NKWD” – dostępny w dziale Filmy i reportaże.

„Każdy może sobie taką przysięgę złożyć”?
Odmowa uznania takiego dokumentu za dowód to podważanie wiarygodności żołnierzy, którzy go podpisali. Tym samym podważa się autorytet Armii Krajowej, o czym piszę też w tekście IPN szkodzi wizerunkowi Armii Krajowej, a w tym przypadku również autorytet Kościoła.
Twierdzenie, że każdy może sobie złożyć taką przysięgę, jest niedorzeczne. Tych ośmiu ludzi przysięgało jako świadkowie, pod własnymi nazwiskami i pseudonimami, w kościele, wobec kapłanów i wobec siebie nawzajem.
„Ogień” – watażka podhalański. Pełna treść przysięgi
Publikujemy tekst dokumentu w całości. Poprawiliśmy jedynie oczywiste literówki i interpunkcję, śródtytuły dodała redakcja. Dokument spisano z pamięci 45 lat po wydarzeniach – tam, gdzie późniejsze ustalenia, także publikowane na tej stronie, precyzują daty, liczby lub personalia, zaznaczamy to w przypisach redakcyjnych.

1943: od „Orła” do „Ognia”
W okresie powojennym ukazały się w drugim obiegu publikacje pozytywnie oceniające pookupacyjną działalność zbrojną na Podhalu Józefa Kurasia „Ognia”.
Dodatnio opisano jego wyczyny w walce z oddziałami KBW, broniącymi narzuconej nam władzy, nie wspominano natomiast o zbrodniach popełnionych przez „Ognia” i na jego rozkaz.
Kuraś wstąpił do oddziału partyzanckiego AK, dowodzonego przez porucznika Władysława Szczypkę „Lecha” w Gorcach, w połowie 1943 roku. „Lech” przyjął od niego przysięgę, nadał pseudonim „Orzeł”, mianował swoim zastępcą. Wkrótce, na skutek nieszczęśliwego wypadku, „Lech” zginął i na jego miejsce przybył por. Krystyn Więckowski „Zawisza”, przysłany przez Okręg w Krakowie.
Gestapo dowiedziało się, że Kuraś jest w partyzantce, toteż zemściło się na jego rodzinie. Dnia 29 VI 1943 r. zamordowano w Waksmundzie jego ojca, żonę i półtorarocznego synka, dom spalono.
Grudzień 1943: zabawa w Ochotnicy i atak na ziemianki
Przed nastaniem zimy 1943/44 partyzanci Oddziału „Wilk”, bo taki kryptonim posiadał, przenieśli się z Kudłonia na Czerwony Groń i tam nad potokiem zbudowali dwie ziemianki. Przed Bożym Narodzeniem Ernest „Sław” i Helena „Sława” Durkalcowie, kierujący schroniskiem na Lubaniu, zaprosili „Zawiszę” z kilkoma partyzantami do siebie na Wieczór Wigilijny. W oddziale służył ich syn Bolesław „Sławek”.
Przed odejściem „Zawisza” wydał „Ogniowi”, bo taki kolejny pseudonim Kuraś posiadał, rozkaz pozostawania z oddziałem w ziemiankach do jego powrotu; żywność partyzanci mieli. „Ogień” rozkazu nie wykonał – 26 XII poszedł z częścią oddziału do Ochotnicy na zabawę.
O świcie następnego dnia wrócili do ziemianek i przystąpili do czyszczenia broni. W ślad za nimi przyszedł oddział żandarmerii i zaatakował partyzantów w ziemiankach. Ubezpieczenie obozu nie funkcjonowało. „Ogień” nie wydał żadnego rozkazu do samoobrony: otworzył drzwi, wystrzelił z pistoletu i zniknął.
Dowództwo nad oddziałem przejął kpr. Jan Sral „Krasny”. Rozkazał Kazimierzowi Kurasiowi „Krukowi” wyskoczyć z ziemianki z rkm-em na lewo, wzdłuż potoku, i ostrzelać napastników, po czym sam z resztą partyzantów wybiegł z ziemianki. „Szpak”, chory na zapalenie stawów, nie mógł do nich dołączyć i popełnił samobójstwo, rozrywając się granatem. „Wiatr”, trafiony śmiertelnie, upadł pod świerkiem.
Oddział „Wilk” chwilowo się rozproszył, część partyzantów schroniła się w jednej z bacówek. „Zawisza” po pewnym czasie zebrał większą grupę w schronisku na Lubaniu. Z tymi partyzantami zaatakował i rozbił niemiecki posterunek żandarmerii w Ochotnicy Dolnej. Granatowi policjanci poddali się, a broniącego się na piętrze komendanta żandarmerii Kuntza zabito.
Dezerter, który nie uznawał zwierzchności
„Ogień” nie dołączył do oddziału. Zgromadził wokół siebie kilku partyzantów i odtąd, do końca okupacji Podhala, ten nieco powiększony oddział stanowił samodzielną, nikomu niepodlegającą jednostkę. Nie uznawał żadnej zwierzchności, unikał spotkań z dowództwem i oddziałami AK. Rozbrat z „Zawiszą” nie wynikał z rzekomej odmienności poglądów politycznych, jak komentowali to po wojnie niektórzy autorzy publikacji.
Znając twardy charakter swojego poprzedniego dowódcy, „Ogień” obawiał się odpowiedzialności za niewykonanie rozkazu: za opuszczenie 26 XII 1943 r. ziemianek z częścią oddziału i pójście na zabawę, za dopuszczenie do zaskoczenia i rozproszenia oddziału, za śmierć dwóch partyzantów i zniszczenie ziemianek.
„Ogień” był kapralem rezerwy, odbył służbę czynną w pułku piechoty i ukończył szkołę podoficerską. Wiedział, jakie konsekwencje ma prawo wyciągnąć przełożony oficer wobec podkomendnego za niewykonanie rozkazu w czasie wojny.
Nie dołączył do oddziału, więc został uznany za dezertera – był to jego świadomy wybór. Swoje poglądy polityczne prezentował w zależności od tego, co w danej chwili było dla niego korzystne. Nie przebierając w środkach, włącznie z krwawym rozbojem, zdobywał dutki (pieniądze), co doprowadziło go do życiowego bankructwa. W 1947 roku przedstawiał się jako członek Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Ludowej Służby Bezpieczeństwa, Polskiej Partii Robotniczej, Milicji Obywatelskiej, Urzędu Bezpieczeństwa, a w końcu Narodowych Sił Zbrojnych.
Nie obowiązywały go żadne normy moralne, działał według własnego widzimisię. Wielokrotnie wzywany do podporządkowania się przez mjr. Adama Stabrawę „Borowego”, inspektora Inspektoratu „Niwa” i dowódcę 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK, a także przez dowódcę IV Batalionu 1 PSP AK kpt. Juliana Zapałę „Lamparta”, na wezwania nie reagował. Doręczycielowi wezwań zagroził, że jeśli nie przestanie przychodzić do niego z pismami z dowództwa, zastrzeli go jak psa.
Do dowództwa pułku napływały skargi na dokuczliwą dla góralskiej wsi działalność watahy „Ognia”: zdejmowanie i zabieranie pasów transmisyjnych z młynów i tartaków pracujących dla ludności wiejskiej, rabunki, nakładanie kontrybucji, pijatyki i rozboje. W dowództwie rozważano zaatakowanie i rozbrojenie watahy. „Borowy” z tego zrezygnował, bo doprowadziłoby to do bratobójczej walki i ofiar w ludziach. „Ognia” pozostawiono w spadku Władzy Ludowej, zarysowującej się na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, która pod koniec stycznia 1945 roku utworzyła się na Podhalu.
1945: komendant MO, szef UB i aresztowania akowców
19 I 1945 r. gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, Komendant Główny AK, rozwiązał Armię Krajową. W wykonaniu tego rozkazu „Borowy” rozwiązał walczący na Podhalu 1 PSP AK.
Po wkroczeniu jednostek Armii Czerwonej na Podhale „Ogień” zszedł ze swoim uzbrojonym oddziałem z Gorców do Nowego Targu i podporządkował się władzy ludowej. Nowa władza powierzyła zaufanemu komuniście stanowisko komendanta MO. Posterunki w mieście i okolicznych wsiach „Ogień” obsadził swoimi „partyzantami”. Pojechał do Lublina, a stamtąd do Warszawy, gdzie zatwierdzono mu samozwańczy stopień porucznika, którym posługiwał się w oddziale AL. Z wydanym tam dokumentem zgłosił się do Wojewódzkiej Komendy UB w Krakowie i otrzymał nominację na kierownika PUBP w Nowym Targu. W tym czasie do nowotarskich placówek MO i UB przydzielony był jako doradca radziecki oficer NKWD, lejtnant Kaczenko.
Posługując się sporządzonym przez funkcjonariuszy MO spisem, Kaczenko wspólnie z funkcjonariuszami UB i NKWD aresztował akowców. Spis sporządzono po polsku i bolszewik miał trudności z odczytaniem nazwisk i pseudonimów. Z Nowego Targu pochwyceni zostali Władysław Zagardowicz „Kukułka”, Franciszek Kieta „Limba” i Teofil Zubek „Wiewiórka”. Podczas przesłuchań żądano od nich wskazania miejsca pobytu oficerów posługujących się pseudonimami „Borowy”, „Podkowa”, „Las” czy „Lampart”. Ksiądz proboszcz Karabuła i burmistrz mgr Szoski wezwali Kurasia do opamiętania się i zaprzestania zdradzieckiego postępowania.
Zagardowicza i Kietę aresztowano 2 lutego, po czym wywieziono na Ural, w rejon Swierdłowska. Kieta przepracował w kopalni węgla 33 miesiące i wrócił ze zniszczonym zdrowiem – obecnie jest na utrzymaniu opieki społecznej. Zagardowicz pracował przy wyrębie lasu; we wrześniu 1945 r. zbiegł i wrócił do Nowego Targu.2
Kwiecień 1945: z powrotem w Gorcach
11 kwietnia 1945 r. Kuraś zdezerterował z UB razem z milicjantami i ubekami. Zabrał ze sobą kolegę z oddziału AL, Katza-Burzyńskiego, Żyda, szefa miejscowego UB. Wrócili w Gorce, na dobrze sobie znane ścieżki, i rozpoczęli działalność zbrojną wymierzoną w organa władzy ludowej. Rozbijali komitety PPR i posterunki MO, mordowali ocalałych z Holokaustu Żydów, strzelali do napotkanych w Gorcach turystów i zabijali ich, uznając za zwiadowców UB, egzekwowali nakładane przez „Ognia” kontrybucje.
„Łoza”, łączniczka rozwiązanego oddziału AK, w kwietniu przyszła pieszo z Rabki do Krakowa. Odnalazła „Borowego” i jego zastępcę „Podkowę” w Domu Zdrowia przy ul. Siemiradzkiego 2 (własność rodziny Sędzimirów) i doręczyła im pismo od „Ognia”. Namawiał w nim „Borowego” do powrotu na Podhale i objęcia dowództwa, zobowiązywał się podporządkować jego rozkazom. „Ogień” odpowiedzi nie otrzymał, a „Borowy” i „Podkowa” zmienili kwaterę.
Zabójstwo Franciszka Zapały i blankiety odznaczeń
W kwietniu „Ogień” popełnił jedną z pierwszych spośród licznych późniejszych zbrodni. Wezwał do siebie przez gońca mieszkającego w Koninie Franciszka Zapałę „Niedźwiadka”, żołnierza AK, brata mjr. Juliana Zapały „Lamparta”, dowódcy IV nowotarskiego batalionu 1 PSP AK. Franciszek zgłosił się u „Ognia”, zabierając ze sobą blankiety zaświadczeń o nadaniu Brązowego Krzyża Zasługi z Mieczami, podpisane in blanco przez „Borowego”. „Lampart” miał wpisać na nich pseudonimy swoich żołnierzy i wręczyć im zaświadczenia, ale nie zdążył – 19 stycznia 1945 r. batalion rozwiązano.
„Ogień” zabrał blankiety, a Franciszka Zapałę zamordował. Na blankietach wpisał pseudonimy swoich podkomendnych i rozdał im zaświadczenia. Po kilku latach niektórzy z tak „odznaczonych” próbowali zweryfikować swoje zaświadczenia w Zarządzie Koła w Nowym Targu.
Z notatnika „Ognia”
„Ogień” miał notatnik, w którym zapisywał swoje decyzje i niektóre wydarzenia. Zanotował w nim między innymi:
- 28 sierpnia 1945 r. – zastrzelenie 4 Żydów w Maniowach3
- 24 października – zastrzelenie B. w Zakopanem za kradzież pieniędzy zabranych na poczcie
- 29 grudnia – zastrzelono na Luboniu Wielkim człowieka, który był na wczasach
- 18 lutego 1946 r. – zastrzelenie handlarza złotem z Warszawy4
- 2 lutego 1946 r. – Jana Lacha, członka PPR, zastrzelono w Kluszkowcach
- 10 marca – wydał rozkaz zabicia mgr. Misiaka, pracownika Urzędu Miejskiego w Rabce; został zastrzelony we własnym mieszkaniu
- 3 maja 1946 r. – ograbiono i zastrzelono koło Krościenka 12 osób obojga płci narodowości żydowskiej5
Spisz i Orawa: Krempachy i Nowa Biała
Spisz i Orawa, zamieszkane przez ludność polsko-słowacką, były w czasie okupacji przyłączone do Słowacji. W czasach grasowania bandy „Ognia” te regiony ucierpiały szczególnie. Wieś Krempachy ograbiono czterokrotnie. Bandyci wpadali w czasie nabożeństwa w kościele i rozpoczynali rabunek. Podzieleni na grupy po trzy–cztery osoby, według zanotowanych numerów domów napadali na zamożniejszych gospodarzy. U Jurkowskich zabrali dwie krowy i konia z wozem, kopali domowników i bili, wyzywając od Słowaków.
U Jana Łukasza „Lorenca” zastrzelili w chlewie tucznika i zabrali konia z wozem, na który załadowali łup. Matce Jana Jurkowskiego „Symka” wyrwali z uszu złote kolczyki. Jana Pietraszka ograbili, zrabowane rzeczy załadowali na wóz, a jego samego zatrzymali jako woźnicę. Miejscowa młodzież uzbroiła się w widły, zaatakowała rabusiów i odbiła Pietraszka.
Innym razem ograbili mieszkańców Nowej Białej i uprowadzili Jana od Katarzyny. Zrozpaczona żona długo go szukała, wierząc, że żyje i wróci. Pewnego dnia podrzucono jej kartkę z informacją, gdzie jest jej mąż. W lesie waksmundzkim znaleziono grubo przykryte ściółką i gałęziami cztery ciała, a wśród nich męża Katarzyny – wszyscy zabici pochodzili z Nowej Białej. Przy biciu dzwonów przywieziono ich do wsi, gdzie czekali na nich mieszkańcy. Po tych napadach słowacka młodzież na stałe wyjeżdżała do Warszawy.
6 czerwca banda ograbiła na Obidowej dyplomatów angielskich wracających z Zakopanego do Warszawy.
Z dziennika „Ognia”: wyroki i kontrybucje
23 listopada (cytat z dziennika „Ognia”): „…Doniesiono o harcerzu z Ochotnicy. Drużyna szybko wykonawcza. Powiesili, zerwał się, jeszcze raz”.
4 grudnia:
- Łapczyńska Wanda – Ludzimierz – wysiedlenie
- Haburowa Katarzyna 500 000 zł; 12 IX, 15.00, most. Współpraca z Niemcami
- Giżycka Maria 500 000, 12 XI zlikwidowano
- Łapsze Niżne 150 000, 20 XI, 12.00
- Nidzica 100 000, 20 XI, 12.00
- Kamiński 150 000, 20 XI, 12.00
Bilans: 350 akcji, 430 zabitych
Na początku działalności „Ogień” powiększał bandę imiennymi wezwaniami. Za niestawienie się groziła kara śmierci. Niektórzy, w obawie o życie, po otrzymaniu wezwania opuszczali rodzinne domy i wyjeżdżali na Ziemie Odzyskane. Latem 1946 roku bandę podzielono na mniejsze oddziały, działające na różnych terenach.
W ciągu niespełna dwóch lat (kwiecień 1945 – luty 1947) banda przeprowadziła około 350 akcji, m.in. rozbiła 57 posterunków MO. Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z rąk bandy „Ognia” zginęło 430 osób, w tym:
| Kategoria | Liczba zabitych |
|---|---|
| funkcjonariusze UB | 76 |
| funkcjonariusze MO | 70 |
| żołnierze KBW i WP | 45 |
| członkowie PPR | 28 |
| żołnierze radzieccy | 27 |
| Żydzi | 53 |
| pozostali | 131 |
| razem | 430 |
Należy do nich doliczyć konfidentów i donosicieli UB, członków ORMO oraz osoby zatrzymane w pobliżu miejsc zakwaterowania band i podejrzane o ich śledzenie. W walkach zginęło ponad 50 ludzi „Ognia”, ujęto około 150, aresztowano ponad 200 współpracowników.
Najcięższe zbrodnie
Do najbardziej potwornych i ohydnych zbrodni popełnionych przez „Ognia” i jego ludzi należą:
- powieszenie w Ostrowsku, 10 XII 1946 roku, na słupie telegraficznym ciężarnej Katarzyny (Liberdy) Kościelnej z domu Remiasz za to, że przy sąsiadce nazwała „Ognia” bandytą;6
- zbiorowe zgwałcenie Zofii Czubakowej z Waksmundu, matki trojga dzieci.7 Odprowadzający ją ogniowiec również ją zgwałcił, a potem zastrzelił.
„Ogień” przejawiał patologiczny, odbiegający od norm popęd płciowy. Wzywał do siebie w Gorce przez gońców imiennie wskazane kobiety, zmuszał je do uległości, a te, które się broniły, gwałcił.
Ostrowsko, 21 lutego 1947: koniec „Ognia”
21 II 1947 r. oddział KBW zaskoczył „Ognia” w Ostrowsku, w zagrodzie Józefa Zagaty. Przygotowano tam ucztę, na którą „Ogień” przyszedł z kompanami i „Hanką”.8 Człowiek, który go śledził, po stwierdzeniu obecności „Ognia” we wsi pojechał rowerem do Waksmundu i przekazał wiadomość następnemu, a ten – również rowerem – pojechał do Nowego Targu i zameldował o tym w UB.
Gdy przybyły samochodami oddział KBW okrążył zagrodę Zagaty, „Ogień” z „Hanką” wyskoczyli z chaty i wpadli do sąsiedniej, weszli po drabinie na strych i wciągnęli drabinę za sobą. „Ogień” przebiegał z chaty do chaty, ale został zauważony i ostatnią kryjówkę szczelnie otoczyli żołnierze. Zagrozili, że jeśli nie zejdzie na dół, spłonie razem z chatą. Wtedy „Hanka” zeszła po drabinie, a na strychu padł pojedynczy strzał – „Ogień” strzelił sobie w głowę. Przewieziony do Nowego Targu, zmarł w szpitalu.
Po jego śmierci ogniowcy, korzystając z ogłoszonej przez Sejm 22 II 1947 r. amnestii, masowo ujawnili się i zdali broń.
Skończyła się dla Podhala zmora grabieży, mordów, gwałtów i kontrybucji. Górale i kupcy odetchnęli z ulgą.
Taka prawda.
Żołnierze partyzanci 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej, zrzeszeni w Związku Żołnierzy AK w Nowym Targu:
- Włodzimierz Budarkiewicz „Podkowa”
- Jan Sral „Krasny”
- Władysław Sowa „Celiński-Dunin”
- Bronisław Wielkiewicz „Skok”
- Władysław Zagardowicz „Kukułka”
- Jan Kacwin „Juhas”
- Franciszek Kieta „Limba”
- Tadeusz Czubernat „Płomień”
Nowy Targ, 16 marca 1990 r.

Kim byli sygnatariusze
Losy Władysława Zagardowicza „Kukułki” i Franciszka Kiety „Limby”, aresztowanych w lutym 1945 roku, gdy Kuraś kierował nowotarską bezpieką, i zesłanych na Ural, opisujemy w osobnych artykułach. Jan Sral „Krasny” to kapral, który w grudniu 1943 roku przejął dowodzenie nad oddziałem porzuconym przez „Ognia” pod Czerwonym Groniem. Włodzimierz Budarkiewicz „Podkowa” był zastępcą „Borowego” – tym, do którego „Łoza” doręczyła list „Ognia” w kwietniu 1945 roku.
Postscriptum
W mojej ocenie dr Maciej Korkuć zbudował mit „Ognia”, opierając się na dowolnie interpretowanych dokumentach bezpieki i na konfabulacjach ogniowców. Nie przeprowadził wnikliwej kwerendy, a z dostępnych mu dokumentów korzystał wybiórczo i tendencyjnie. Pomija stanowisko żołnierzy 1 PSP AK – świadków tamtych wydarzeń – i marginalizuje krzywdę zamordowanych niewinnych cywilów: Polaków, a także obywateli polskich narodowości żydowskiej i słowackiej.
Przez lata, wraz z zespołem krakowskiego IPN, promował Józefa Kurasia jako niezłomnego bohatera i prawdziwego Polaka. Tym samym stawiał społeczeństwu, także dzieciom i młodzieży, za wzór człowieka nagminnie stosującego przemoc, odpowiedzialnego za setki morderstw, gwałtów, kradzieży i innych przestępstw. Ten proces opisujemy w kategorii Jak propaganda krakowskiego IPN tworzyła bohatera „Ognia”, a postawę dowództwa AK wobec Kurasia pokazują meldunki mjr. Adama Stabrawy „Borowego”.
Takiego widzenia historii nie przyjął Sąd Okręgowy w Nowym Sączu, który oddalił wniosek syna „Ognia” o 12 milionów złotych odszkodowania oraz o przywrócenie dobrego imienia ojca. Przyczynili się do tego: dr Korkuć, który, jak oceniamy, plątał się w zeznaniach i tendencyjnie odpowiadał na pytania sądu; prokurator IPN, który dostarczył sądowi wiele ważnych dowodów; oraz my, występujący jako przedstawiciele rodzin akowców.
Przysięga powstała w ośmiu egzemplarzach, a siedem kopii trafiło do rodzin sygnatariuszy. Jeśli w Państwa domu zachował się któryś z nich, pozostałe strony maszynopisu albo nagranie filmu „Tako prawda”, prosimy o kontakt.
Przypisy
- Potwierdzenie tej informacji znajduje się w filmie „Zapomniane przez Boga kąty”, ok. 30:10. ↩
- W oświadczeniach, które publikujemy w artykule o Franciszku Kiecie, sam Kieta podaje, że przez około rok pracował razem z Zagardowiczem przy wyrębie lasu, a do Nowego Targu wrócił w listopadzie 1947 roku – czyli po 33 miesiącach od aresztowania. Według tej relacji Zagardowicz uciekł z obozu w Bużanaku „po roku czasu”; do domu dotarł jesienią 1946 roku. ↩
- W artykule Morderstwa Żydów na Podhalu zabójstwo czterech Żydów w Maniowach datujemy na 26 czerwca 1945 roku. ↩
- Według ustaleń opisanych w artykule Morderstwo handlarza złotem w Nowym Targu zbrodni dokonano w styczniu 1946 roku. ↩
- Zbrodnię opisujemy w artykule Masakra w Krościenku, w którym – na podstawie późniejszych ustaleń – podajemy liczbę 11 zamordowanych. ↩
- Chodzi o Helenę Luberdę z domu Remiorz, nazywaną „Kościelną”, bo jej teść był kościelnym. Według relacji świadków i dokumentów, które publikujemy w artykule Zamordowanie Heleny Luberdy przez oddział „Ognia”, zginęła 12 października 1945 roku, w ósmym miesiącu ciąży. ↩
- Jedna z córek zmarła zaraz po wojnie. ↩
- Irena Olszewska, narzeczona Jana Kolasy „Powichra”. ↩